niedziela, 24 maja 2015

Naiwna = głupia?

    Snape stał przy kominku dłuższą chwilę zanim zdał sobie sprawę, że został sam. Wciągnął nosem powietrze wypełniając sobie płuca do granic możliwości, by po chwili wypuścić je w taki sposób jakby chciał się uspokoić. Przymknął oczy i uderzył pięścią w gzyms kominka. To prawda, w pełni zasłużył sobie na to jak potraktowała go Samara. Pewnie właśnie dlatego nie rzucił przeciw zaklęcia. Wbrew temu co sama twierdziła był pewien, że nigdy mu nie wybaczyła tego co zrobił.

     Severus podszedł do biurka i otworzył dolną szufladę. Wyjął z niej do połowy opróżnioną butelkę ognistej i szklankę. Usiadł w fotelu i przetarł oczy dłońmi. Napełnił szklankę trunkiem i natychmiast wypił znaczną część. Poczuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Przymknął oczy i oparł głowę o zagłówek fotela.

    Lily i Samara – nierozłączne. W Lily zakochał się prawie natychmiast. Nawet nie zdziwił się, gdy o tym pomyślał. Lily jako pierwsza dostrzegła w nim kogoś więcej niż fatalnie ubranego i zaniedbanego chłopca z podejrzanej rodziny. Kochał ją od zawsze. Nigdy się do tego przed nią nie przyznał. Przez większość lat szkolnych przyjaźnił się z nią. Dopiero gdy przystąpił do zwolenników czarnego Pana Lily zaczęła się odsuwać. Miała rację… Potem zakochała się w Potterze i nie było już nadziei. Mimo to, nigdy nie przestała być dla niego ważna. Jej tragiczna śmierć doprowadziła go do skrajnej rozpaczy. Do tej pory nie jest w stanie się z tym pogodzić. Po części sam przyczynił się do tego, że zginęła. Pokutuje do dziś. Dlatego cierpliwie znosi służbę u Dumbledora.
    Samara… To jest osobny rozdział jego życia. Młodsza, lecz piekielnie zdolna. Zawsze trzymała się na uboczu, gdy Lily z nim rozmawiała. Przez pięć lat nauki nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Dopiero gdy pokłócił się z Lily o to, że dołączył do śmierciożerców podeszła do niego, spojrzała mu w oczy i powiedziała: „Wokół ciebie jest ciemność Severusie, więc może nie jesteś świadomy, że się pogrążasz. Wierzę jednak, że nadejdzie dzień w którym się opamiętasz.” Odeszła nie dając mu nawet szansy, aby coś powiedzieć. Wtedy te słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Prychnął tylko pogardliwie i odszedł w swoją stronę. Przypomniał je sobie jednak, gdy zrozpaczony trzymał w ramionach martwą Lily.

    Kilka lat później Samara wróciła do Londynu. Z początku unikał jej, widział w niej tą dziewięciolatkę wymawiającą słowa, które już na zawsze wryły mu się do serca. Z czasem przyzwyczaił się do jej obecności. Dawała mu chwile wytchnienia. Nigdy jej nie pytał o to dlaczego znika, dlaczego nie jest członkiem zakonu. Sam miał sporo sekretów, o których nie chciał mówić więc nie pytał. Samara była wychowanką Dumbledora i jako jedyna wiedziała o jego podwójnej roli w walce z Czarnym Panem. Wiele razy, gdy wracał poraniony leczyła go. Pilnowała go, aby nie zrobił sobie krzywdy gdy upijał się do nieprzytomności. Spędzali ze sobą zadziwiająco wiele czasu w jego gabinecie, choć nie rozmawiali zbyt wiele. On zazwyczaj sprawdzał wypracowania uczniów, a ona przeszukiwała jego księgozbiory w poszukiwaniu interesującego tomu. Gdy go znajdowała zwykła siadać naprzeciwko niego w fotelu. Siedzieli tak do późna, czasem nie zamieniwszy ze sobą ani jednego słowa. To dziwne -  pomyślał Severus dolewając sobie ognistej – te chwile dawały mu ogromne poczucie stabilności, wpuścił ją do swojego świata tak bardzo szczelnego i zrodziła się miedzy nimi więź, której nie chciał zrywać.

    Pewnego wieczoru po spotkaniu śmierciożerców wrócił w tragicznym stanie. Dumbledore wezwał Samarę, aby go uleczyła. Spędziła nad nim wiele godzin zanim przywróciła mu świadomość. Szeptała nad nim skomplikowane inkantacje, a on wpatrywał się w jej poruszające się wargi. W pewnym momencie wsparł się na łokciu i pocałował ją. To zadziwiające, ale Samara nie cofnęła się. Otworzyła oczy i spojrzała na niego. W jej oczach było coś co sprawiało, że nie mógł dać jej odejść tej nocy. Ponownie pocałował ją. Tym razem oddała pocałunek. Lochy nie były już tak zimnym i nieprzyjemnym miejscem lecz oazą do której dano mu dotrzeć.

   Kontynuowali swoje spotkania przez następnych kilka tygodni. Pewnego razu po kolejnej spędzonej nocy z Samarą obudził się w środku nocy. Samara spała ubrana jedynie w jego białą koszulę. Przypomniał sobie, że chciała z nim wcześniej porozmawiać, była wyraźnie zaniepokojona i poddenerwowana. Teraz spała spokojnie oddychając miarowo, a kosmyki jej włosów spływały niedbale po plecach. Blade światło świec oświetlało jej twarz. Severus wstał, nie wiedział dlaczego, ale nie mógł znieść jej widoku w jego łóżku. Usiadł naprzeciwko niej ze szklanką ognistej i przyglądał się jak śpi. Do głosu doszły wyrzuty sumienia. Czuł się jakby zdradził Lily. Nie mógł sobie darować tej chwili słabości. To nie był dobry czas, aby z kimś się wiązać. Z resztą sam nie wiedział czy to będzie kiedykolwiek możliwe zważywszy na jego uczucia do Lily. Poczuł się winny. Gdy się obudzi będzie musiał być brutalny. Musi jej dać do zrozumienia, że popełnił ogromny błąd. Nie powinien nawet pozwolić na to, aby spędzali ze sobą czas. Zżyli się przez te tygodnie. W tych dniach kiedy nie zjawiała się w jego gabinecie czuł, że czegoś mu brakuje. Teraz natomiast nie mógł pozwolić, aby to dalej się potoczyło. To nie mogło mieć miejsca… Schował twarz w dłoniach i wtedy to poczuł… Odsłonił twarz i spojrzał wprost w duże brązowe oczy Samary. Zamarł na chwilę, gdyż jej wyraz twarzy jednoznacznie wskazywał na to, że wie o czy myśli. Przez dłuższą chwilę nie spuszczali z siebie oczu. Severus wiedział jak musi postąpić. To musi być szybkie jak zerwanie przyklejonych do ciała bandaży. Wstał podszedł do okna i nie patrząc na nią powiedział

- Skoro już nie śpisz to możesz wrócić do siebie. – w duchu odetchnął z ulgą, gdyż ton jego głosu nie zdradzał żadnych emocji. Był oficjalny i nieprzyjemny zupełnie jak na co dzień. Samara jednak nie ruszyła się z miejsca. Sprawiała wrażenie jakby wypowiedziane przez niego słowa jeszcze do niej nie dotarły.

- Nie słyszałaś co powiedziałem? – ponownie zwrócił się w jej stronę teraz już patrząc na nią.

-Słyszałam. – powiedziała ledwie słyszalnie.

- To której części zdania nie zrozumiałaś? – zapytał z drwiną w głosie. Zmrużyła oczy, odczekała chwilę i wstała. Severus jęknął w duchu. Była piękna. Jego biała koszula na jej nagim ciele, długie ciemne włosy lekko skręcone na końcówkach, teraz w uroczym nieładzie. Stanęła na palcach na zimnej posadzce. Podeszła do niego powoli. Pokój był ledwie oświetlony więc miał wrażenie, jakby była zjawą. Gdy podeszła do niego spojrzała na niego przekrzywiając lekko głowę.

- Której części zdania nie zrozumiałam? Mam wrażenie, że nic z tego nie rozumiem.

Snape zaklął w duchu. – Cholera, nie ułatwi mi tego… - prychnął więc pogardliwie i odszedł od niej.

- W takim razie jesteś bardziej naiwna niż myślałem. – oparł się o blat biurka. – Byłaś tylko chwilą zapomnienia, odskocznią i błędem. Jeżeli myślałaś, że kierują mną głębsze uczucia jesteś zwyczajnie głupia Samaro. – Snape sięgnął po szklankę z trunkiem i wypił go. Obserwował ją. Z każdym jego słowem zaciskała mocniej pięści. Spoglądała za okno. Wiedział, że rani ją tymi słowami, jednak musiał ją do siebie zniechęcić.

- Najwyraźniej jestem głupia. – powiedziała patrząc mu prosto w oczy. W jej oczach nie było już tego blasku który spowodował, że ją pocałował. – Ty ją nadal kochasz Snape? – zapytała niespodziewanie.

- To nie twoja cholerna sprawa! – krzyknął uderzając szklanką o biurko tak, że roztrzaskała się na kawałki. – Byłbym wdzięczny gdybyś raczyła ubrać się w swoje rzeczy i wynieść się z mojego życia raz na zawsze. Jesteś błędem rozumiesz? – powiedział to prawie sycząc ze złości. Nie miała prawa wplątać w to jego uczuć do Lily.

Samara drgnęła i cofnęła się. Przez jakiś czas patrzyła na niego, by po chwili skinąć lekko głową i odwrócić się. Przeszła przez pokój zabrała swoje rzeczy i udała się do jego łazienki. Snape wypuścił nerwowo powietrze i zaklął siarczyście pod nosem. Podszedł do okna i wpatrywał się w błonia oświetlone bladym światłem księżyca. Była pełnia i był pewien, że właśnie teraz Remus Lupin wije się w kącie swojego gabinetu. Usłyszał jak otwierają się drzwi łazienki. Nie odwrócił się, by na nią spojrzeć. Słyszał jak przechodzi przez pokój, gdy była przy drzwiach przystanęła i był pewien, że wpatruje się w niego. Chwilę potem drzwi otworzyły się i wyszła zostawiając za sobą zapach bzu. Dopiero kiedy zamknęły się za nią drzwi Severus odwrócił się i spojrzał na łóżko gdzie jeszcze tak niedawno trzymał ją w swoich ramionach. Na ciemnogranatowej pościeli leżała jego koszula, którą ona miała na sobie. Podszedł i podniósł ją. Zbliżył ją do nosa próbując wychwycić ten subtelny zapach, którym zawsze pachniała. Rozpalił ogień w kominku by po chwili wrzucić koszulę wprost do ognia. Wiedział, że nie będzie w stanie spojrzeć jej w oczy. Nie wiedział jednak, że ona tej samej nocy zniknie na trzy lata, nie dając znaku życia…


    Kiedy zrozumiał, że popełnił wielki błąd chciał ją odszukać, było jednak za późno. Dumbledore nie chciał mu powiedzieć, gdzie się obecnie znajduje. Szukał jej przez tydzień, wiedział jednak doskonale, że gdy ona nie chce by ją znaleziono to niczego nie wskóra. Odpuścił. Nie było dnia by nie wyrzucał sobie tego jak parszywie ją potraktował. 


niedziela, 17 maja 2015

Tadam

Tadam! Równe 500 wyświetleń. To chyba dobry wynik jak na 5 miesięcy. W sumie to się nie znam, bo to mój pierwszy tego typu blog ;) Fajnie byłoby poznać wasze opinie co do historii, którą w pocie czoła piszę. Co się podoba, co niekoniecznie. Czekam na opinie. 
Muszę dodać, ze z pisaniem jestem już trochę dalej. Dziś skończyłam pisać 50 rozdział. Od tego momentu akcja znacznie przyspieszy. Do zdarzeń ostatecznego rozstrzygnięcia mam zamiar dotrzeć tak szybko jak to możliwe. Nie będę tworzyła 200 rozdziałów bo przyznam się szczerze, że ciężko mi się pisze tak zwane rozdziały przejściowe. Tak więc od 50 rozdziału przyspieszamy i mam nadzieję szybko zakończyć opowiadanie.
Have fun :)

sobota, 16 maja 2015

Które z was bardziej się pogrąża?

    Było daleko po 21:00, kiedy szedł w kierunku swoich komnat. Im bardziej zagłębiał się w lochy zamku tym robiło się zimniej. Nigdy specjalnie mu to nie przeszkadzało, po tylu latach mieszkania tu zdążył się już do tego przyzwyczaić. Korytarze były puste, więc jego kroki niosły się głuchym echem po zamku. Stanął przed drzwiami do swojego gabinetu, wypowiedział hasło i wszedł do środka. Zatrzymał się jednak gwałtownie, ponieważ instynktownie wyczuł, że coś jest nie tak. Miał wielce wyczulone zmysły i potrafił zarejestrować nawet najdrobniejszą zmianę w otoczeniu. Gabinet spowity był w ciemności, ledwie oświetlony tylko przez jedną świece znajdującą się na biurku. Zmrużył oczy i zrobił krok w głąb pomieszczenia. Wyciągnął różdżkę przed siebie, mając ją w pogotowiu. Poruszał się cicho, przy regale z książkami, który znajdował się zupełnie na końcu pokoju zobaczył wysoką postać, nie widział jej twarzy  jednak rozpoznał ją. Westchnął, opuścił różdżkę.

- Daję słowo, że jak nie przestaniesz wchodzić do mojego gabinetu bez zaproszenia to kiedyś naprawdę rzucę w ciebie jakąś paskudną klątwą. – podszedł do swojego biurka i usiadł w fotelu, jednocześnie machnął różdżką tak by wszystkie świece w pomieszczeniu zapaliły się. W sekundzie pokój rozświetlił się bladym światłem i Snape ujrzał swojego dyrektora. Stał naprzeciwko niego w bladobłękitnej szacie patrząc na niego z zatroskanym lecz jednocześnie lekko rozbawionym wyrazem twarzy.
– Czego chcesz? Jestem zmęczony.

- Słyszałem o pojedynku. – Dumbledore podszedł do niego nie spuszczając z niego wzroku.

- Uprzedzałem cię, że tak to się skończy. – Snape nie patrzył na niego. Przeglądał od niechcenia wypracowania, które miał starannie ułożone na blacie biurka.

- Co z Samarą? – zapytał przyglądając mu się z zaciekawieniem z nad swoich okularów.

- A co ma być? – tym razem rzucił mu krótkie spojrzenie, które jednoznacznie ostrzegało, że zagłębianie się w temat nie jest dobrym pomysłem.

- Liczyłem na to, że wyjaśnicie sobie wszystko. To był dobry czas, aby oczyścić atmosferę.

- W co ty grasz Dumbledore? Celowo napuszczasz nas na siebie, abyśmy w przerwach między uprzykrzaniem sobie życia odbywali oczyszczające rozmowy? Nie bądź naiwny. – Snape wstał i podszedł do kominka, wycelował w niego różdżką i rzucił odpowiednie zaklęcie by chwile potem przyglądać się płomieniom. – Jestem za stary na twoje gierki  - rzucił mu przez ramię starając się nie spojrzeć mu w oczy.

Dumbledore usiadł w fotelu gdzie zwykle siadała Samara. Severusowi przemknęły przez głowę wspomnienia sprzed kilku lat lecz nie pozwolił sobie na to by wspomnienia nim zawładnęły. Rozpamiętywanie było dla niego oznaką słabości. Słabi ginęli najszybciej. Gardził ludźmi, którymi władały emocje. Sam skutecznie uniemożliwiał im panowanie nad sobą i dzięki temu nadal żył.

- Severusie – odezwał się już bardziej poważny Dumbledore. – Wasze niedokończone sprawy ciążą nad wami. Gdyby Samara w porę się nie opanowała… - urwał, lecz po chwili dodał -  Doskonale wiesz jak wielką moc posiada. - spojrzał na mistrza eliksirów. Stał on oparty o gzyms kominka wpatrując się w trzaskające iskry.

- Doskonale wiem jakiego zaklęcia użyła. – mówił powoli, rozważnie dobierając słowa. -  Doskonale wiem, co by się stało, gdyby się nie opanowała i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w pełni na to zasłużyłem. – Severus wyprostował się i lekko zesztywniał.

Dumbledore wstał, podszedł do niego na odległość wyciągniętej ręki.

- Dlaczego jesteś taki uparty i nie przyznasz się przed sobą… - nie dokończył zdania bo Snape przerwał mu gwałtownie.

- Do czego?! Tobie ciągle wydaje się, że znasz mnie lepiej niż ja sam! – Spojrzał z wściekłością na dyrektora. W jego oczach odbijał się blask płonącego drwa w kominku a pięści miał zaciśnięte. – Przestań układać mi życie!

- Przestań się łudzić i uciekać, to i tak cię dopadnie. – powiedział łagodnie i spojrzał na Severusa, lecz gdy ten nic nie odpowiedział odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Zanim jednak wyszedł powiedział.
– Oboje nie widzicie światła, więc ciężko mi stwierdzić, które z was bardziej się pogrąża. – Snape podniósł głowę i spojrzał zdziwiony na Dumbledora. Otworzył nawet usta, aby coś powiedzieć lecz zrezygnował w ostatniej chwili. Dumbledore wyszedł, zamykając za sobą drzwi z lekkim kliknięciem.

piątek, 8 maja 2015

Wybacz mi.

Jestem z kolejnym. Nie wiem nawet czy ktoś to nadal czyta, ale wstawiam dla własnej satysfakcji.


******************

   Gdy zamknęły się drzwi pokoju życzeń za ostatnim uczniem Samara i Snape nadal wpatrywali się w siebie. Na policzku Snape’a było widać głęboką ranę z której obficie leciała krew. Samara wiedziała, że to jej wina. Poniosło ją. Głęboko skrywany żal do Snape’a wziął górę i rzuciła to zaklęcie. W ostatnim momencie wstrzymała dłoń z różdżką. Gdyby tego nie zrobiła Snape’a trzeba byłoby zeskrobywać ze ścian. Niewypowiedziane do końca zaklęcie smagnęło go w twarz i stąd ta rana. Miała dużo szczęścia, że opanowała się w porę. Oboje mieli dużo szczęścia.

- Jeżeli to miałaś na myśli mówiąc o niezwykłym widowisku to udało ci się. – Snape odezwał się w końcu, odwrócił od niej wzrok i zszedł z podwyższenia na którym stali. Wziął do ręki swój płaszcz i ruszył w stronę wyjścia. Samara nadal stała i wpatrywała się w niego. Gdy doszedł do drzwi rzuciła.

- Zaczekaj. Musimy porozmawiać, to nie może tak wyglądać. 

Zeszła z podestu i powoli ruszyła w jego stronę. Snape zatrzymał się trzymając dłoń na klamce gotowy w każdej chwili wyjść. Podniósł wzrok na Samarę. Przez myśl przeszło jej, że nie widziała piękniejszych oczu. Zganiła się jednak bardzo szybko za te myśli.

- Poniosło mnie. Przepraszam. – podeszła na tyle blisko, aby móc go w każdej chwili zatrzymać gdyby chciał wyjść. Musiała mu wyjaśnić, nie mogła pozwolić na to, aby między nimi było kolejne niedomówienie.

- Jak wielką musiałem zrobić ci krzywdę tamtej nocy, że dziś chciałaś mnie tym swoim żalem zabić? - Snape wypowiadał to pytanie bardzo powoli. Nie spuszczał jej z oka chcą dostrzec każdą zmianę na jej twarzy, każdą emocję.

- To nie tak. – Samara cofnęła się i odeszła w stronę okna.

- Wyjaśnij mi. – Snape puścił klamkę i zrobił dwa kroki w jej stronę. Samara odwróciła się do niego, lecz nie patrzyła mu w oczy.

- Nie mogę. – Samara oparła się o parapet okna. Nadal nie parzyła na Snape’a tylko wpatrywała się w podłogę. Nie mogła mu spojrzeć w oczy, gdyż miała wrażenie, że jak tylko w nie spojrzy on pozna prawdę. – Jednak musisz mi uwierzyć, że tak jest dla ciebie lepiej.

- Jesteś taka sama… Taka sama jak człowiek który cię wychował. – powiedział to tak chłodnym i obcym tonem, że zdziwiła się, że nie zmroziło ją to. Te słowa były dla niej jak obelga. Snape ponownie skierował się w stronę drzwi wyjściowych jednak ona ponownie zatrzymała go.

- Zaczekaj. – ruszyła w jego stronę. Snape stanął i odwrócił się w jej stronę – Nie możesz tak wyjść. – wskazała ręką na jego policzek.

- Mam na to maść, zniknie do jutra. – powiedział beznamiętnym głosem.

- Daj spokój… - podeszła do niego na tyle blisko, że ich nosy prawie się stykały. Położyła prawą dłoń na jego krwawiącym policzku, zamknęła oczy i zaczęła szeptać inkantacje. Snape nie odrywał od niej swoich czarnych oczu. Poczuł się bardzo dziwnie, gdy go dotknęła. Nie czuł na sobie jej dotyku od prawie trzech lat. Zapomniał już jaką ma delikatną skórę i jak cudowny jest jej zapach… Nie zdążył jednak zagłębić się w tę myśl, ponieważ Samara skończyła. Otworzyła oczy i spojrzała w jego. Stali tak chwilę nic do siebie nie mówiąc. Na policzku Snape’a nie było już ani śladu po głębokiej i krwawiącej ranie. W tej samej chwili oboje cofnęli się i odwrócili spojrzenia. Snape ponownie złapał za klamkę i otworzył drzwi. Kiedy już miał wychodzić Samara powiedziała

-Severusie, wybacz mi.


Snape zatrzymał się i zawahał, jednak nie spojrzał w jej stronę. Bez słowa ruszył przed siebie. Drzwi zamknęły się za nim i Samara została zupełnie sama w wielkim pokoju życzeń, gdzie jeszcze przed chwilą toczyła walkę z przeszłością.