niedziela, 15 listopada 2015

Podziękowania

Trochę niedopracowany, ze względu na brak czasu. Dopiero co wróciłam z uczelni i jestem jak zwykle do tyłu z wszystkim. Za błędy przepraszam, ale mimo to zapraszam do komentowania. Chęci miałam dobre :P

****************************

Po ostatnich wydarzeniach było jasne, że bitwa o Hogwart zbliża się nieuchronnie. Wiedziała, że Dumbledore chcąc ją chronić nie powiadomi jej o niczym. Wątpiła jednak, aby udało się mu zataić atak w tajemnicy. Wieść natychmiast rozniesie się i trafi do Londynu. Albus przestał ją informować o zdarzeniach więc była pewna, że sprawy przyspieszyły. Ostatnią wiadomość od niego dostała pod koniec lutego. List był krótki:

Samaro,
Severus czuje się już lepiej. Ponownie wrócił do nauczania. Sprawy między nim, a Harrym uległy delikatnej poprawie. Jak to zrobiłaś?
Bądź zdrowa.
Albus Dumbledore
Dyrektor Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.

Nie odpisała mu na list. Z resztą była pewna, że dyrektor nie oczekuje odpowiedzi. Kończył się właśnie marzec i wiedziała, że za tydzień zaklęcia chroniące szkołę osłabną. Czuła całą sobą, że właśnie wówczas Voldemort uderzy. Po tylu latach życia w strachu i niepewności społeczność czarodziei będzie zmuszona opowiedzieć się po jednej ze stron. Rodziny ponownie podzielą się i nierzadko dojdzie do sytuacji, że brat będzie walczył przeciwko bratu.
Martwiła się o Harrego. Wiedziała, że odnaleźli prawie wszystkie horkruksy. Pozostało zgładzić jedynie węża. Chłopak będzie musiał zmierzyć się ze wszystkimi swoimi słabościami. Będzie musiał potrafić oddać życie za swoich przyjaciół i pogodzić się ze śmiercią. Dumbledore poinformował ją o swoich przypuszczeniach co do tego, że Harry jest nieumyślnie stworzonym przez Voldemorta horkruksem i będzie musiał zostać zabity przez niego samego. Albus twierdził jednak, że nie powinien zginąć, ponieważ Harry godzi się z tym, aby poświęcić życie za ludzi których kocha. To go odróżnia od Voldemorta i właśnie to go uratuje.
Miała nadzieje, że Albus się nie mylił.
W holu usłyszała pyknięcie aportacji i zerwała się na równe nogi. Do jej domu nie można było się bezpośrednio aportować. Wbiegła na korytarz i zobaczyła skrzatkę domową, która służyła Severusowi. Skrzatka jak większość tego rodzaju stworzeń była niechlujnie ubrana.

- Iskierko, co tu robisz? – zapytała zszokowana. No tak – pomyślała - magia skrzatów domowych różni się od magii czarodziejów. Nie przewidziała tego.

- Pani Samaro – skrzatka się skłoniła – Profesor Snape kazał mi Panią odszukać i Iskierka to zrobiła.

- Dobrze, ale dlaczego kazał ci mnie znaleźć?

- Profesor Snape, kazał przekazać Pani, że nie zdążył podziękować i, że jest wdzięczny. Prosił, aby powiedzieć, że spełnił Pani prośbę. – skrzatka ponownie się skłoniła. – Kazał również przekazać, aby się Pani nie martwiła, bo ja nie przekaże profesorowi Snape’owi miejsca Pani pobytu.

Samarę wmurowało. No tak… Skrzat który dostanie jakieś polecenie będzie starał się je wykonać za wszelką cenę. Skoro Snape kazał odszukać ją to Iskierka nie miała wyboru, musiała to zrobić. Nie powinien tego robić. Nierozważnie rzucone polecenie może skończyć się niekiedy tragicznie.

- Czy Iskierka ma coś przekazać profesorowi Snape’owi? – zapytała wgapiając się w nią swoimi wielkimi niebieskimi oczami.

Najchętniej kazałaby jej powiedzieć, że nie odszukała miejsca jej pobytu. Wiedziała jednak, że domowe skrzaty nie kłamią.

- Przekaż profesorowi, że nigdy nie oczekiwałam podziękowań.

- Czy to wszystko? – zapytała ponownie skrzatka

Samara przymknęła oczy i zastanowiła się przez chwile. Nie było nic co chciała by dodać.


- Tak to wszystko. Możesz już wrócić do szkoły. – skrzatka skłoniła się do samej podłogi i aportowała się do Hogwartu. Samara stała tak jeszcze dłuższą chwilę zanim poukładała sobie wszystko. Severus Snape wdzięczny! Ten dzień zapewne zapisze się w kartach historii. 


niedziela, 8 listopada 2015

Wspomnienie

Zdecydowanie mój ulubiony. Jest w nim sporo emocji, których nie było do tej pory. Czekam na opinie.

*****************************

  Lochy nie były przyjemnym miejscem, zwłaszcza zimą, ale z jakiegoś powodu lubiła je. Dawały jej poczucie bezpieczeństwa. Sama nie wiedziała dlaczego. Lochy przecież nie powinny się nikomu tak kojarzyć. Minął tydzień, a Snape przez ten czas ocknął się tylko raz na dosłownie kilka sekund, akurat wtedy, gdy pochylała się nad nim ocierając pot z jego czoła. Ich oczy spotkały się, a z jego ust dało się usłyszeć wątłe – Wróciłaś. Chwile po tym ponownie stracił przytomność. Samara jednak była pewna, że był zbyt słaby, aby móc to pamiętać. Po tym jak dostali się do zamku spędziła nad nim dwa dni szepcząc wszelkiego rodzaju zaklęcia lecznicze. Gdy skończyła sama zasnęła wyczerpana w fotelu przy jego łóżku i przespała dobrych kilka godzin. Stała teraz przy regale z książkami, które pieczołowicie gromadził przez te wszystkie lata. Sunęła palcem po zakurzonych i podniszczonych księgach i zalała ją fala wspomnień. Pamięta jak pierwszy raz odważyła się zapytać go czy nie pożyczyłby jej książki, którą wiedziała, że ma, a której ona nigdzie nie mogła dostać. Zdziwiła się, że bez żadnego mruknięcia pozwolił jej pojawić się wieczorem w jego gabinecie.
Gdy się tam zjawiła było daleko po 22:00. Zapukała nieśmiało i niepewnie. Otworzył jej po krótkiej chwili, a to co zobaczyła było dla niej tak nieprawdopodobne jak Wielkanoc w grudniu. Snape stał przed nią w luźnej białej koszuli i czarnych dobrze skrojonych spodniach. Od tylu lat była przyzwyczajona do jego standardowego wizerunku surowego nauczyciela w nieśmiertelnej czerni, że przez chwile myślała, że zapukała nie do tych drzwi.


- Zamierzasz długo tu sterczeć? – przywrócił ją do rzeczywistości.
Weszła do gabinetu lekko zmieszana. W kominku palił się wesoło ogień, a na jego biurku leżała pokaźna sterta prac domowych i książka, o którą prosiła „Alchemia i eliksiry”. Wydanie tak rzadkie, że prędzej mugol zobaczy jednorożca, niż przeciętny czarodziej tą książkę. Nawet Dumbledore nie ma jej w swoim księgozbiorze. Na widok tomu poczuła znane uczucie ekscytacji. Lubiła to uczucie, gdy brała do ręki starą książkę i starała się wychwycić jej subtelny zapach. Tak… książki dla niej pachniały i to każda inaczej. Pachniały w taki sposób, że czuła się jakby nie dotykała ziemi… Uwielbiała pierwszy kontakt z książkami, szczególnie z takimi, o których większość nie miała zielonego pojęcia. Podeszła do biurka powoli, celebrując moment w którym weźmie ją pierwszy raz do ręki i gdy już chciała wziąć ją zawahała się i przypomniała sobie w czyim gabinecie się znajduje i kto jest właścicielem tej książki. Odwróciła się w jego kierunku. Stał oparty o jeden z regałów i nie spuszczał jej z oka.


- Byłem ciekaw, kiedy sobie o mnie przypomnisz. – zakpił i ruszył w stronę biurka, by usiąść w fotelu i zająć się pracami domowymi.


- Czy mogę? – zapytała lekko speszona.


Nie odpowiedział, zamiast tego wzruszył beznamiętnie ramionami. Samara uznała to za zgodę i wzięła do ręki upragnioną książkę. Była ciężka. Okładka oprawiona w bawolą skórę ze złotymi okuciami na brzegach. Była niebywale cenna i po raz kolejny zdziwiła się, że Snape bez żadnych warunków pozwoli jej pożyczyć sobie ją na dwa dni.

- Jestem ciekawa Severusie jak wszedłeś w posiadanie tej książki? – zapytała nie mogąc opanować swojej ciekawości. Pamięta jak sama osobiście przeczesała wszystkie biblioteki, księgarnie i prywatne zbiory w poszukiwaniu tego wydania. Dopiero Albus uświadomił jej, że książka jest bliżej niż mogła się tego spodziewać. Spojrzał na nią z niecierpliwym wyrazem twarzy.


- Czy to takie ważne? – odpowiedział i wyłowił jej spojrzenie, które jasno wyrażało, że Samara nie odpuści. Westchnął, ponownie zajął się sprawdzaniem pracy domowej ucznia i odpowiedział. – Bycie poplecznikiem Czarnego Pana ma jednak jakieś dobre strony. – zadrwił, a Samarze zrobiło się głupio.

- Przepraszam. – spuściła wzrok, nie odpowiedział jej. – Pójdę już, nie będę ci przeszkadzać. – skierowała się w stronę wyjścia, gdy usłyszała szczęk ryglowania drzwi.


- Chyba nie sądziłaś, że pozwolę ci wyjść z tą książką? Na całym świecie są jej tylko trzy egzemplarze. – Samara odwróciła się zdziwiona i zobaczyła, jak bawi się różdżką całkowicie z siebie zadowolony.


- Jak to? To gdzie mam ją przeczytać? Tutaj? – zapytała piskliwie nie wierząc własnym uszom.

- Owszem. – wskazał jej dłonią fotel naprzeciwko niego. Wstał i podszedł do stolika na którym stał dzbanek i dwie filiżanki.


- Masz ochotę na herbatę?- zapytał, a Samara mogła przysiąc, że w kącikach jego ust pojawił się cień zadziornego uśmiechu.


Wciąż oszołomiona usiadła we wskazanym fotelu i przytaknęła.


- Wiesz, że nie zdołam przeczytać jej w jeden wieczór? – zapytała upewniając się, że wie o konsekwencji swojego czynu.


- Jestem tego świadomy. – odpowiedział nalewając jej herbaty. Samara wciąż miała wrażenie, że słyszy rozbawienie w jego głosie.
Chwile po tym postawił przed nią parujący napar i sam ponownie zatopił się w swojej pracy. Przez dłuższy czas przyglądała się mu zdziwiona, lecz doszła do wniosku, że „lepszy rydz niż nic” i sama również zajęła się lekturą.


   Po jakimś czasie ich spotkania stały się tak naturalne, że nawet nie zdziwiła się kiedy pocałował ją po raz pierwszy. Sama też nie wiedziała w którym momencie uświadomiła sobie, że stanowczy i zimny Mistrz Eliksirów jest tym, przy którym chciała spędzić resztę swoich dni. Snape wpuścił ją do swojego świata. Był nieufny nawet wobec sprzymierzeńców, więc starała się nie nadużywać zaufania, którym ją obdarzył. Każdy wieczór z nim spędzony pamięta doskonale, a w szczególności ten ostatni. Skrzywdził ją i miała prawo teraz odmówić zajmowania się nim, jednak sama nie wiedziała dlaczego do tej pory nie opuściła Hogwartu. Spełniła swoją role. Sprowadziła go bezpiecznie do szkoły i wyleczyła rany. Na jego ciele odznaczały się teraz wyraźne blizny, które już na zawsze będą mu przypominały tamtą noc. Spojrzała na niego ponownie, spał oddychając miarowo. Nie wiedziała ile jeszcze upłynie czasu zanim się ocknie, jednak gdzieś w sobie wiedziała, że nie odejdzie póki nie spojrzy w jego czarne oczy i nie upewni się, że przeżyje. Podeszła do stolika na którym skrzatka Severusa postawiła tacę z herbatą. Nalała sobie do porcelanowej filiżanki aromatycznego napoju i usiadła w swoim fotelu. Fotel był oczywiście Snape’a, ale za czasów kiedy tu przesiadywała stał się jej. Był wygodniejszy niż można by się po nim spodziewać. Wyciągnęła nogi przed siebie i upiła łyk gorącego naparu przymykając przy tym oczy. Cisza, która panowała w pokoju była wręcz ogłuszająca. Takie chwile lubiła więc brała z nich jak najwięcej. Satynowa pościel zaszeleściła, Samara natychmiast otworzyła oczy i spojrzała w tym kierunku. Snape poruszył prawą ręką i zajęczał cicho z bólu. Samara wstała i podeszła do niego. Budził się.


- Staraj się nie ruszać rękoma. Zajęło mi sporo czasu, aby ci je poskładać. – przysunęła do jego łóżka drewniane krzesło i usiadła przy nim. Snape rozchylił spierzchnięte usta i nieznacznie otworzył oczy. Gdzieś w głębi siebie Samara poczuła jak wielki ciężar, który ją przytłaczał znika.


- Wody. – wychrypiał cicho. Samara wstała podeszła do stolika i nalała mu z drugiego dzbanka wody. Wróciła do niego uniosła mu delikatnie głowę i przybliżyła kubek do ust. Snape skrzywił się z bólu, upił kilka łyków i opadł na poduszkę.

- Jakim cudem żyję? – zapytał cicho.

- Nie było żadnego cudu. – usiadła ponownie na krześle zakładając sobie nogę na nogę. – Poszłam tam po ciebie, wyciągnęłam i przeniosłam do zamku. – Snape zmarszczył czoło.


- Głupia kretynka. – wycharczał.

- No, muszę przyznać, że nieźle się odwdzięczasz za uratowanie tyłka. – zakpiła – Gdybym wiedziała zastanowiłabym się dwa razy.- Snape spojrzał na nią piorunując ją wzrokiem.

-Trzeba było, mogłaś zginąć.


- To nie istotne.

- Nie istotne… – prychnął wywracając oczami w tak dobrze jej znany sposób. - Skąd wiedziałaś co się dzieje? – zapytał.

- Dumbledore mnie wezwał. Harry we śnie zobaczył jak cię męczy.

- Idiota! Nigdy nie nauczy się panować nad umysłem. – powiedział ze złością i pożałował tego natychmiast, bo złapał go atak duszącego kaszlu. Samara westchnęła z pożałowaniem i przyłożyła do jego klatki piersiowej dłoń mrucząc zaklęcie lecznicze.


- Uratował ci życie, mógłbyś przestać od tej pory go obrażać. – powiedziała rzucając mu znaczące spojrzenie i cofając dłoń. – To żebra – wyjaśniła chwilę po tym. – miałeś je połamane. Zalecam, abyś przez jakiś czas nie wrzeszczał na uczniów. – Snape zrobił kwaśną minę, lecz po chwili ponownie spoważniał.


- Dlaczego to zrobiłaś? – spojrzał jej w oczy. – Chciałaś, abym zniknął z twojego życia. To była idealna okazja. – wysilił się na sarkazm.


Samara odchyliła się na krześle i spojrzała w sufit. Nie odpowiedziała mu od razu.


- Bo nikt nie zasługuje, aby ginąć w taki sposób. – ponownie spojrzała na niego. Pomimo obrażeń których doznał jego oczy błyszczały dawnym blaskiem.

- Po tym co zaszło ryzykowałaś życiem, aby mnie ocalić. – przymknął oczy, a Samara wstała i podeszła do kominka dorzucając drwa. Dobrze pamiętała, że w pierwszym momencie nie miała zamiaru tego robić. Teraz miała z tego powodu wyrzuty sumienia. Albus miał rację, nie darowała by sobie, gdyby on zginął tylko dlatego, że była zbyt dumna by przyznać, że nadal go kocha. Jednak on nie powinien o tym wiedzieć.

- Niech ci się nie wydaje, że zrobiłam to dla ciebie. – powiedziała cicho. – Nie jesteś mi nic winien. – podeszła do stolika na którym stała filiżanka z jej herbatą, dopiła ją do końca i podeszła do niego kładąc swoją dłoń na jego ramieniu.

- Dla kogo więc? – zapytał, lecz zignorowała go.

- Od teraz zajmie się tobą Poppy. Ja spełniłam już swoje zadanie. Dbaj o siebie i nie męcz Harrego. – obdarzyła go lekkim uśmiechem i wyszła zanim zdążył coś powiedzieć.


niedziela, 1 listopada 2015

Z powodu miłości

    Było zimno, a śnieg padał coraz mocniej budując zaspy na poboczach dróg. Stojąc przed wejściem do dworu Lucjusza wiedziała, że jak otworzy drzwi nie będzie już odwrotu. Musi robić wszystko tak, aby nie wywiązała się walka. Ze wspomnień Harrego wywnioskowała, że Snape’owi nie zostało zbyt wiele czasu. Walka wszystko przedłuży, no i oczywiście martwa mu nie pomoże. Nie czekała już ani chwili, zgrabnym ruchem dłoni otworzyła drzwi i weszła do środka. Zdziwiła się, nikt nie pilnował wejścia. Po chwili jednak doszła do wniosku, że każdy chciał zobaczyć niecodzienne widowisko, jakim było znęcanie się nad Snape’em. Ruszyła więc w kierunku salonu w którym wszyscy obecnie się znajdowali. Drzwi do pomieszczenia były zamknięte. Przez szpary u dołu wydobywało się światło i słychać było śmiechy zgromadzonych. Przystanęła i nasłuchiwała. Z każdym rzuconym zaklęciem przez Voldemorta podnosiły się głośne wiwaty. Nie słyszała wśród nich krzyków Snape’a, co zaniepokoiło ją. Wszystko jednak nagle ucichło, bo przemówił Czarny Pan.

- Severusie – wysyczał – nadchodzi godzina twojej śmierci. Nie błagałeś o litość, jesteś dzielny. Dumbledore nagrodziłby z pewnością takie męstwo! – ponownie wybuchły śmiechy. – W nagrodę za dostarczenie nam rozrywki na całą noc pozwolę ci zginąć jeszcze przed świtem. – Voldemort zniżył się do twarzy Snape’a i wysyczał – Zginiesz jeszcze dziś.


To jest ten czas, powiedziała sobie w myślach i pchnęła drzwi z całej siły robiąc ogromny hałas.

- Będziesz musiał przełożyć swoje plany Tom! – powiedziała głośno. Wszyscy zerwali się i wyciągnęli różdżki kierując je w jej stronę. Bella nie czekając na nic natychmiast rzuciła w jej stronę klątwę, którą Samara bez większego problemu odbiła. Voldemort krzyknął.


 - NIE! Opuśćcie różdżki!


- Dobra decyzja – przyznała Samara i ruszyła powoli w jego stronę. Śmierciożercy posłusznie wykonani polecenie i rozstąpili się by mogła przejść. – Radzę mnie nie prowokować. – dodała.

Voldemort wyprostował się, wzmocnił uścisk na swojej różdżce i powiedział.


- Chyba nie przyszłaś tu dziś Samaro, aby uratować tego zdrajcę? Jego los jest już w moich rękach.

- Och… to się jeszcze okaże. – powiedziała lekceważąco.


- Zginiesz jeśli się wtrącisz. Mag nie może mieszać się w wojny! – krzyknął.

Samara obeszła go i powiedziała.

- Gdybym wtrąciła się do wojny, to oni – tu wskazała różdżką na zgromadzonych – byliby już martwi. -  Przystanęła naprzeciwko niego. Pomiędzy nimi leżał nieprzytomny Mistrz Eliksirów. Samara zerknęła na niego, aby upewnić się, że nadal oddycha. Żył, ale ledwo. Miał zbyt wiele obrażeń. Jeżeli go nie wyciągnie w ciągu kilku minut może być za późno.

- Ty również byłabyś martwa. – wysyczał jadowicie.


- Jest to cena, którą jestem gotowa zapłacić w przeciwieństwie do ciebie. – Voldemort zwęził oczy i powiedział.

- Głupia! Dumbledore poświęcił ciebie, aby ratować swojego usłużnego psa! Właśnie tyle dla niego znaczysz! Pomagając mu zginiesz i… – przerwał nagle mrużąc oczy jakby właśnie coś sobie uświadomił. Spojrzał na leżącego u jego stóp Snape’a, potem na nią i wyszczerzył zęby w grymasie, który najwyraźniej miał imitować uśmiech. Zwrócił się do niej ponownie.

– Chyba, że jesteś tu z innych powodów niż wojna. – powoli obszedł Snape’a i stanął tuż za jej plecami lekko pochylając się w jej stronę wysyczał wprost do jej ucha

-  Jesteś tu z powodu miłości Samaro! – Wśród zgromadzonych rozeszły się podniecone szepty, kilka osób na czele z Bellą zaśmiało się okropnie. Samara stała niewzruszona, ciągle czując na swoim karku zimny oddech Voldemorta delikatnie się uśmiechnęła. Spojrzała na Severusa. Wydawało się jej, że lekko poruszył prawą dłonią. Nadal mu się przyglądając powiedziała, a wszystkie śmiechy ucichły.

- Miłość do Severusa to zbyt mało, abym tu dziś przyszła. – odwróciła się w stronę Voldemorta tak, że stali teraz oko w oko. Uśmiech natychmiast spełzł mu z wężowatej twarzy.


– Nie powstrzymasz mnie Tom. – mówiła dalej spokojnym tonem. – Zabieram go ze sobą, a jeżeli któryś z twoich sług, lub nawet ty sam, będziesz próbował mnie powstrzymać, rozpętam tu piekło jakiego sobie nawet nie wyobrażacie. -  Spojrzała na wszystkich zgormadzonych i powiedziała głośniej.

 – Nie zostanie tu kamień na kamieniu, jeżeli ktokolwiek śmie skierować w moja stronę różdżkę. – Ponownie zwróciła się do Voldemorta.

- Więc jak będzie? – przechyliła lekko głowę przypatrując mu się z udawanym zaciekawieniem. Wiedziała, że czas ucieka. Liczy się każda sekunda, a trzeba go jeszcze dostarczyć do Hogwartu.
– Wasze życie w zamian za Snape’a. – odezwała się ponownie. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że Czarny Pan nie ma wyjścia. Mimo iż był znany z okrucieństwa i nieprzewidywalności swoich działań nie zaryzykuje utraty tylu użytecznych zwolenników. Snape był ujmą dla niego. Uważał go za swojego najwierniejszego sługę, popełnił błąd i nie zauważył, że ten grał dla innej drużyny. Sprawą honorową było go ukarać i to możliwie najboleśniej, jednak nie sądziła, że Czarny Pan zaryzykuje kolejny pojedynek z nią. Teraz kiedy wiedział z kim musiałby się mierzyć była pewna, że uda się jej wyciągnąć stąd Severusa żywego. Voldemort ponownie przemówił.


- Nawet jeżeli nie zginie tej nocy w wyniku odniesionych ran, zginie następnym razem, gdy nasze drogi się zejdą. – uśmiechnął się paskudnie i dodał – Chwili tej będę wyczekiwał. Zabierz go. – Czarny Pan odwrócił się od niej i skierował się w stronę fotela w którym zwykł siadać. Z tłumu dało się usłyszeć krzyk oburzenia Bellatrix.

- Panie mój! Jak możesz puścić wolno tego zdrajcę!

- Milcz! – Krzyknął, a Bella skuliła się ze strachu. – Jeśli ktokolwiek będzie próbował ją zatrzymać, zginie jeżeli nie z jej ręki to z mojej!

Samara wiedziała, że wygrała. Teraz liczy się to, aby jak najszybciej dostać się do Hogwartu. Wyczarowała magiczne nosze i przeniosła na nie Snape’a. Ruszyła w kierunku drzwi powoli, bacznie obserwując wszystkich. Nikt nie ośmielił się sprzeciwić Czarnemu Panu. Gdy wyszła z dworku chwyciła za zwisającą bezwładnie dłoń Severusa i aportowała ich na zamkowe błonia. Czekał tam na nich Hagrid. Wziął on nieprzytomnego Snape’a na ręce i puścił się biegiem do zamku. Samara stała tam jeszcze chwilę i również ruszyła w tą stronę. Nadal żyła…


niedziela, 25 października 2015

Sędzia i kat

No to zaczęło się :) Miłego czytania i komentowania.




***************************

   Zawsze miała niespokojny sen. Ze snu potrafiło ją zbudzić trzepotanie skrzydeł motyla. Tej nocy ponownie przewracała się z boku na bok nie mogąc ponownie zasnąć. Powoli dochodziła trzecia i straciła wszelką nadzieję, że uda się jej jeszcze skraść trochę snu. Spojrzała w okno. Padał śnieg. Pewnie to ją zbudziło. W takiej ciszy doskonale słyszała szum padającego puchu. Śnieg oświetlany światłem ulicznych latarni wyglądał magicznie. Wstała i podeszła, aby się przyjrzeć lecz zza uchylonych drzwi sypialni dojrzała bladoniebieskie światło sączące się przez szczelinę. Zdziwiona podeszła do drzwi i pchnęła je, aby sprawdzić co to takiego. Zeszła powoli po schodach i zobaczyła w swoim salonie patronusa o postaci feniksa, który natychmiast gdy ją zobaczył przemówił głosem Albusa Dumbledore ’a.

- Bezzwłocznie przybądź do mojego gabinetu. – po tych słowach feniks rozpłynął się w powietrzu pozostawiając ją w ciemności. Machnęła prawą ręką w kierunku lamp, które natychmiast się zapaliły oświetlając korytarz, schody i salon. Nie miała wiadomości od Albusa od dwóch miesięcy. Mieli się dopiero zobaczyć na święta. Nagłe wezwanie do Hogwartu oznacza jedno – kłopoty. Pobiegła do swojej sypialni zmieniając pospiesznie ubranie. Wybiegając z pokoju zabrała z nocnej szafki różdżkę. Zbiegła na dół. Obudziła swoją skrzatkę mówiąc jej, że musi pilnie udać się do szkoły i aby ta wszystkiego dopilnowała i nikogo nie wpuszczała do domu. Skrzatka kiwała tylko głową na znak, że wykona zadanie najlepiej jak potrafi. Gdy upewniła się, że wszystko zabezpieczyła aportowała się na skraj szkolnych błoni. Ruszyła szybkim krokiem w kierunku zamku. Dyrektor nie spał, okna gabinetu były oświetlone. Nie wiedziała po co została wezwana. Przeszedł ją zimny dreszcz i przyspieszyła. Weszła do zamku niezauważona. O tej porze nie spotka się tu nawet duchów. Dotarła przed kamienną chimerę, wypowiedziała hasło i weszła do jasno oświetlonego gabinetu. Jej oczom ukazała się dziwna scena. Profesor McGonagall i Dumbledore stali nad Harrym, który wyglądał jakby dopiero co zwymiotował. Był zlany potem i trząsł się jakby przemarzł do kości.

- Harry! – powiedziała i wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Dumbledore odetchnął na jej widok i podszedł do niej mówiąc.

- Dobrze, że już jesteś. Jest pewna sprawa… - przerwała mu gestem dłoni i ruszyła w stronę Harrego uważnie mu się przyglądając.


- Harry, dlaczego go wpuściłeś? – zapytała. Dobrze wiedziała, że jego stan wskazywał na to iż Czarny Pan wtargnął do jego umysłu. Harry jednak nie odpowiedział, spojrzał tylko na nią, lecz Samara odwróciła się w stronę Dumbledore ’a i zapytała niespodziewanie.

- Kto?


- Severus. – powiedział nie od razu. Samara cofnęła się o kilka kroków i zakryła uta dłonią.


 – Mundungus był zdrajcą. – mówił dalej powoli -   Voldemort przełamał zaklęcie. Dowiedział się wszystkiego. Właśnie go torturuje. To zobaczył Harry. - Samara podniosła na niego wzrok – Po to cię wezwałem. Nie mamy wiele czasu. Masz szansę go ocalić jeśli… - nie dokończył, bo weszła mu nagle w słowo.

- O czym ty mówisz?! Chyba nie sądzisz, że pójdę tam po niego? Dobrze wiesz czym to się skończy! – krzyknęła.

- Jeżeli zrobisz to z innych pobudek niż opowiedzenie się w wojnie po jednej ze stron to powinno się udać. Wystarczy, że przestaniesz się oszukiwać. – Dumbledore podszedł do niej, lecz ta natychmiast zwiększyła dystans między nimi i zaczęła nerwowo krążyć po gabinecie. Przystanęła przy kominku i zapytała.

- Nie sądzisz, że ingerencja w cudze przeznaczenie może skończyć się źle?

- Uważasz, że przeznaczeniem Severusa jest zginąć w ciężkich mękach z rąk Voldemorta? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie.

- Znał ryzyko, zgodził się je podjąć nie zważając na ewentualne konsekwencje. – Samara ponownie zaczęła chodzić po gabinecie, uparcie unikając wzroku dyrektora.


- Czy to musi oznaczać, że mamy tak po prostu pozwolić mu zginąć? – Dumbledore nie dawał za wygraną. - Choćbyś wystawiła sto argumentów przeciw dobrze wiesz, że ja wystawię JEDEN, który obali wszystkie. – Samara przystanęła gwałtownie i przymknęła oczy. – Kim jesteś Samaro, że się sędzią i katem kreujesz? – Dumbledore mówił dalej – Kim jesteś, aby odbierać szansę… - nie zdołał dokończyć.

- ZAMILCZ! – Samara oddychała ciężko, a jej zaciśnięte pięści zdradzały zdenerwowanie. – NIE WAŻ SIĘ MÓWIĆ JUŻ NIC WIĘCEJ! – krzyczała.

Oboje wpatrywali się w siebie. Samara z zaciętością, a Dumbledore ze spokojem. Obserwujący tą dziwną scenę Harry miał wrażenie, że powietrze między nimi zaczęło drgać. Był niemal prawie pewien, że rozmawiają ze sobą bez użycia słów. Po jakimś czasie Samara spuściła głowę i przymknęła oczy. Ten moment wykorzystał Harry.


- Powiedziałaś… powiedziałaś, że powierzyłabyś swoje życie w jego ręce, że mu ufasz. Dlaczego chcesz jego śmierci? – zapytał ledwie słyszalnie. Samara spojrzała na niego zdziwiona i podeszła bardzo powoli do miejsca w którym siedział.

- Wydawało mi się Harry, że nienawidzisz Snape’a, dlaczego więc tak nagle zaczęło ci zależeć? – zapytała.

- To nie tak. – powiedział zmieszany – Gdybyś tylko widziała co on mu robi… - Harry wstał z trudem, spojrzał jej w oczy i powiedział – Gdybyś widziała nie wahałabyś się ani chwili. Gdybym mógł sam bym poszedł go ratować. On to robił, aby mnie ocalić, teraz to wiem. – Samara odwróciła się i podeszła do okna. Przetarła dłonią zmęczone oczy. Harry ponownie się odezwał, lecz teraz z o wiele większą pewnością w głosie.

- Gdy ty leżałaś nieprzytomna siedział przy twoim łóżku! – Samara drgnęła i odwróciła się w jego stronę – Widziałem jak na ciebie patrzył! Musiałbym być naprawdę ślepy, aby nie widzieć, że on cię kocha. Dlaczego nie chcesz mu pomóc? – Oczy Samary były szeroko otwarte. Usta poruszyły się tak, jakby chciała coś powiedzieć. Ponownie odezwał się Dumbledore.

- Samaro, znam cię od urodzenia i wiem, że nigdy nie wybaczysz sobie tego, że pozwoliłaś mu zginąć.

Przymknęła oczy dając sobie chwilę na ochłonięcie. Gdy otworzyła je ponownie wiedziała co musi zrobić. Podeszła do Harrego pewnym krokiem.

- Pokaż mi. - powiedziała.


- Co? – zapytał zaskoczony.


- Pokaż mi to, co pokazał ci Voldemort. Muszę to zobaczyć, aby wszystko się udało.

- Harry, rób co ci karze. – powiedział spokojnie Dumbledore.


- Dobrze. – Harry odpuścił i poddał się jej woli. Samara cofnęła się o krok i zrobiła ledwie widoczny ruch ręką szepcząc przy tym zaklęcie: Legilimens.


Była we dworze Malfoy’ów. W wielkim salonie znajdowali się wszyscy najwierniejsi Śmierciożercy. Podeszła bliżej przełamując krąg. Na samym środku stał Voldemort wyszczerzając swoje paskudne zęby. U jego stóp leżał zmasakrowany Snape. Podłoga była cała we krwi. Twarz zapuchnięta i posiniaczona. Szaty miał rozdarte na tyle, że doskonale widziała odsłonięte żebra. Miał je całkowicie połamane. Podobnie jak ręce. Jednak oddychał, tego była pewna. To jej wystarczyło. Ponownie była w gabinecie dyrektora. Harry opadł bez sił na fotel. Profesor McGonagall podbiegła do niego dając mu szklankę wody. Samara podeszła do Albusa i powiedziała cicho.

- Niech ktoś czeka na nas na błoniach. Jeżeli nie wrócę w ciągu godziny, to wszystko stracone. Nie opuszczaj gabinetu. W razie mojej śmierci będziesz tu niezbędny. – mówiła to wszystko na jednym tchu. Dumbledore przyglądał się jej uważnie i tylko przytaknął.


Nie patrząc za siebie wyszła pospiesznie z gabinetu. 



niedziela, 18 października 2015

Wyjdź!

   Stała tak dłuższą chwilę wpatrując się w przybysza z szeroko otwartymi oczami. Gość przemówił swoim zwykłym chłodnym głosem.


- Nie spodziewałem się zrobić na tobie takiego wrażenia. – zakpił Snape. – Czy mogę wejść? – zapytał, a Samara nadal nic nie mówiąc odsunęła się, aby go wpuścić do środka. Snape wszedł do pokoju i podszedł do biurka. Jego wzrok skierował się w stronę wiszącego na ścianie zdjęcia Lily i Samary z lat szkolnych.


- To zdjęcie zrobiłem wam ja. – powiedział nieoczekiwanie. Samara delikatnie zamknęła za nim drzwi, lecz nadal nie ruszyła się z miejsca.


- Pamiętam. – powiedziała cicho. Snape nadal wpatrywał się z pewną nostalgią w dwie machające do niego dziewczynki, lecz po chwili odwrócił wzrok.


- Jeszcze ci nie podziękowałam. – powiedziała Samara.


- Za co? – zapytał.


- Za przyniesienie mnie tamtej nocy do zamku. – podeszła bliżej – Dumbledore mi powiedział. – Snape wzruszył ramionami jakby nie było to coś istotnego.


- Nie oczekuję podziękowań.


- Mimo to dziękuję. – skinął lekko głową, lecz nadal na nią nie spojrzał. Nastała chwila niezręcznej ciszy, którą przerwała Samara.

- Przychodzisz w jakiejś konkretnej sprawie? – zapytała, ale tak naprawdę nie chciała słyszeć odpowiedzi.

- Wydaje mi się… - zaczął – Nie, to złe sformułowanie. – poprawił się i zwrócił ku niej swoje czarne oczy. – Mam pewność, że jest coś, co przede mną ukrywasz. – Samara drgnęła nieznacznie. Wychwycił to natychmiast. Lata spędzone na szpiegowaniu nauczyły go, aby zwracać uwagę na najdrobniejsze gesty.  – Ukrywasz coś, – mówił dalej bardzo powoli – co ma znaczenie również dla mnie. Chcę wiedzieć co to jest.

- Nie wiem o czym mówisz. – powiedziała oschle, cofnęła się w stronę drzwi i otworzyła je. – A teraz jeżeli to wszystko, to będę wdzięczna, gdy zostawisz mnie samą. Mam jeszcze sporo pracy zanim opuszczę Hogwart. – Snape nie ruszył się ani o centymetr z miejsca w którym stał.

- Nie wyjdę stąd, dopóki nie dostanę odpowiedz na moje pytanie.


- Wydaje mi się, że już na nie odpowiedziałam. - powiedziała przez zaciśnięte zęby. Nadal trzymała dłoń na klamce dając mu do zrozumienia, że nie odpuści.

- W tą noc, gdy się ocknęłaś w skrzydle szpitalnym usłyszałem przez przypadek twoją rozmowę z dyrektorem. – powiedział.

Nastała cisza, którą przerwało gwałtowne zatrzaśnięcie drzwi przez Samarę.

- Nie wątpię, że przez przypadek. – odpowiedziała zgryźliwie - Czy już ci nie mówiłam, że podsłuchiwanie jest w złym guście? – zapytała.

- Nie zmieniaj tematu! – warknął – Rozmawialiście o mnie, chcę wiedzieć dlaczego!

- Skoro tam byłeś i słyszałeś to ja nie mam nic więcej do dodania! – krzyknęła robiąc kilka kroków w jego stronę.

- Dlaczego ty wszystko musisz tak komplikować? – zapytał również podchodząc bliżej. Teraz oboje stali tak blisko siebie, że gdyby byli równego wzrostu to stykaliby się nosami.

- Ja komplikuję? – zaśmiała się kpiąco i złapała w garść przód jego szaty zmuszając go do pochylenia się na tyle, aby ich twarze były na tym samym poziomie. Patrząc mu głęboko w oczy wysyczała.

- W tą noc, kiedy powiedziałeś mi, że wszystko skończone straciłeś jakiekolwiek prawo do przepytywania mnie z mojego życia.
Jestem zmęczona, chcę o tym wszystkim zapomnieć i o tobie też! Chcę żebyś zniknął i żeby nie było cię w moim życiu! – puściła jego szatę w taki sposób jakby pozbywała się obślizgłej i obrzydliwej rzeczy.

Snape zmrużył nieprzyjemnie oczy i odsunął się od niej. Było dla niego jasne, że nawet na torturach Samara niczego by nie powiedziała. Prowokować jej nie chce. Obszedł ją i skierował się w stronę drzwi. Odprowadziła go wzrokiem, aby upewnić się, że wyjdzie. Zanim to zrobił powiedział jeszcze.

- Ja też mam dosyć i też jestem zmęczony. Może również bym wolał, żeby cię nie było. – ton jego głosu ponownie nie zdradzał żadnych emocji. Był zimny i obojętny.

- Wyjdź. – odpowiedziała mu równie chłodno, ostatecznie kończąc rozmowę.


To było ostatnie słowo, które wypowiedziała w jego stronę tego lata. Wkrótce po tej rozmowie opuściła Hogwart nie oglądając się za siebie. 





niedziela, 11 października 2015

Uciekasz

Spóźniona, ale jestem :)


******************************

          Ostatnie tygodnie roku szkolnego minęły niepostrzeżenie. Już jutro uczniowie mieli udać się do swoich domów na letni wypoczynek. Samara siedziała w swoim gabinecie przyglądając się swoim bagażom, które za chwile miała odesłać do swojego domu w Londynie. Przez uchylone okno dało się słyszeć ciche cykanie świerszczy, a lekki ciepły wietrzyk niósł ze sobą zapach trawy. Przymknęła oczy i odchyliła się głębiej w fotelu. Było dobrze. Wracała do domu, wszystko będzie znowu jak dawniej. Nie będzie zmuszania do brania udziału w gierkach. Nie będzie musiała codziennie przybierać maski obojętności. Wszystko będzie jak dawniej – powtarzała sobie. O dziwo ta myśl nie sprawiała jej tyle radości, ile mogłaby się spodziewać. Ciągle brakowało jej jednego kawałka układanki. Natychmiast przypomniała sobie wczorajszą rozmowę z Albusem.

- Uciekasz. – powiedział.


- Nie uciekam. – odpowiedziała już nie na żarty zdenerwowana – Sprawiam, że wszystko będzie znowu takie, jak być powinno.


- Znam cię zbyt dobrze. – powiedział i usiadł na kanapie przed kominkiem. – Przez te trzy lata widziałem jak cierpisz. Jak możesz sądzić, że będzie tak jak być powinno?


- Podjęłam już decyzję… - powiedziała nie patrząc na niego. – Wiesz dobrze, że w tej jednej jedynej kwestii nie przekonasz mnie, więc może zakończmy tą rozmowę zanim powiemy sobie coś, czego będziemy żałować. – westchnęła i usiadła obok niego. Ponownie odezwała się po chwili, już spokojniej – Zrozum, to jest coś z czym muszę sobie sama poradzić, a pobyt tutaj mi nie pomaga.


- Pobyt tutaj, czy to, że on jest tak blisko? – zapytał uważnie się jej przyglądając.


Przymknęła oczy modląc się o cierpliwość i opanowanie. Faktycznie znał ją zbyt dobrze, doskonale wiedział w jaki czuły punkt uderzyć, aby sprowokować ją do wyznań.


- Jakie ma to znaczenie?


- Boisz się, że się dowie. – spojrzał na nią z nad okularów – Wydarzenia z lasu odkryły przed nim jeden z twoich sekretów, boisz się, że takich sytuacji będzie więcej.


- Albusie… - wstała nerwowo zaciskając pięści, otworzyła usta jednak nie dał jej dokończyć.


- To jasne, że go kochasz, ale jesteś zbyt uparta, aby to przyznać. Czasami się zastanawiam po kim to masz. – zerknął na nią z lekkim uśmiechem. Spojrzała na niego piorunując go wzrokiem.


- Bardzo zabawne. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.


- Powiem ci coś i to będzie już wszystko na dziś. Teraz wydaje ci się, że to jedyne wyjście z sytuacji. Po powrocie do domu stwierdzisz nawet, że podjęłaś słuszną decyzję. Jednak to uczucie będzie złudne. Po jakimś czasie ponownie wróci wszystko z czym się zmagasz. – Wstał podszedł do niej i  powiedział – Może to jest ten czas, aby zmierzyć się ze strachem?- ujął jej dłoń i pocałował w policzek. – Bez względu na wszystko, dziękuję za ten rok. Byłaś świetnym nauczycielem. – Uśmiechnął się i wyszedł z pokoju zostawiając ja z mętlikiem w głowie.


Otworzyła oczy i sięgnęła po kubek z herbatą. Była zimna. Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej nie znosiła zimnej herbaty. Objęła go obiema dłońmi i przymknęła oczy. Chwilę po tym znad kubka unosiła się gorąca para. Otworzyła oczy i nieznacznie się uśmiechnęła. W takich chwilach lubiła swój dar. Ponownie wzięła kubek do ręki i gdy już miała upić łyk, usłyszała pukanie. Odłożyła napój obdarzając go tęsknym spojrzeniem i ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je i zamarła w bezruchu.















niedziela, 4 października 2015

Odchodzę.

Wstawiam na szybko, jutro postaram się dopracować :)

*************************

    Harry niepewny siebie stanął przed drzwiami do gabinetu nauczycielki obrony przed czarną magią. Sam nie wiedział czego może się spodziewać. Od walki w lesie minęło już ponad dwa tygodnie i za chwile miał się kończyć kwiecień. Oznacza to, że za półtora miesiąca zacznie się kolejna wakacyjna przerwa. Harrego nigdy nie cieszyły zbliżające się wakacje. Teraz będzie jednak inaczej. To będą jego ostatnie wakacje zanim na dobre opuści dom wujostwa. W tym roku osiągnie pełnoletność i będzie już zdany tylko na siebie. Spojrzał na drzwi przed którymi właśnie stał i zdecydował się zapukać. Usłyszał pozwolenie, aby wejść więc pchnął delikatnie drzwi. Wszedł do środka zalanego słońcem gabinetu. Samara jak zwykle siedziała za biurkiem przeglądając jakieś dokumenty, kiedy wszedł spojrzała na niego i uśmiechnęła się promiennie. Harry odetchnął z ulgą. Bał się, że nie zechce się z nim zobaczyć przez to, że wpędził ją w takie niebezpieczeństwo.

- Witaj Harry, cieszę się, że cię widzę. – powiedziała dając znać, aby usiadł. – Napijesz się czegoś? – zapytała uprzejmie, Harry grzecznie odmówił. – Jak sprawował się Snape na zastępstwie podczas mojej nieobecności?

- Dosyć jasno dał mi do zrozumienia, że to wszystko moja wina. – powiedział cicho nie patrząc jej w oczy.

- Harry, to nie twoja wina. Nie wmawiaj sobie, że jest inaczej. – powiedziała łagodnie.


- Mogłaś zginąć przez moją nieodpowiedzialność. – rzucił natychmiast.

- Mogłam. – przyznała – Ale jednak nie zginęłam.

- Profesor Dumbledore powiedział nam, że jeżeli mag wtrąci się do wojny to zginie. Nie do końca więc rozumiem co się stało. – powiedział.

- To bardzo proste, choć sama zrozumiałam to dopiero wówczas, gdy się ocknęłam. Profesor Dumbledore prosząc mnie o przyjęcie posady w Hogwarcie zaznaczył, że moim głównym zadaniem będzie nauczanie i zapewnienie bezpieczeństwa uczniom. Przypominał mi to przy każdej możliwej okazji tym samym wyznaczając mi cel. - spojrzała na niego – Bo widzisz Harry, ja tak naprawdę nie wtrąciłam się do wojny.

- Jak to? – zapytał zdziwiony – Przecież walczyłaś z Voldemortem.

- Walczyłam, – przyznała – ale nie by wygrać wojnę. – Harry nadal patrzył na nią z miną która jednoznacznie wskazywała na to iż nie rozumiał zupełnie nic. – Ja walczyłam, aby ocalić uczniów. – Samara uśmiechnęła się delikatnie widząc, że w końcu do niego dotarło.

- Co będzie dalej? – zapytał po chwili milczenia.

- Dalej? – spojrzała na niego – Dalej będziesz ćwiczył oklumencję i obronę przed czarną magią pod okiem profesora Snape’a. Musisz mi obiecać, że się do tego przyłożysz.

- Dlaczego pod jego okiem? Dlaczego nie z tobą?


Samara przymknęła powieki i westchnęła.


- Z końcem roku szkolnego odchodzę z Hogwartu. – Nastała dłuższa chwila ciszy, w trakcie której oboje przyglądali się sobie uważnie.

- Czyli to jednak moja wina. – przerwał ciszę Harry


- Nie, dlaczego tak myślisz?


- Odchodzisz… Nie wierzę w to, że na podjęcie takiej decyzji nie miały wpływu wydarzenia z lasu.

- Wydarzenia z lasu nie mają nic wspólnego z podjętą przeze mnie decyzją. – zaczęła – Harry musisz wiedzieć, że ja w ogóle nie chciałam przyjąć tej posady. Zrobiłam to tylko ze względu na Dumbledora. Nie zamierzałam zostać w Hogwarcie dłużej niż rok.  – wstała i podeszła do niego kładąc mu obie dłonie na ramionach – Harry posłuchaj teraz uważnie tego co  powiem. Jest bardzo ważne, abyś zaufał profesorowi Snape’owi. Nie należy do przyjemnych, ale chce dla ciebie dobrze. – spojrzała mu w oczy i dodała – Ręczę za to.

Harry pokiwał głową, ale nie wyglądał na przekonanego. Snape nigdy nie dał mu powodu dla, którego mógłby mu zaufać.

- Dokąd się udasz? – zapytał – Gdzie cię będę mógł znaleźć?

Samara odwróciła się od niego i podeszła do okna przez które wlewało się światło słoneczne.

- To ja ciebie znajdę Harry. Będę wiedziała, kiedy będziesz mnie potrzebował.


- Jak? – zapytał, a Samara roześmiała się.


- Pamiętasz – zaczęła ciągle jeszcze chichocząc - jak będąc na drugim roku uciekałeś z zakazanego lasu razem z Ronem przed pająkami?

- Raczej nie da się tego zapomnieć. – powiedział ze skwaszoną miną.

- Jak myślisz kto sprawił, że stary Ford Anglia pojawił się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie? – zapytała zerkając na niego z ukosa uśmiechając się promiennie.


Harry otworzył usta ze zdziwienia, by po chwili się roześmiać. Samara mówiła dalej.

- Mówiłam ci przecież, że odkąd przekroczyłeś progi Hogwartu miałam cię na oku. Będę wiedziała, kiedy będę potrzebna. Hedwiga również mnie znajdzie. – mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem.

- Pójdę już.  – wstał i ruszył w stronę drzwi nie oglądając się za siebie. Czuł, że dużo się zmieni wraz z odejściem Samary. Nie wiedział tylko czy jest na to przygotowany.