niedziela, 24 maja 2015

Naiwna = głupia?

    Snape stał przy kominku dłuższą chwilę zanim zdał sobie sprawę, że został sam. Wciągnął nosem powietrze wypełniając sobie płuca do granic możliwości, by po chwili wypuścić je w taki sposób jakby chciał się uspokoić. Przymknął oczy i uderzył pięścią w gzyms kominka. To prawda, w pełni zasłużył sobie na to jak potraktowała go Samara. Pewnie właśnie dlatego nie rzucił przeciw zaklęcia. Wbrew temu co sama twierdziła był pewien, że nigdy mu nie wybaczyła tego co zrobił.

     Severus podszedł do biurka i otworzył dolną szufladę. Wyjął z niej do połowy opróżnioną butelkę ognistej i szklankę. Usiadł w fotelu i przetarł oczy dłońmi. Napełnił szklankę trunkiem i natychmiast wypił znaczną część. Poczuł jak przyjemne ciepło rozchodzi się po jego ciele. Przymknął oczy i oparł głowę o zagłówek fotela.

    Lily i Samara – nierozłączne. W Lily zakochał się prawie natychmiast. Nawet nie zdziwił się, gdy o tym pomyślał. Lily jako pierwsza dostrzegła w nim kogoś więcej niż fatalnie ubranego i zaniedbanego chłopca z podejrzanej rodziny. Kochał ją od zawsze. Nigdy się do tego przed nią nie przyznał. Przez większość lat szkolnych przyjaźnił się z nią. Dopiero gdy przystąpił do zwolenników czarnego Pana Lily zaczęła się odsuwać. Miała rację… Potem zakochała się w Potterze i nie było już nadziei. Mimo to, nigdy nie przestała być dla niego ważna. Jej tragiczna śmierć doprowadziła go do skrajnej rozpaczy. Do tej pory nie jest w stanie się z tym pogodzić. Po części sam przyczynił się do tego, że zginęła. Pokutuje do dziś. Dlatego cierpliwie znosi służbę u Dumbledora.
    Samara… To jest osobny rozdział jego życia. Młodsza, lecz piekielnie zdolna. Zawsze trzymała się na uboczu, gdy Lily z nim rozmawiała. Przez pięć lat nauki nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Dopiero gdy pokłócił się z Lily o to, że dołączył do śmierciożerców podeszła do niego, spojrzała mu w oczy i powiedziała: „Wokół ciebie jest ciemność Severusie, więc może nie jesteś świadomy, że się pogrążasz. Wierzę jednak, że nadejdzie dzień w którym się opamiętasz.” Odeszła nie dając mu nawet szansy, aby coś powiedzieć. Wtedy te słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Prychnął tylko pogardliwie i odszedł w swoją stronę. Przypomniał je sobie jednak, gdy zrozpaczony trzymał w ramionach martwą Lily.

    Kilka lat później Samara wróciła do Londynu. Z początku unikał jej, widział w niej tą dziewięciolatkę wymawiającą słowa, które już na zawsze wryły mu się do serca. Z czasem przyzwyczaił się do jej obecności. Dawała mu chwile wytchnienia. Nigdy jej nie pytał o to dlaczego znika, dlaczego nie jest członkiem zakonu. Sam miał sporo sekretów, o których nie chciał mówić więc nie pytał. Samara była wychowanką Dumbledora i jako jedyna wiedziała o jego podwójnej roli w walce z Czarnym Panem. Wiele razy, gdy wracał poraniony leczyła go. Pilnowała go, aby nie zrobił sobie krzywdy gdy upijał się do nieprzytomności. Spędzali ze sobą zadziwiająco wiele czasu w jego gabinecie, choć nie rozmawiali zbyt wiele. On zazwyczaj sprawdzał wypracowania uczniów, a ona przeszukiwała jego księgozbiory w poszukiwaniu interesującego tomu. Gdy go znajdowała zwykła siadać naprzeciwko niego w fotelu. Siedzieli tak do późna, czasem nie zamieniwszy ze sobą ani jednego słowa. To dziwne -  pomyślał Severus dolewając sobie ognistej – te chwile dawały mu ogromne poczucie stabilności, wpuścił ją do swojego świata tak bardzo szczelnego i zrodziła się miedzy nimi więź, której nie chciał zrywać.

    Pewnego wieczoru po spotkaniu śmierciożerców wrócił w tragicznym stanie. Dumbledore wezwał Samarę, aby go uleczyła. Spędziła nad nim wiele godzin zanim przywróciła mu świadomość. Szeptała nad nim skomplikowane inkantacje, a on wpatrywał się w jej poruszające się wargi. W pewnym momencie wsparł się na łokciu i pocałował ją. To zadziwiające, ale Samara nie cofnęła się. Otworzyła oczy i spojrzała na niego. W jej oczach było coś co sprawiało, że nie mógł dać jej odejść tej nocy. Ponownie pocałował ją. Tym razem oddała pocałunek. Lochy nie były już tak zimnym i nieprzyjemnym miejscem lecz oazą do której dano mu dotrzeć.

   Kontynuowali swoje spotkania przez następnych kilka tygodni. Pewnego razu po kolejnej spędzonej nocy z Samarą obudził się w środku nocy. Samara spała ubrana jedynie w jego białą koszulę. Przypomniał sobie, że chciała z nim wcześniej porozmawiać, była wyraźnie zaniepokojona i poddenerwowana. Teraz spała spokojnie oddychając miarowo, a kosmyki jej włosów spływały niedbale po plecach. Blade światło świec oświetlało jej twarz. Severus wstał, nie wiedział dlaczego, ale nie mógł znieść jej widoku w jego łóżku. Usiadł naprzeciwko niej ze szklanką ognistej i przyglądał się jak śpi. Do głosu doszły wyrzuty sumienia. Czuł się jakby zdradził Lily. Nie mógł sobie darować tej chwili słabości. To nie był dobry czas, aby z kimś się wiązać. Z resztą sam nie wiedział czy to będzie kiedykolwiek możliwe zważywszy na jego uczucia do Lily. Poczuł się winny. Gdy się obudzi będzie musiał być brutalny. Musi jej dać do zrozumienia, że popełnił ogromny błąd. Nie powinien nawet pozwolić na to, aby spędzali ze sobą czas. Zżyli się przez te tygodnie. W tych dniach kiedy nie zjawiała się w jego gabinecie czuł, że czegoś mu brakuje. Teraz natomiast nie mógł pozwolić, aby to dalej się potoczyło. To nie mogło mieć miejsca… Schował twarz w dłoniach i wtedy to poczuł… Odsłonił twarz i spojrzał wprost w duże brązowe oczy Samary. Zamarł na chwilę, gdyż jej wyraz twarzy jednoznacznie wskazywał na to, że wie o czy myśli. Przez dłuższą chwilę nie spuszczali z siebie oczu. Severus wiedział jak musi postąpić. To musi być szybkie jak zerwanie przyklejonych do ciała bandaży. Wstał podszedł do okna i nie patrząc na nią powiedział

- Skoro już nie śpisz to możesz wrócić do siebie. – w duchu odetchnął z ulgą, gdyż ton jego głosu nie zdradzał żadnych emocji. Był oficjalny i nieprzyjemny zupełnie jak na co dzień. Samara jednak nie ruszyła się z miejsca. Sprawiała wrażenie jakby wypowiedziane przez niego słowa jeszcze do niej nie dotarły.

- Nie słyszałaś co powiedziałem? – ponownie zwrócił się w jej stronę teraz już patrząc na nią.

-Słyszałam. – powiedziała ledwie słyszalnie.

- To której części zdania nie zrozumiałaś? – zapytał z drwiną w głosie. Zmrużyła oczy, odczekała chwilę i wstała. Severus jęknął w duchu. Była piękna. Jego biała koszula na jej nagim ciele, długie ciemne włosy lekko skręcone na końcówkach, teraz w uroczym nieładzie. Stanęła na palcach na zimnej posadzce. Podeszła do niego powoli. Pokój był ledwie oświetlony więc miał wrażenie, jakby była zjawą. Gdy podeszła do niego spojrzała na niego przekrzywiając lekko głowę.

- Której części zdania nie zrozumiałam? Mam wrażenie, że nic z tego nie rozumiem.

Snape zaklął w duchu. – Cholera, nie ułatwi mi tego… - prychnął więc pogardliwie i odszedł od niej.

- W takim razie jesteś bardziej naiwna niż myślałem. – oparł się o blat biurka. – Byłaś tylko chwilą zapomnienia, odskocznią i błędem. Jeżeli myślałaś, że kierują mną głębsze uczucia jesteś zwyczajnie głupia Samaro. – Snape sięgnął po szklankę z trunkiem i wypił go. Obserwował ją. Z każdym jego słowem zaciskała mocniej pięści. Spoglądała za okno. Wiedział, że rani ją tymi słowami, jednak musiał ją do siebie zniechęcić.

- Najwyraźniej jestem głupia. – powiedziała patrząc mu prosto w oczy. W jej oczach nie było już tego blasku który spowodował, że ją pocałował. – Ty ją nadal kochasz Snape? – zapytała niespodziewanie.

- To nie twoja cholerna sprawa! – krzyknął uderzając szklanką o biurko tak, że roztrzaskała się na kawałki. – Byłbym wdzięczny gdybyś raczyła ubrać się w swoje rzeczy i wynieść się z mojego życia raz na zawsze. Jesteś błędem rozumiesz? – powiedział to prawie sycząc ze złości. Nie miała prawa wplątać w to jego uczuć do Lily.

Samara drgnęła i cofnęła się. Przez jakiś czas patrzyła na niego, by po chwili skinąć lekko głową i odwrócić się. Przeszła przez pokój zabrała swoje rzeczy i udała się do jego łazienki. Snape wypuścił nerwowo powietrze i zaklął siarczyście pod nosem. Podszedł do okna i wpatrywał się w błonia oświetlone bladym światłem księżyca. Była pełnia i był pewien, że właśnie teraz Remus Lupin wije się w kącie swojego gabinetu. Usłyszał jak otwierają się drzwi łazienki. Nie odwrócił się, by na nią spojrzeć. Słyszał jak przechodzi przez pokój, gdy była przy drzwiach przystanęła i był pewien, że wpatruje się w niego. Chwilę potem drzwi otworzyły się i wyszła zostawiając za sobą zapach bzu. Dopiero kiedy zamknęły się za nią drzwi Severus odwrócił się i spojrzał na łóżko gdzie jeszcze tak niedawno trzymał ją w swoich ramionach. Na ciemnogranatowej pościeli leżała jego koszula, którą ona miała na sobie. Podszedł i podniósł ją. Zbliżył ją do nosa próbując wychwycić ten subtelny zapach, którym zawsze pachniała. Rozpalił ogień w kominku by po chwili wrzucić koszulę wprost do ognia. Wiedział, że nie będzie w stanie spojrzeć jej w oczy. Nie wiedział jednak, że ona tej samej nocy zniknie na trzy lata, nie dając znaku życia…


    Kiedy zrozumiał, że popełnił wielki błąd chciał ją odszukać, było jednak za późno. Dumbledore nie chciał mu powiedzieć, gdzie się obecnie znajduje. Szukał jej przez tydzień, wiedział jednak doskonale, że gdy ona nie chce by ją znaleziono to niczego nie wskóra. Odpuścił. Nie było dnia by nie wyrzucał sobie tego jak parszywie ją potraktował. 


niedziela, 17 maja 2015

Tadam

Tadam! Równe 500 wyświetleń. To chyba dobry wynik jak na 5 miesięcy. W sumie to się nie znam, bo to mój pierwszy tego typu blog ;) Fajnie byłoby poznać wasze opinie co do historii, którą w pocie czoła piszę. Co się podoba, co niekoniecznie. Czekam na opinie. 
Muszę dodać, ze z pisaniem jestem już trochę dalej. Dziś skończyłam pisać 50 rozdział. Od tego momentu akcja znacznie przyspieszy. Do zdarzeń ostatecznego rozstrzygnięcia mam zamiar dotrzeć tak szybko jak to możliwe. Nie będę tworzyła 200 rozdziałów bo przyznam się szczerze, że ciężko mi się pisze tak zwane rozdziały przejściowe. Tak więc od 50 rozdziału przyspieszamy i mam nadzieję szybko zakończyć opowiadanie.
Have fun :)

sobota, 16 maja 2015

Które z was bardziej się pogrąża?

    Było daleko po 21:00, kiedy szedł w kierunku swoich komnat. Im bardziej zagłębiał się w lochy zamku tym robiło się zimniej. Nigdy specjalnie mu to nie przeszkadzało, po tylu latach mieszkania tu zdążył się już do tego przyzwyczaić. Korytarze były puste, więc jego kroki niosły się głuchym echem po zamku. Stanął przed drzwiami do swojego gabinetu, wypowiedział hasło i wszedł do środka. Zatrzymał się jednak gwałtownie, ponieważ instynktownie wyczuł, że coś jest nie tak. Miał wielce wyczulone zmysły i potrafił zarejestrować nawet najdrobniejszą zmianę w otoczeniu. Gabinet spowity był w ciemności, ledwie oświetlony tylko przez jedną świece znajdującą się na biurku. Zmrużył oczy i zrobił krok w głąb pomieszczenia. Wyciągnął różdżkę przed siebie, mając ją w pogotowiu. Poruszał się cicho, przy regale z książkami, który znajdował się zupełnie na końcu pokoju zobaczył wysoką postać, nie widział jej twarzy  jednak rozpoznał ją. Westchnął, opuścił różdżkę.

- Daję słowo, że jak nie przestaniesz wchodzić do mojego gabinetu bez zaproszenia to kiedyś naprawdę rzucę w ciebie jakąś paskudną klątwą. – podszedł do swojego biurka i usiadł w fotelu, jednocześnie machnął różdżką tak by wszystkie świece w pomieszczeniu zapaliły się. W sekundzie pokój rozświetlił się bladym światłem i Snape ujrzał swojego dyrektora. Stał naprzeciwko niego w bladobłękitnej szacie patrząc na niego z zatroskanym lecz jednocześnie lekko rozbawionym wyrazem twarzy.
– Czego chcesz? Jestem zmęczony.

- Słyszałem o pojedynku. – Dumbledore podszedł do niego nie spuszczając z niego wzroku.

- Uprzedzałem cię, że tak to się skończy. – Snape nie patrzył na niego. Przeglądał od niechcenia wypracowania, które miał starannie ułożone na blacie biurka.

- Co z Samarą? – zapytał przyglądając mu się z zaciekawieniem z nad swoich okularów.

- A co ma być? – tym razem rzucił mu krótkie spojrzenie, które jednoznacznie ostrzegało, że zagłębianie się w temat nie jest dobrym pomysłem.

- Liczyłem na to, że wyjaśnicie sobie wszystko. To był dobry czas, aby oczyścić atmosferę.

- W co ty grasz Dumbledore? Celowo napuszczasz nas na siebie, abyśmy w przerwach między uprzykrzaniem sobie życia odbywali oczyszczające rozmowy? Nie bądź naiwny. – Snape wstał i podszedł do kominka, wycelował w niego różdżką i rzucił odpowiednie zaklęcie by chwile potem przyglądać się płomieniom. – Jestem za stary na twoje gierki  - rzucił mu przez ramię starając się nie spojrzeć mu w oczy.

Dumbledore usiadł w fotelu gdzie zwykle siadała Samara. Severusowi przemknęły przez głowę wspomnienia sprzed kilku lat lecz nie pozwolił sobie na to by wspomnienia nim zawładnęły. Rozpamiętywanie było dla niego oznaką słabości. Słabi ginęli najszybciej. Gardził ludźmi, którymi władały emocje. Sam skutecznie uniemożliwiał im panowanie nad sobą i dzięki temu nadal żył.

- Severusie – odezwał się już bardziej poważny Dumbledore. – Wasze niedokończone sprawy ciążą nad wami. Gdyby Samara w porę się nie opanowała… - urwał, lecz po chwili dodał -  Doskonale wiesz jak wielką moc posiada. - spojrzał na mistrza eliksirów. Stał on oparty o gzyms kominka wpatrując się w trzaskające iskry.

- Doskonale wiem jakiego zaklęcia użyła. – mówił powoli, rozważnie dobierając słowa. -  Doskonale wiem, co by się stało, gdyby się nie opanowała i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że w pełni na to zasłużyłem. – Severus wyprostował się i lekko zesztywniał.

Dumbledore wstał, podszedł do niego na odległość wyciągniętej ręki.

- Dlaczego jesteś taki uparty i nie przyznasz się przed sobą… - nie dokończył zdania bo Snape przerwał mu gwałtownie.

- Do czego?! Tobie ciągle wydaje się, że znasz mnie lepiej niż ja sam! – Spojrzał z wściekłością na dyrektora. W jego oczach odbijał się blask płonącego drwa w kominku a pięści miał zaciśnięte. – Przestań układać mi życie!

- Przestań się łudzić i uciekać, to i tak cię dopadnie. – powiedział łagodnie i spojrzał na Severusa, lecz gdy ten nic nie odpowiedział odwrócił się i ruszył w kierunku drzwi. Zanim jednak wyszedł powiedział.
– Oboje nie widzicie światła, więc ciężko mi stwierdzić, które z was bardziej się pogrąża. – Snape podniósł głowę i spojrzał zdziwiony na Dumbledora. Otworzył nawet usta, aby coś powiedzieć lecz zrezygnował w ostatniej chwili. Dumbledore wyszedł, zamykając za sobą drzwi z lekkim kliknięciem.

piątek, 8 maja 2015

Wybacz mi.

Jestem z kolejnym. Nie wiem nawet czy ktoś to nadal czyta, ale wstawiam dla własnej satysfakcji.


******************

   Gdy zamknęły się drzwi pokoju życzeń za ostatnim uczniem Samara i Snape nadal wpatrywali się w siebie. Na policzku Snape’a było widać głęboką ranę z której obficie leciała krew. Samara wiedziała, że to jej wina. Poniosło ją. Głęboko skrywany żal do Snape’a wziął górę i rzuciła to zaklęcie. W ostatnim momencie wstrzymała dłoń z różdżką. Gdyby tego nie zrobiła Snape’a trzeba byłoby zeskrobywać ze ścian. Niewypowiedziane do końca zaklęcie smagnęło go w twarz i stąd ta rana. Miała dużo szczęścia, że opanowała się w porę. Oboje mieli dużo szczęścia.

- Jeżeli to miałaś na myśli mówiąc o niezwykłym widowisku to udało ci się. – Snape odezwał się w końcu, odwrócił od niej wzrok i zszedł z podwyższenia na którym stali. Wziął do ręki swój płaszcz i ruszył w stronę wyjścia. Samara nadal stała i wpatrywała się w niego. Gdy doszedł do drzwi rzuciła.

- Zaczekaj. Musimy porozmawiać, to nie może tak wyglądać. 

Zeszła z podestu i powoli ruszyła w jego stronę. Snape zatrzymał się trzymając dłoń na klamce gotowy w każdej chwili wyjść. Podniósł wzrok na Samarę. Przez myśl przeszło jej, że nie widziała piękniejszych oczu. Zganiła się jednak bardzo szybko za te myśli.

- Poniosło mnie. Przepraszam. – podeszła na tyle blisko, aby móc go w każdej chwili zatrzymać gdyby chciał wyjść. Musiała mu wyjaśnić, nie mogła pozwolić na to, aby między nimi było kolejne niedomówienie.

- Jak wielką musiałem zrobić ci krzywdę tamtej nocy, że dziś chciałaś mnie tym swoim żalem zabić? - Snape wypowiadał to pytanie bardzo powoli. Nie spuszczał jej z oka chcą dostrzec każdą zmianę na jej twarzy, każdą emocję.

- To nie tak. – Samara cofnęła się i odeszła w stronę okna.

- Wyjaśnij mi. – Snape puścił klamkę i zrobił dwa kroki w jej stronę. Samara odwróciła się do niego, lecz nie patrzyła mu w oczy.

- Nie mogę. – Samara oparła się o parapet okna. Nadal nie parzyła na Snape’a tylko wpatrywała się w podłogę. Nie mogła mu spojrzeć w oczy, gdyż miała wrażenie, że jak tylko w nie spojrzy on pozna prawdę. – Jednak musisz mi uwierzyć, że tak jest dla ciebie lepiej.

- Jesteś taka sama… Taka sama jak człowiek który cię wychował. – powiedział to tak chłodnym i obcym tonem, że zdziwiła się, że nie zmroziło ją to. Te słowa były dla niej jak obelga. Snape ponownie skierował się w stronę drzwi wyjściowych jednak ona ponownie zatrzymała go.

- Zaczekaj. – ruszyła w jego stronę. Snape stanął i odwrócił się w jej stronę – Nie możesz tak wyjść. – wskazała ręką na jego policzek.

- Mam na to maść, zniknie do jutra. – powiedział beznamiętnym głosem.

- Daj spokój… - podeszła do niego na tyle blisko, że ich nosy prawie się stykały. Położyła prawą dłoń na jego krwawiącym policzku, zamknęła oczy i zaczęła szeptać inkantacje. Snape nie odrywał od niej swoich czarnych oczu. Poczuł się bardzo dziwnie, gdy go dotknęła. Nie czuł na sobie jej dotyku od prawie trzech lat. Zapomniał już jaką ma delikatną skórę i jak cudowny jest jej zapach… Nie zdążył jednak zagłębić się w tę myśl, ponieważ Samara skończyła. Otworzyła oczy i spojrzała w jego. Stali tak chwilę nic do siebie nie mówiąc. Na policzku Snape’a nie było już ani śladu po głębokiej i krwawiącej ranie. W tej samej chwili oboje cofnęli się i odwrócili spojrzenia. Snape ponownie złapał za klamkę i otworzył drzwi. Kiedy już miał wychodzić Samara powiedziała

-Severusie, wybacz mi.


Snape zatrzymał się i zawahał, jednak nie spojrzał w jej stronę. Bez słowa ruszył przed siebie. Drzwi zamknęły się za nim i Samara została zupełnie sama w wielkim pokoju życzeń, gdzie jeszcze przed chwilą toczyła walkę z przeszłością.

niedziela, 26 kwietnia 2015

Humilis reus


- Co to było? – zapytał piskliwym głosem Ron.

- Nie mam pojęcia. – odpowiedział Harry. – Przez chwile to wyglądało jakby chcieli się pozabijać…  Możecie mi wierzyć lub nie, ale od dawna mam wrażenie, że ta dwójka ma ze sobą problem.

- Też to zauważyłam na ostatnim zebraniu zakonu. Dziś to wyglądało jakby nerwy im puściły. Ciekawe dlaczego Dumbledore kazał właśnie im nas uczyć pojedynku? Wątpię, aby było to przypadkowe. – powiedziała Hermiona skręcając w boczny korytarz prowadzący do wierzy Gryffindoru. – Jedno jest pewne, ze Snape’a była by dziś miazga, gdyby Samara nie wstrzymała ręki przy rzucaniu ostatniego zaklęcia.

- O czym ty mówisz? – zapytał Ron patrząc na nią zdziwiony – przecież zaklęcie było tak silne, że nie byliśmy w stanie nic zobaczyć, a Snape wyszedł tylko z zadrapaniem na policzku.

Hermiona wywróciła oczami.


– Gdybyś zaglądał od czasu do czasu do książek to wiedziałbyś, że zaklęcie które zostało rzucone na Snape’a to humilis reus, z łaciny oznacza to dosłownie ukorzyć winnego… Zaklęcie jest potężne jeżeli osoba rzucająca je ma osobiste urazy do swojego przeciwnika. – Hermiona zatrzymała się naprzeciwko nich i powiedziała szeptem – To zaklęcie jest w stanie zabić. – spojrzała im wymownie w oczy i ruszyła w kierunku portretu grubej damy.

Wypowiedziała hasło i cała trójka weszła do pokoju wspólnego. Rozsiedli się na kanapach przed kominkiem. Przez dłuższą chwilę nikt nic nie powiedział. Ciszę przerwał Harry pochylając się w stronę Hermiony.

- Czyli uważasz, że Samara rzucając to zaklęcie chciała zabić Snape’a?

- Ja się jej w cale nie dziwię. – powiedział Ron – Znając tego wstrętnego nietoperza musiał jej nieźle zajść za skórę.

Hermiona zignorowała tą uwagę i odpowiedziała Harremu.

- Nie sądzę, przecież wstrzymała rękę, sama zorientowała się, że jak rzuci to zaklęcie w jego stronę to może skończyć się to bardzo źle. Osobiście uważam, że poniosło ją trochę, ale w porę się opanowała.

- Humilis reus powiadasz? Muszę spróbować tego kiedyś na Malfoyu. – powiedział Ron z diabelskim uśmiechem na twarzy.

- Ron! To nie są żarty! To zaklęcie nie jest niewybaczalne, ale istnieje niepisana zasada, że nie używa się go przeciwko komuś. Jest nieprzewidywalne! Szczególnie  jeśli nie jesteś w stanie panować nad emocjami! – Hermiona gromiła Rona za jego bezmyślność. – Samara nie powinna go rzucać.

- Ciekawe co jest między nimi, że się tak nie znoszą… - zapytał Ron


- Samara była przyjaciółką mojej matki i mojego ojca – powiedział Harry patrząc w roztańczony ogień w kominku.  – Myślę, że to wystarczy, aby Snape jej nie lubił.  – Harry przypomniał sobie, co zobaczył podczas zeszłorocznych zajęć z oklumencji kiedy to ujrzał wspomnienia Snape’a. Nigdy nie opowiadał tego swoim przyjaciołom. Na samą myśl o tych wspomnieniach Harrym coś trzęsło. Sam przed sobą nie mógł się przyznać, że jego ojciec był zdolny do takiego zachowania. 

wtorek, 21 kwietnia 2015

Niezwykłe widowisko.

     Idąc korytarzem w kierunku pokoju życzeń wyklinała samą siebie, że dała się w to wszystko wciągnąć. Szła pewnym krokiem, a w jej prawej dłoni spoczywała różdżka. Spojrzała na nią i pomyślała, że ma ją w dłoni po raz pierwszy od roku. Nigdy nie potrzebowała różdżki, aby czarować. Ma wystarczająco wysokie umiejętności, aby móc obyć się bez niej. Używała jej tylko do walki. Wówczas była precyzyjniejsza, szybsza i bardziej skoncentrowana na celu.

Przypomniała sobie nagle jak to Dumbledore zaprowadził ją do sklepu Olivandera, kiedy okazało się, że przyjęli ją do Hogwartu w wieku pięciu lat. Spędzili w sklepie cztery godziny zanim wierzbowa różdżka z kłem hipogryfa ją wybrała. Lubiła ją, była odpowiednio giętka i długa, jednak szybko zauważyła, że jej nie potrzebuje. Gdy ponownie rzuciła okiem na swoją różdżkę stała już przed wejściem do pokoju życzeń. Była minuta po godzinie 18. Pomyślała, że Snape na pewno już tam jest i ponownie wypomni jej spóźnienie. Trudno… Złapała za klamkę i otworzyła drzwi. Energicznym krokiem przeszła przez cały pokój by stanąć na pokazowym podwyższeniu. Była pewna, że wcześniej tego tu nie było więc pokój ponownie sam dostosował się do potrzeb. Tak jak myślała Snape był już w pokoju. Po minie dało się odczytać, że jej spóźnienia są wyjątkowo irytujące. Spojrzała na niego pełna udawanej obojętności i zwróciła się do uczniów, którzy nawet nie śmieli się odezwać, ponieważ byli onieśmieleni obecnością mistrza eliksirów.

- Profesor Dumbledore poprosił mnie i profesora Snape’a abyśmy ponownie stworzyli tutaj klub pojedynków. Sama umiejętność rzucania zaklęć to nie wszystko. Musicie wiedzieć jak to jest w prawdziwej walce, gdzie błąd popełnia się tylko raz… - urwała i spojrzała na nich. Zatrzymała wzrok na Harrym, który słuchał jej z szeroko otwartymi oczami. – Ponieważ większość z was nigdy nie widziała nawet pojedynkujących się osób zamierzamy z profesorem pokazać wam na czym polega walka. Oczywiście nie będziemy walczyć tak, aby zabić jednak coś mi mówi, że będzie to niezwykłe widowisko. Samara zeszła z podwyższenia i różdżką naznaczyła granicę.
– Nikt z was nie może przekroczyć tej linii. Jest to zaklęcie ochronne, aby żadne z zaklęć przez nas rzuconych nie trafiło w was przez przypadek. – ponownie spojrzała na wszystkich zgromadzonych uczniów, jakby ich oceniając. Snape w tym czasie stał nadal na podwyższeniu i przyglądał się Samarze.

- Dobrze więc, czas zaczynać. Profesorze jest Pan gotowy? – Snape na te słowa skinął głową i zdjął wierzchnią część swoich obszernych szat. Pozostał w czarnym surducie, który ciasno dolegał do jego ciała.

Sama również zdjęła płaszcz. Jej strój mógł się kojarzyć bardziej z tym, który mugole ubierają do jazdy konnej. Włosy miała ciasno spięte w koku, tak aby żaden włos nie mógł jej przeszkodzić.

    Stanęli naprzeciwko siebie, ukłonili się i przyjęli pozy do pojedynku. Przez dłuższą chwilę Harremu wydawało się, że żadne z nich nie zdecyduje się na pierwszy krok, ale w jednej chwili oboje rzucili zaklęciami. Stało się to tak szybko, że Harry nawet nie zarejestrował w jakim momencie. Snape i Samara byli maksymalnie skupieni na sobie, rzucali niewerbalne zaklęcia chcąc zaskoczyć swojego przeciwnika. Harry był zmuszony stwierdzić, że Snape porusza się niebywałą gracją o którą z pewnością nigdy go nie podejrzewał. Po mimo całej swojej nienawiści do swojego nauczyciela doszedł do wniosku, że nie może oderwać wzroku od Snape’a który jest w ferworze walki. Robił on ogromne wrażenie. Rzucał zaklęciami w Samarę, bronił się i to wszystko w takim tempie, że wszyscy powoli przestali za nimi nadążać.
Samara również nie ustępowała mu. Z początku rzucała zaklęciami jakby od niechcenia. Jednak kiedy zobaczyła z kim się mierzy przyspieszyła tempo. Harry nie mógł uwierzyć, że ktokolwiek jest zdolny do tak precyzyjnego i natychmiastowego rzucania zaklęć.

Coś się zmieniło między nimi. Gdy zaczęli walczyć na samym początku widać było po ich twarzach, że robią to na pokaz. Jednak im dłużej ze sobą walczyli, tym robili to z coraz większa zaciętością. Harry spojrzał na Rona i Hermionę, po ich minach doszedł do wniosku, że też to zauważyli. Pojedynek Samary i Snape’a nie był już pokazówką na potrzeby niedoświadczonych uczniów lecz walką całkiem na serio. Przez twarz Snape’a rozciągał się grymas furii w której się znajdował. Samara również miała wymalowaną złość na twarzy. Miotali w siebie coraz groźniejszymi zaklęciami. Ich różdżki były rozgrzane do czerwoności. Po sali latały snopy czerwonych i białych iskier co i rusz odbijanych przez któregoś z nauczycieli. Uczniowie patrzyli na nich z nieukrywanym przerażeniem na twarzy. Ktoś z nich rzucił na głos: - Trzeba ich powstrzymać bo się pozabijają! – I właśnie w tej chwili Snape i Samara rzucili w siebie w tym samym momencie zaklęciami, które zderzyły się ze sobą i połączyły w jeden snop światła. Z różdżki Samary wydobywał się biały promień ze Snape’a czerwony. Pokój życzeń rozbłysnął oślepiającym światłem i uczniowie nie wiele byli w stanie zobaczyć. Snape i Samara starali się za wszelką cenę pokonać swojego przeciwnika. Byli już bardzo zmęczeni. Harry jednak zauważył, że czerwone iskry zaczynają zdobywać przewagę nad białymi, kiedy już myślał, że Samara przegra jej krzyk wściekłości rozszedł się po sali, wzbiła różdżkę w powietrze i smagnęła jak batem w stronę Severusa. Blask zaklęcia był nie do zniesienia dla oczu więc wszyscy przymknęli je. A gdy je otworzyli zauważyli jak Samara opiera się o swoje kolana z głową spuszczoną w dół, a Snape z szeroko otwartymi oczami ledwo był w stanie ustać na nogach. Z jego lewego policzka leciała obficie krew. On sam chyba nie zdawał sobie z tego sprawy i wpatrywał się w ciężko oddychającą Samarę. Ta nadal nie podniosła głowy lecz wszyscy wyraźnie usłyszeli co mówi.

 - Na dziś koniec. Wyjdźcie stąd. – żaden uczeń nie ruszył się z miejsca. Samara podniosła głowę spojrzała na nich. Harry dostrzegł, że jest zlana potem i bardzo blada. Ponownie powiedziała, lecz jej ton był zupełnie inny od tego, którego zwykle używała zwracając się do uczniów. Harry nigdy nie słyszał, aby do kogoś zwracała się w tak obcy i lodowaty sposób.


- Powiedziałam na dziś koniec! Wynocha! – tym razem wszyscy posłusznie udali się w kierunku wyjścia. Harry przed drzwiami odwrócił się i ponownie spojrzał w kierunku, gdzie przed chwilą widział walczących nauczycieli. Samara stała  z nieodgadnionym wyrazem twarzy i wpatrywała się w Snape’a, który również nie odrywał od niej wzroku. Sam nie wiedział czego byli właśnie świadkami.

niedziela, 12 kwietnia 2015

Czyste szaleństwo!


    Nie mogła w to uwierzyć. Po raz kolejny została wmanewrowana w coś, na co zupełnie nie miała ochoty. Przyjmując posadę nauczycielki obrony miała nadzieję, że Albus jednak nie będzie ingerował między nich i uszanuje jej decyzje. Och jak bardzo się myliła. Dlaczego pozwoliłam na to! Przecież to czyste szaleństwo! Szła szybkim krokiem przez szkolne korytarze w kierunku swoich kwater. Uczniowie widząc jej zdenerwowanie nie wchodzili jej w drogę. Kiedy znalazła się przy drzwiach swojego gabinetu otworzyła je z impetem i zatrzasnęła. Usiadła w fotelu przy kominku w którym wesoło trzaskał ogień. Doskonale wiedziała czym kierował się Dumbledore prosząc, aby stoczyli pokazowy pojedynek dla uczniów i z pewnością nie kierował się w pierwszej kolejności ich dobrem. Od dawna nie starał się  ukrywać swoich prawdziwych intencji. Była wściekła, choć jakiś cichy głos wewnątrz niej powtarzał, aby się uspokoiła, bo to przecież Albus… Ten sam który ocalił ją przed straszliwym losem.

- No dobrze… - powiedziała w kierunku wiszącego zdjęcia na którym znajdował się uśmiechnięty Albus – skoro mamy stoczyć pojedynek niech tak będzie. Nie wyobrażaj sobie tylko, że oddam mu pole! – była wybitna jeżeli chodzi o pojedynki, wiedziała jednak, że Snape jest nie gorszy.
Ponownie musiała przyznać mu rację, że ta cała sytuacja może skończyć się źle. Nie chodzi tu już nawet o samą walkę, ale o niewypowiedziane emocje krążące miedzy nimi.

- Fatalny pomysł Albusie, fatalny! – oparła się wygodniej i spojrzała na książkę, którą pożyczyła od dyrektora.  Nie miała nastroju teraz na czytanie ale musiała zając czymś swój umysł, aby nie zabrnąć zbyt daleko.  
Sięgnęła po nią jednak zatrzymała się w połowie drogi, ponieważ ktoś zapukał do drzwi. Westchnęła i wywróciła oczami w geście niezadowolenia. Wstała z fotela i podeszła do drzwi w duchu powtarzając sobie, że ktokolwiek to nie będzie odeśle go do diabła. W drzwiach stał dyrektor z dobrodusznym wyrazem twarzy. Samara widząc go powiedziała.

- Jeżeli przychodzisz, aby przedstawić kolejny genialny pomysł, to od razu mówię, że nie jestem zainteresowana.

- Tym razem możesz być spokojna. – powiedział – Mogę wejść?

Samara nic nie mówiąc przepuściła go w drzwiach i gestem dłoni zaprosiła do środka.

- Co cię sprowadza? – zapytała obchodząc go i stając za biurkiem. – Bo chyba nie przyszedłeś mnie przekonywać, że pomysł pojedynku z Severusem jest dobry?

- Samaro… - Albus podszedł do niej i próbował coś powiedzieć, ale gwałtownie mu przerwała.

- Już lepiej nic nie mów! Mam serdecznie dosyć twoich podchodów! Doskonale wiem do czego dążysz. Nie wyjawię mu prawdy choćbyś kazał nas razem zamknąć w lochach! – Samara była zła, miała dość ingerencji w swoje życie.  – Zamiast na mnie skup się na tym, aby Harremu nic się nie stało!

Dumbledore westchnął i usiadł.

– Samaro moje działania nie są skierowane przeciwko tobie.

- To pozwól mi prowadzić klub pojedynków z kimś innym! Nie skazuj nas na siebie.

- Czego ty się boisz? Skoro nie chcesz mu powiedzieć, to nie mów.

- Sam kiedyś powiedziałeś, że prawda to cudowna i straszliwa rzecz, więc trzeba się z nią obchodzić ostrożnie.

Dumbledore westchnął. 


- Macie tylko pomóc uczniom. –  był nieugięty. – Nie ma lepszych od was.

- A ty? – zapytała patrząc mu głęboko w oczy. – uczniowie będą zachwyceni, że sam dyrektor ich szkoli. Dobrze wiesz, że Snape’a się boją.

- Jestem na to za stary Samaro. – Samara westchnęła w dezaprobacie – Macie ich nauczyć jak walczyć, muszą mieć choć przybliżony obraz tego na co się przygotowują. A to co jest lub nie jest między wami to już nie moja sprawa.

- Obiecaj mi jedno, że po raz ostatni uczestniczę w czymś ze Snape’m.


- Obiecuję. – Dumbledore uniósł obie ręce w geście poddania. – Dobrze, nie będę ci już przeszkadzał. Życzę spokojnej nocy. – Wstał, uśmiechnął się i wyszedł zostawiając Samarę z mieszanymi uczuciami.