niedziela, 25 października 2015

Sędzia i kat

No to zaczęło się :) Miłego czytania i komentowania.




***************************

   Zawsze miała niespokojny sen. Ze snu potrafiło ją zbudzić trzepotanie skrzydeł motyla. Tej nocy ponownie przewracała się z boku na bok nie mogąc ponownie zasnąć. Powoli dochodziła trzecia i straciła wszelką nadzieję, że uda się jej jeszcze skraść trochę snu. Spojrzała w okno. Padał śnieg. Pewnie to ją zbudziło. W takiej ciszy doskonale słyszała szum padającego puchu. Śnieg oświetlany światłem ulicznych latarni wyglądał magicznie. Wstała i podeszła, aby się przyjrzeć lecz zza uchylonych drzwi sypialni dojrzała bladoniebieskie światło sączące się przez szczelinę. Zdziwiona podeszła do drzwi i pchnęła je, aby sprawdzić co to takiego. Zeszła powoli po schodach i zobaczyła w swoim salonie patronusa o postaci feniksa, który natychmiast gdy ją zobaczył przemówił głosem Albusa Dumbledore ’a.

- Bezzwłocznie przybądź do mojego gabinetu. – po tych słowach feniks rozpłynął się w powietrzu pozostawiając ją w ciemności. Machnęła prawą ręką w kierunku lamp, które natychmiast się zapaliły oświetlając korytarz, schody i salon. Nie miała wiadomości od Albusa od dwóch miesięcy. Mieli się dopiero zobaczyć na święta. Nagłe wezwanie do Hogwartu oznacza jedno – kłopoty. Pobiegła do swojej sypialni zmieniając pospiesznie ubranie. Wybiegając z pokoju zabrała z nocnej szafki różdżkę. Zbiegła na dół. Obudziła swoją skrzatkę mówiąc jej, że musi pilnie udać się do szkoły i aby ta wszystkiego dopilnowała i nikogo nie wpuszczała do domu. Skrzatka kiwała tylko głową na znak, że wykona zadanie najlepiej jak potrafi. Gdy upewniła się, że wszystko zabezpieczyła aportowała się na skraj szkolnych błoni. Ruszyła szybkim krokiem w kierunku zamku. Dyrektor nie spał, okna gabinetu były oświetlone. Nie wiedziała po co została wezwana. Przeszedł ją zimny dreszcz i przyspieszyła. Weszła do zamku niezauważona. O tej porze nie spotka się tu nawet duchów. Dotarła przed kamienną chimerę, wypowiedziała hasło i weszła do jasno oświetlonego gabinetu. Jej oczom ukazała się dziwna scena. Profesor McGonagall i Dumbledore stali nad Harrym, który wyglądał jakby dopiero co zwymiotował. Był zlany potem i trząsł się jakby przemarzł do kości.

- Harry! – powiedziała i wszystkie oczy zwróciły się w jej stronę. Dumbledore odetchnął na jej widok i podszedł do niej mówiąc.

- Dobrze, że już jesteś. Jest pewna sprawa… - przerwała mu gestem dłoni i ruszyła w stronę Harrego uważnie mu się przyglądając.


- Harry, dlaczego go wpuściłeś? – zapytała. Dobrze wiedziała, że jego stan wskazywał na to iż Czarny Pan wtargnął do jego umysłu. Harry jednak nie odpowiedział, spojrzał tylko na nią, lecz Samara odwróciła się w stronę Dumbledore ’a i zapytała niespodziewanie.

- Kto?


- Severus. – powiedział nie od razu. Samara cofnęła się o kilka kroków i zakryła uta dłonią.


 – Mundungus był zdrajcą. – mówił dalej powoli -   Voldemort przełamał zaklęcie. Dowiedział się wszystkiego. Właśnie go torturuje. To zobaczył Harry. - Samara podniosła na niego wzrok – Po to cię wezwałem. Nie mamy wiele czasu. Masz szansę go ocalić jeśli… - nie dokończył, bo weszła mu nagle w słowo.

- O czym ty mówisz?! Chyba nie sądzisz, że pójdę tam po niego? Dobrze wiesz czym to się skończy! – krzyknęła.

- Jeżeli zrobisz to z innych pobudek niż opowiedzenie się w wojnie po jednej ze stron to powinno się udać. Wystarczy, że przestaniesz się oszukiwać. – Dumbledore podszedł do niej, lecz ta natychmiast zwiększyła dystans między nimi i zaczęła nerwowo krążyć po gabinecie. Przystanęła przy kominku i zapytała.

- Nie sądzisz, że ingerencja w cudze przeznaczenie może skończyć się źle?

- Uważasz, że przeznaczeniem Severusa jest zginąć w ciężkich mękach z rąk Voldemorta? – odpowiedział jej pytaniem na pytanie.

- Znał ryzyko, zgodził się je podjąć nie zważając na ewentualne konsekwencje. – Samara ponownie zaczęła chodzić po gabinecie, uparcie unikając wzroku dyrektora.


- Czy to musi oznaczać, że mamy tak po prostu pozwolić mu zginąć? – Dumbledore nie dawał za wygraną. - Choćbyś wystawiła sto argumentów przeciw dobrze wiesz, że ja wystawię JEDEN, który obali wszystkie. – Samara przystanęła gwałtownie i przymknęła oczy. – Kim jesteś Samaro, że się sędzią i katem kreujesz? – Dumbledore mówił dalej – Kim jesteś, aby odbierać szansę… - nie zdołał dokończyć.

- ZAMILCZ! – Samara oddychała ciężko, a jej zaciśnięte pięści zdradzały zdenerwowanie. – NIE WAŻ SIĘ MÓWIĆ JUŻ NIC WIĘCEJ! – krzyczała.

Oboje wpatrywali się w siebie. Samara z zaciętością, a Dumbledore ze spokojem. Obserwujący tą dziwną scenę Harry miał wrażenie, że powietrze między nimi zaczęło drgać. Był niemal prawie pewien, że rozmawiają ze sobą bez użycia słów. Po jakimś czasie Samara spuściła głowę i przymknęła oczy. Ten moment wykorzystał Harry.


- Powiedziałaś… powiedziałaś, że powierzyłabyś swoje życie w jego ręce, że mu ufasz. Dlaczego chcesz jego śmierci? – zapytał ledwie słyszalnie. Samara spojrzała na niego zdziwiona i podeszła bardzo powoli do miejsca w którym siedział.

- Wydawało mi się Harry, że nienawidzisz Snape’a, dlaczego więc tak nagle zaczęło ci zależeć? – zapytała.

- To nie tak. – powiedział zmieszany – Gdybyś tylko widziała co on mu robi… - Harry wstał z trudem, spojrzał jej w oczy i powiedział – Gdybyś widziała nie wahałabyś się ani chwili. Gdybym mógł sam bym poszedł go ratować. On to robił, aby mnie ocalić, teraz to wiem. – Samara odwróciła się i podeszła do okna. Przetarła dłonią zmęczone oczy. Harry ponownie się odezwał, lecz teraz z o wiele większą pewnością w głosie.

- Gdy ty leżałaś nieprzytomna siedział przy twoim łóżku! – Samara drgnęła i odwróciła się w jego stronę – Widziałem jak na ciebie patrzył! Musiałbym być naprawdę ślepy, aby nie widzieć, że on cię kocha. Dlaczego nie chcesz mu pomóc? – Oczy Samary były szeroko otwarte. Usta poruszyły się tak, jakby chciała coś powiedzieć. Ponownie odezwał się Dumbledore.

- Samaro, znam cię od urodzenia i wiem, że nigdy nie wybaczysz sobie tego, że pozwoliłaś mu zginąć.

Przymknęła oczy dając sobie chwilę na ochłonięcie. Gdy otworzyła je ponownie wiedziała co musi zrobić. Podeszła do Harrego pewnym krokiem.

- Pokaż mi. - powiedziała.


- Co? – zapytał zaskoczony.


- Pokaż mi to, co pokazał ci Voldemort. Muszę to zobaczyć, aby wszystko się udało.

- Harry, rób co ci karze. – powiedział spokojnie Dumbledore.


- Dobrze. – Harry odpuścił i poddał się jej woli. Samara cofnęła się o krok i zrobiła ledwie widoczny ruch ręką szepcząc przy tym zaklęcie: Legilimens.


Była we dworze Malfoy’ów. W wielkim salonie znajdowali się wszyscy najwierniejsi Śmierciożercy. Podeszła bliżej przełamując krąg. Na samym środku stał Voldemort wyszczerzając swoje paskudne zęby. U jego stóp leżał zmasakrowany Snape. Podłoga była cała we krwi. Twarz zapuchnięta i posiniaczona. Szaty miał rozdarte na tyle, że doskonale widziała odsłonięte żebra. Miał je całkowicie połamane. Podobnie jak ręce. Jednak oddychał, tego była pewna. To jej wystarczyło. Ponownie była w gabinecie dyrektora. Harry opadł bez sił na fotel. Profesor McGonagall podbiegła do niego dając mu szklankę wody. Samara podeszła do Albusa i powiedziała cicho.

- Niech ktoś czeka na nas na błoniach. Jeżeli nie wrócę w ciągu godziny, to wszystko stracone. Nie opuszczaj gabinetu. W razie mojej śmierci będziesz tu niezbędny. – mówiła to wszystko na jednym tchu. Dumbledore przyglądał się jej uważnie i tylko przytaknął.


Nie patrząc za siebie wyszła pospiesznie z gabinetu. 



niedziela, 18 października 2015

Wyjdź!

   Stała tak dłuższą chwilę wpatrując się w przybysza z szeroko otwartymi oczami. Gość przemówił swoim zwykłym chłodnym głosem.


- Nie spodziewałem się zrobić na tobie takiego wrażenia. – zakpił Snape. – Czy mogę wejść? – zapytał, a Samara nadal nic nie mówiąc odsunęła się, aby go wpuścić do środka. Snape wszedł do pokoju i podszedł do biurka. Jego wzrok skierował się w stronę wiszącego na ścianie zdjęcia Lily i Samary z lat szkolnych.


- To zdjęcie zrobiłem wam ja. – powiedział nieoczekiwanie. Samara delikatnie zamknęła za nim drzwi, lecz nadal nie ruszyła się z miejsca.


- Pamiętam. – powiedziała cicho. Snape nadal wpatrywał się z pewną nostalgią w dwie machające do niego dziewczynki, lecz po chwili odwrócił wzrok.


- Jeszcze ci nie podziękowałam. – powiedziała Samara.


- Za co? – zapytał.


- Za przyniesienie mnie tamtej nocy do zamku. – podeszła bliżej – Dumbledore mi powiedział. – Snape wzruszył ramionami jakby nie było to coś istotnego.


- Nie oczekuję podziękowań.


- Mimo to dziękuję. – skinął lekko głową, lecz nadal na nią nie spojrzał. Nastała chwila niezręcznej ciszy, którą przerwała Samara.

- Przychodzisz w jakiejś konkretnej sprawie? – zapytała, ale tak naprawdę nie chciała słyszeć odpowiedzi.

- Wydaje mi się… - zaczął – Nie, to złe sformułowanie. – poprawił się i zwrócił ku niej swoje czarne oczy. – Mam pewność, że jest coś, co przede mną ukrywasz. – Samara drgnęła nieznacznie. Wychwycił to natychmiast. Lata spędzone na szpiegowaniu nauczyły go, aby zwracać uwagę na najdrobniejsze gesty.  – Ukrywasz coś, – mówił dalej bardzo powoli – co ma znaczenie również dla mnie. Chcę wiedzieć co to jest.

- Nie wiem o czym mówisz. – powiedziała oschle, cofnęła się w stronę drzwi i otworzyła je. – A teraz jeżeli to wszystko, to będę wdzięczna, gdy zostawisz mnie samą. Mam jeszcze sporo pracy zanim opuszczę Hogwart. – Snape nie ruszył się ani o centymetr z miejsca w którym stał.

- Nie wyjdę stąd, dopóki nie dostanę odpowiedz na moje pytanie.


- Wydaje mi się, że już na nie odpowiedziałam. - powiedziała przez zaciśnięte zęby. Nadal trzymała dłoń na klamce dając mu do zrozumienia, że nie odpuści.

- W tą noc, gdy się ocknęłaś w skrzydle szpitalnym usłyszałem przez przypadek twoją rozmowę z dyrektorem. – powiedział.

Nastała cisza, którą przerwało gwałtowne zatrzaśnięcie drzwi przez Samarę.

- Nie wątpię, że przez przypadek. – odpowiedziała zgryźliwie - Czy już ci nie mówiłam, że podsłuchiwanie jest w złym guście? – zapytała.

- Nie zmieniaj tematu! – warknął – Rozmawialiście o mnie, chcę wiedzieć dlaczego!

- Skoro tam byłeś i słyszałeś to ja nie mam nic więcej do dodania! – krzyknęła robiąc kilka kroków w jego stronę.

- Dlaczego ty wszystko musisz tak komplikować? – zapytał również podchodząc bliżej. Teraz oboje stali tak blisko siebie, że gdyby byli równego wzrostu to stykaliby się nosami.

- Ja komplikuję? – zaśmiała się kpiąco i złapała w garść przód jego szaty zmuszając go do pochylenia się na tyle, aby ich twarze były na tym samym poziomie. Patrząc mu głęboko w oczy wysyczała.

- W tą noc, kiedy powiedziałeś mi, że wszystko skończone straciłeś jakiekolwiek prawo do przepytywania mnie z mojego życia.
Jestem zmęczona, chcę o tym wszystkim zapomnieć i o tobie też! Chcę żebyś zniknął i żeby nie było cię w moim życiu! – puściła jego szatę w taki sposób jakby pozbywała się obślizgłej i obrzydliwej rzeczy.

Snape zmrużył nieprzyjemnie oczy i odsunął się od niej. Było dla niego jasne, że nawet na torturach Samara niczego by nie powiedziała. Prowokować jej nie chce. Obszedł ją i skierował się w stronę drzwi. Odprowadziła go wzrokiem, aby upewnić się, że wyjdzie. Zanim to zrobił powiedział jeszcze.

- Ja też mam dosyć i też jestem zmęczony. Może również bym wolał, żeby cię nie było. – ton jego głosu ponownie nie zdradzał żadnych emocji. Był zimny i obojętny.

- Wyjdź. – odpowiedziała mu równie chłodno, ostatecznie kończąc rozmowę.


To było ostatnie słowo, które wypowiedziała w jego stronę tego lata. Wkrótce po tej rozmowie opuściła Hogwart nie oglądając się za siebie. 





niedziela, 11 października 2015

Uciekasz

Spóźniona, ale jestem :)


******************************

          Ostatnie tygodnie roku szkolnego minęły niepostrzeżenie. Już jutro uczniowie mieli udać się do swoich domów na letni wypoczynek. Samara siedziała w swoim gabinecie przyglądając się swoim bagażom, które za chwile miała odesłać do swojego domu w Londynie. Przez uchylone okno dało się słyszeć ciche cykanie świerszczy, a lekki ciepły wietrzyk niósł ze sobą zapach trawy. Przymknęła oczy i odchyliła się głębiej w fotelu. Było dobrze. Wracała do domu, wszystko będzie znowu jak dawniej. Nie będzie zmuszania do brania udziału w gierkach. Nie będzie musiała codziennie przybierać maski obojętności. Wszystko będzie jak dawniej – powtarzała sobie. O dziwo ta myśl nie sprawiała jej tyle radości, ile mogłaby się spodziewać. Ciągle brakowało jej jednego kawałka układanki. Natychmiast przypomniała sobie wczorajszą rozmowę z Albusem.

- Uciekasz. – powiedział.


- Nie uciekam. – odpowiedziała już nie na żarty zdenerwowana – Sprawiam, że wszystko będzie znowu takie, jak być powinno.


- Znam cię zbyt dobrze. – powiedział i usiadł na kanapie przed kominkiem. – Przez te trzy lata widziałem jak cierpisz. Jak możesz sądzić, że będzie tak jak być powinno?


- Podjęłam już decyzję… - powiedziała nie patrząc na niego. – Wiesz dobrze, że w tej jednej jedynej kwestii nie przekonasz mnie, więc może zakończmy tą rozmowę zanim powiemy sobie coś, czego będziemy żałować. – westchnęła i usiadła obok niego. Ponownie odezwała się po chwili, już spokojniej – Zrozum, to jest coś z czym muszę sobie sama poradzić, a pobyt tutaj mi nie pomaga.


- Pobyt tutaj, czy to, że on jest tak blisko? – zapytał uważnie się jej przyglądając.


Przymknęła oczy modląc się o cierpliwość i opanowanie. Faktycznie znał ją zbyt dobrze, doskonale wiedział w jaki czuły punkt uderzyć, aby sprowokować ją do wyznań.


- Jakie ma to znaczenie?


- Boisz się, że się dowie. – spojrzał na nią z nad okularów – Wydarzenia z lasu odkryły przed nim jeden z twoich sekretów, boisz się, że takich sytuacji będzie więcej.


- Albusie… - wstała nerwowo zaciskając pięści, otworzyła usta jednak nie dał jej dokończyć.


- To jasne, że go kochasz, ale jesteś zbyt uparta, aby to przyznać. Czasami się zastanawiam po kim to masz. – zerknął na nią z lekkim uśmiechem. Spojrzała na niego piorunując go wzrokiem.


- Bardzo zabawne. – powiedziała przez zaciśnięte zęby.


- Powiem ci coś i to będzie już wszystko na dziś. Teraz wydaje ci się, że to jedyne wyjście z sytuacji. Po powrocie do domu stwierdzisz nawet, że podjęłaś słuszną decyzję. Jednak to uczucie będzie złudne. Po jakimś czasie ponownie wróci wszystko z czym się zmagasz. – Wstał podszedł do niej i  powiedział – Może to jest ten czas, aby zmierzyć się ze strachem?- ujął jej dłoń i pocałował w policzek. – Bez względu na wszystko, dziękuję za ten rok. Byłaś świetnym nauczycielem. – Uśmiechnął się i wyszedł z pokoju zostawiając ja z mętlikiem w głowie.


Otworzyła oczy i sięgnęła po kubek z herbatą. Była zimna. Ze wszystkich rzeczy na świecie najbardziej nie znosiła zimnej herbaty. Objęła go obiema dłońmi i przymknęła oczy. Chwilę po tym znad kubka unosiła się gorąca para. Otworzyła oczy i nieznacznie się uśmiechnęła. W takich chwilach lubiła swój dar. Ponownie wzięła kubek do ręki i gdy już miała upić łyk, usłyszała pukanie. Odłożyła napój obdarzając go tęsknym spojrzeniem i ruszyła w kierunku drzwi. Otworzyła je i zamarła w bezruchu.















niedziela, 4 października 2015

Odchodzę.

Wstawiam na szybko, jutro postaram się dopracować :)

*************************

    Harry niepewny siebie stanął przed drzwiami do gabinetu nauczycielki obrony przed czarną magią. Sam nie wiedział czego może się spodziewać. Od walki w lesie minęło już ponad dwa tygodnie i za chwile miał się kończyć kwiecień. Oznacza to, że za półtora miesiąca zacznie się kolejna wakacyjna przerwa. Harrego nigdy nie cieszyły zbliżające się wakacje. Teraz będzie jednak inaczej. To będą jego ostatnie wakacje zanim na dobre opuści dom wujostwa. W tym roku osiągnie pełnoletność i będzie już zdany tylko na siebie. Spojrzał na drzwi przed którymi właśnie stał i zdecydował się zapukać. Usłyszał pozwolenie, aby wejść więc pchnął delikatnie drzwi. Wszedł do środka zalanego słońcem gabinetu. Samara jak zwykle siedziała za biurkiem przeglądając jakieś dokumenty, kiedy wszedł spojrzała na niego i uśmiechnęła się promiennie. Harry odetchnął z ulgą. Bał się, że nie zechce się z nim zobaczyć przez to, że wpędził ją w takie niebezpieczeństwo.

- Witaj Harry, cieszę się, że cię widzę. – powiedziała dając znać, aby usiadł. – Napijesz się czegoś? – zapytała uprzejmie, Harry grzecznie odmówił. – Jak sprawował się Snape na zastępstwie podczas mojej nieobecności?

- Dosyć jasno dał mi do zrozumienia, że to wszystko moja wina. – powiedział cicho nie patrząc jej w oczy.

- Harry, to nie twoja wina. Nie wmawiaj sobie, że jest inaczej. – powiedziała łagodnie.


- Mogłaś zginąć przez moją nieodpowiedzialność. – rzucił natychmiast.

- Mogłam. – przyznała – Ale jednak nie zginęłam.

- Profesor Dumbledore powiedział nam, że jeżeli mag wtrąci się do wojny to zginie. Nie do końca więc rozumiem co się stało. – powiedział.

- To bardzo proste, choć sama zrozumiałam to dopiero wówczas, gdy się ocknęłam. Profesor Dumbledore prosząc mnie o przyjęcie posady w Hogwarcie zaznaczył, że moim głównym zadaniem będzie nauczanie i zapewnienie bezpieczeństwa uczniom. Przypominał mi to przy każdej możliwej okazji tym samym wyznaczając mi cel. - spojrzała na niego – Bo widzisz Harry, ja tak naprawdę nie wtrąciłam się do wojny.

- Jak to? – zapytał zdziwiony – Przecież walczyłaś z Voldemortem.

- Walczyłam, – przyznała – ale nie by wygrać wojnę. – Harry nadal patrzył na nią z miną która jednoznacznie wskazywała na to iż nie rozumiał zupełnie nic. – Ja walczyłam, aby ocalić uczniów. – Samara uśmiechnęła się delikatnie widząc, że w końcu do niego dotarło.

- Co będzie dalej? – zapytał po chwili milczenia.

- Dalej? – spojrzała na niego – Dalej będziesz ćwiczył oklumencję i obronę przed czarną magią pod okiem profesora Snape’a. Musisz mi obiecać, że się do tego przyłożysz.

- Dlaczego pod jego okiem? Dlaczego nie z tobą?


Samara przymknęła powieki i westchnęła.


- Z końcem roku szkolnego odchodzę z Hogwartu. – Nastała dłuższa chwila ciszy, w trakcie której oboje przyglądali się sobie uważnie.

- Czyli to jednak moja wina. – przerwał ciszę Harry


- Nie, dlaczego tak myślisz?


- Odchodzisz… Nie wierzę w to, że na podjęcie takiej decyzji nie miały wpływu wydarzenia z lasu.

- Wydarzenia z lasu nie mają nic wspólnego z podjętą przeze mnie decyzją. – zaczęła – Harry musisz wiedzieć, że ja w ogóle nie chciałam przyjąć tej posady. Zrobiłam to tylko ze względu na Dumbledora. Nie zamierzałam zostać w Hogwarcie dłużej niż rok.  – wstała i podeszła do niego kładąc mu obie dłonie na ramionach – Harry posłuchaj teraz uważnie tego co  powiem. Jest bardzo ważne, abyś zaufał profesorowi Snape’owi. Nie należy do przyjemnych, ale chce dla ciebie dobrze. – spojrzała mu w oczy i dodała – Ręczę za to.

Harry pokiwał głową, ale nie wyglądał na przekonanego. Snape nigdy nie dał mu powodu dla, którego mógłby mu zaufać.

- Dokąd się udasz? – zapytał – Gdzie cię będę mógł znaleźć?

Samara odwróciła się od niego i podeszła do okna przez które wlewało się światło słoneczne.

- To ja ciebie znajdę Harry. Będę wiedziała, kiedy będziesz mnie potrzebował.


- Jak? – zapytał, a Samara roześmiała się.


- Pamiętasz – zaczęła ciągle jeszcze chichocząc - jak będąc na drugim roku uciekałeś z zakazanego lasu razem z Ronem przed pająkami?

- Raczej nie da się tego zapomnieć. – powiedział ze skwaszoną miną.

- Jak myślisz kto sprawił, że stary Ford Anglia pojawił się w odpowiednim miejscu we właściwym czasie? – zapytała zerkając na niego z ukosa uśmiechając się promiennie.


Harry otworzył usta ze zdziwienia, by po chwili się roześmiać. Samara mówiła dalej.

- Mówiłam ci przecież, że odkąd przekroczyłeś progi Hogwartu miałam cię na oku. Będę wiedziała, kiedy będę potrzebna. Hedwiga również mnie znajdzie. – mrugnęła do niego porozumiewawczo okiem.

- Pójdę już.  – wstał i ruszył w stronę drzwi nie oglądając się za siebie. Czuł, że dużo się zmieni wraz z odejściem Samary. Nie wiedział tylko czy jest na to przygotowany.



niedziela, 27 września 2015

Długość dźwięku samotności.

Jeden z moich ulubionych rozdziałów. Lubię takie rozmowy ;)

*******************

     Mijały kolejne dni, a Samara nie obudziła się. Harry praktycznie na każdej możliwej przerwie przychodził sprawdzić, czy jej stan uległ zmianie. Przychodził tak często, że pani Pomfrey, była zła, że zakłóca spokój pacjentów.

Raz, gdy wybrał się do Samary spotkał u niej Snape’a. Siedział na krześle i czytał książkę, co jakiś czas zerkając na nią. Nauczyciel wydawał się przygnębiony i Harry nie mógł pozbyć się wrażenia, że spojrzenia, które kieruje w stronę nieprzytomnej Samary wyrażały więcej niż Harry chciał wiedzieć. Wycofał się speszony zanim go zobaczono. Przyznał w duchu, że było to dość dziwne. Zawsze uważał, że Snape i Samara się nie znoszą. Kiedy wrócił na kolejnej przerwie Snape’a już nie było i nie spotkał go u niej już nigdy więcej.

Nikt nie miał pojęcia dlaczego nadal się nie wybudziła. Harry miał nadzieje, że jest to skutek wycieńczenia organizmu, który musiał znieść więcej niż zwykle. Starał się nie myśleć o tym, że Samara zmuszona została do wtrącenia się w walkę, aby ratować jego skórę i teraz poniesie za to konsekwencje. Minął już ósmy dzień od walki w zakazanym lesie, na dobre zapanowała wiosna i wszystko wokół wybuchło zielenią. Uczniowie ubolewali nad tym, że wolno było im pozostawać tylko na dziedzińcu zamku, który obecnie był oblegany ze względu na pogodę.

    Dyrektor również martwił się stanem w jakim pozostawała Samara. Codziennie po godzinie 20:00 zjawiał się w skrzydle szpitalnym, aby sprawdzić czy jest jakiś progres. Siadał na krześle obok jej łóżka i czekał w milczeniu. Nie inaczej było i tego wieczoru. Zaraz po godzinie 20:00 wyszedł ze swojego gabinetu i skierował się do skrzydła szpitalnego. Kiedy tam dotarł jak zwykle spotkał Panią Pomfrey, która wydawała leki swoim pacjentom, na jego widok delikatnie się uśmiechnęła i oddaliła się do swojego gabinetu. Jako jedynemu pozwalała przesiadywać tu tak długo jak chce. Dumbledore spojrzał na leżącą Samarę i westchnął. Usiadł na krześle i złapał ją za rękę. Gładził kciukiem wierzch jej dłoni nucąc jakąś melodię. Minęło może 15 minut od momentu kiedy tu przyszedł, zdało mu się, że poruszyła lekko dłonią. Przestał więc nucić i przyjrzał się jej uważniej. Była bardzo blada, a widoczne cienie pod oczami zdradzały jej nienajlepszy stan. Albus odgarnął z jej twarzy kosmyk włosów i w tym momencie Samara się poruszyła. Dumbledore zamarł i powiedział cicho.

- Samaro? Słyszysz mnie? – powieka Samary drgnęła delikatnie, a z jej ust dało się usłyszeć ciche jęknięcie. Dumbledore poruszył się niespokojnie na krześle i ponownie zapytał.

- Słyszysz mnie? – wyczekiwał. Usta Samary delikatnie się rozchyliły i nieznacznie otworzyła oczy. Dumbledore odetchnął z ulgą – Nareszcie. – szepnął.

- Gdzie jestem? – zapytała ledwie słyszalnie.

- W Hogwarcie, walczyłaś z Voldemortem. – odpowiedział.

Samara szerzej otworzyła oczy i spojrzała na niego.

- Walczyłam? – zapytała jakby siebie – Ach, tak teraz pamiętam. – zmarszczyła czoło i przymknęła powieki. – Co było dalej?

- Uciekli, a ty straciłaś przytomność na ponad tydzień. – powiedział.

- Tydzień? – otworzyła oczy i spojrzała na niego zszokowana, pokiwał tylko głową potwierdzając.

- Wszyscy się martwiliśmy. Harry przychodził tu na każdej przerwie. – Dumbledore wstał i podszedł do okna.

- Yhmm – mruknęła i po dłuższej chwili milczenia powiedziała – Miałam dziwny sen. Śniło mi się, że Snape niósł mnie na rękach przez błonia. – Dumbledore spojrzał w jej stronę i uśmiechnął się nieznacznie.

- To nie był sen. – zaczął – Kiedy was znaleźliśmy, byłaś nieprzytomna. Severus wziął cię na ręce i zaniósł osobiście do zamku. Zależy mu na tobie. – dodał niepewnie.

- Albusie...

- Mógł wyczarować nosze. – dodał pospiesznie.

- Jestem zmęczona. – wyszeptała.

- W takim razie dam ci odpocząć. – ruszył w kierunku drzwi.

- Jestem zmęczona pobytem tutaj. – dodała widząc, że wychodzi. Zatrzymał się i odwrócił w jej stronę z pytającą miną. – Muszę odejść... chcę odejść – mówiła dalej. - Jego obecność mi ciąży, ból nie mija, rany się nie goją.

- Może gdybyś powiedziała mu prawdę? – zapytał robiąc krok w jej stronę.

- Czy wie, że jestem magiem? – zapytała niespodziewanie. Dyrektor potwierdził skinięciem głowy.

– Tyle prawdy musi wystarczyć. – powiedziała cicho odwracając głowę.

- Dlaczego mu to robisz? – zapytał.

- Rozmawialiśmy już na ten temat Albusie, nie mam siły tłumaczyć ponownie. Tak jest lepiej, dla niego również. – przymknęła oczy i zakaszlała.

- Naprawdę tak uważasz? – zapytał z niedowierzaniem – Severus stracił w swoim życiu zbyt wiele, nie odbieraj mu również tego.

- Nie próbuj wzbudzać we mnie poczucia winy. – powiedziała głośniej – Pamiętasz? – zapytała dźwigając się z trudem wyżej na poduszkach – Jak trzymałam go za rękę w tych wszystkich chwilach jego zwątpienia, jak przeganiałam każdy z jego lęków? Przez ten cały czas próbowałam sobie wmówić, że coś dla niego znaczę… Tak bardzo się starałam utrzymać to wszystko przy życiu. Ostatecznie moje starania nie miały żadnego znaczenia. - umilkła i odwróciła wzrok, by nie mógł dostrzec samotnej łzy spływającej po policzku. – Pokładałam w nim swoją nadzieję, naciskana do granic wytrzymałości. Po tym wszystkim co się później stało, mogłam już tylko odejść.

- Powinnaś z nim porozmawiać, o tym jak bardzo cię skrzywdził. – powiedział Albus.

- Uważam, że on doskonale o tym wie. – zapewniła go.

- A co jeżeli nie wie? – zapytał robiąc krok w jej stronę. Samara spojrzała na niego, nie odpowiedziała od razu.

- Jeżeli nie wie, to myślę, że nie ma sensu z nim rozmawiać. – umilkła na chwilę by zaraz dodać – Ja wiem, że tobie się wydaje iż cała ta sytuacja między nami to moja wina, ale… - przerwał jej

- Oczywiście, że tak nie uważam. – powiedział spokojnie – Jednak teraz w twoich rękach leży wasz los. – zamilkł by po chwili dodać – On ma prawo wiedzieć.

- Może i ma. - przyznała – Jednak ja również mam prawo mu nie mówić. Dajmy już dziś spokój, nie mam na to siły. Każ mnie proszę przenieść do moich kwater. – przymknęła oczy. Dumbledore stał chwilę w miejscu i przyglądał się jej zatroskanym wzrokiem.

- Dobrze, jeszcze dziś to załatwię. – powiedział i powoli ruszył do gabinetu pani Pomfrey.

Żadne z nich nie zauważyło, że przy uchylonych drzwiach wejściowych do skrzydła szpitalnego stał Severus Snape. Gdy dyrektor ruszył do Poppy, Snape wycofał się i ruszył w kierunku lochów.





niedziela, 20 września 2015

Sekret pierwszy.

Nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam, ale połączyłam ze sobą dwa rozdziały. Nie do końca jestem przekonana co do słuszności mojego czynu, ale cóż stało się.
Jestem ciekawa opinii. Ponownie zrobiło się tu cicho...

*************************

   W chwili, w której Samara opadła na ziemię pojawili się Dumbledore, Snape i McGonagall. Wszyscy troje zatrzymali się gwałtownie i rozejrzeli. Snape zareagował jako pierwszy, podszedł do leżącej Samary i przykucną przy niej sprawdzając czy żyje. Profesor McGonagall podeszła do Harrego, Rona i Hermiony, którzy nadal byli za ochronna tarczą. Dumbledore stanął między nimi.

- Co z nią? – zapytał i spojrzał w oczy Mistrza eliksirów.


- Żyje. – powiedział chłodno.


- Zabierz ją do zamku. Niech Poppy się nią zajmie. – Snape kiwną głową, wziął bezwładną Samarę na ręce i ruszył w stronę zamku.

- Czy któreś z was mogłoby mi powiedzieć co tu się stało? – Profesor McGonagall spojrzała na nich surowo.

- Pani profesor… Hagrid. – Hermiona wskazała trzęsącą się ręką w stronę drzewa przy którym był związany gajowy.


- Hagridzie! Na brodę Merlina! – podbiegła do niego, uwalniając go z więzów. Hagrid wstał z ziemi, a krew zalewała mu twarz, wyglądał okropnie.

- Pani psor, Panie psorze, to nie wina Harrego, - wysapał – Gdyby nie oni już bym nie żył. Zrobili wszystko, aby mi pomóc, proszę ich nie karać. Holipka to wszystko moja wina. Za daleko się wybrałem, bo zauważyłem świrze ślady. Oni celowo mnie tu sprowadzili. Wiedzieli, że mamy na oku las – Hagrid podszedł do Dumbledora, który nadal nic nie mówił. Jego twarz nie zdradzała żadnych emocji.
– Nie miałem szans psorze, powalili mnie na ziemię i męczyli. Kieł ten tchórz zdołał uciec i pewnie sprowadził ich – wskazał na przyjaciół – aby mi pomogli. – Hagrid zachlipał – To nie ich wina, niech ich psor nie karze.

- O wszystkim porozmawiamy w zamku. Musicie mi opowiedzieć o wszystkim co się tu zdarzyło. – Hermiona i Ron kiwnęli głowami, Harry natomiast podszedł do dyrektora i zapytał.

- Co będzie z Samarą? Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem.

- W zamku Harry dowiecie się wszystkiego, idziemy. – polecił Dumbledore -  Hagridzie, ty również udaj się do skrzydła szpitalnego – powiedział.

- Nieee panie psorze, sam lepi się sobą zajmę. – powiedział roztrzęsiony Hagrid.


******************************************************
       Cała trójka stała właśnie w pustym gabinecie dyrektora Hogwartu. Żadne z nich nic nie mówiło, słychać było tylko delikatne popiskiwanie Fawkes’a. Niezręczną ciszę przerwał Ron.

- Wywalą nas, jak nic nas wywalą. – powiedział nie patrząc na przyjaciół.

- Nie obchodzi mnie czy nas wywalą Ron. – powiedział Harry z lekkim oburzeniem w głosie – Chcę wiedzieć co z Samarą.

- Jakim cudem Śmierciożercy znaleźli się tak blisko szkoły? – zapytała Hermiona.

- To chyba jasne, co nie? Chcieli wywabić mnie z zamku. Użyli do tego Hagrida, bo wiedzieli, że się przyjaźnimy. – Harry podszedł do szafki na której spoczywała tiara przydziału – Po raz kolejny naraziłem swoich przyjaciół na niebezpieczeństwo.

- To nie tak Harry! – zaprotestowała natychmiast Hermiona – Każdy z nas jest gotów do walki z Sam-Wiesz-Kim.


- Niczego nie rozumiesz? – zapytał – Następna możesz być ty, albo Ron, albo Giny! Nie wybaczyłbym sobie nigdy, gdyby któremukolwiek z was coś się stało! - Ron i Hermiona przyglądali mu się smutno, gdy od strony drzwi doszedł ich głos.

- Więc może, Potter zaczniesz używać mózgu i przestaniesz wykonywać nieodpowiedzialne ruchy. – był to Snape – Czy zdajecie sobie sprawę na jakie niebezpieczeństwo naraziliście siebie i innych? Pewnie nie. – zasyczał – Po co Cudowny Chłopiec, Panna-Wiem-To-Wszystko i ty Weasley mielibyście się nad tym zastanawiać? -  wyszedł powolnym krokiem z cienia w którym stał, Harry natychmiast podszedł do niego i nie zważając na zniewagę zapytał.

- Profesorze, co z Samarą? – spojrzał w zimne i obojętne oczy swojego nauczyciela. Snape również przyglądał mu się z góry, przez dłuższą chwile żadne z nich nawet nie mrugnęło. W końcu jednak Snape odpowiedział.

- Powinna z tego wyjść. – ruszył przed siebie stając obok regału z książkami za biurkiem dyrektora. Harry odetchnął z ulgą i poczuł jak węzeł w gardle się mu rozwiązuje.

- Dziękuję. – szepnął i stanął przy swoich przyjaciołach.

- Nie masz za co dziękować, głupcze! – krzyknął – To twoja wina! – Snape patrzył nienawistnie na Harrego.


- Severusie, dosyć. – do gabinetu wszedł Albus Dumbledore, przerywając całe zajście. – Usiądźcie proszę. – powiedział i wyczarował trzy dodatkowe krzesła na których od razu usiedli.

– Wydaje mi się, że mamy sobie do pogadania. – powiedział siadając za biurkiem i uważnie się im przyglądając.

- Panie profesorze, nie mamy zamiaru się tłumaczyć z tego co się stało. To nasza wina, niezależnie od tego co mówi Hagrid. – powiedział Harry – Wyszliśmy z zamku, aby się z nim spotkać, kiedy doszliśmy do jego chaty zobaczyliśmy, że go nie ma więc stwierdziliśmy, że wrócimy nie czekając na niego. Jednak chwilę później z lasu wybiegł skomlący kieł i wiedzieliśmy, że coś się stało. – Harry westchnął i kontynuował – Wiedzieliśmy, że ani pana profesora, ani Samary i profesor McGonagall nie ma w zamku więc nie wiedzieliśmy do kogo się udać.

- Byłem jeszcze ja, Potter. – wysyczał Snape – Ale oczywiście nie ufasz mi na tyle, aby przyjść do mnie i prosić o pomoc!

- Severusie… - przerwał mu stanowczo dyrektor – Mów dalej Harry.

- Poszliśmy więc do lasu szukać Hagrida, kieł nas prowadził. Na miejscu znaleźliśmy się dość szybko. Zobaczyliśmy go przywiązanego do drzewa. Pomyślałem, że to może centaury tak go urządziły. Wiemy przecież, że nie darzą go już sympatią i zabroniły mu wchodzenia do lasu. – ciągnął dalej – Kiedy podbiegliśmy do niego, aby go uwolnić na polanie pojawili się śmierciożercy… - przerwał i spojrzał w błękitne oczy dyrektora.

- Mów dalej, chce wiedzieć co się stało. – powtórzył Dumbledore.

- Okrążyli nas, w momencie kiedy Malfoy wezwał Voldemorta, zjawiła się Samara. Spowolniła czas, dając sobie chwile na postawienie chroniącej nas bariery, by po chwili wdać się w walkę. Wszystko było dobrze do momentu w którym pojawił się on. Pozostali śmierciożercy wycofali się, gdy przybył. Walczyła tylko z nim.

- Jak walczyła? – zapytał – To bardzo ważne Harry, używała różdżki? – Harry zaprzeczył kręcąc głową.

- Nie, odrzuciła różdżkę zaraz gdy przybył. – powiedział – Jakie to ma znaczenie? – zapytał. Dumbledore westchnął, zdjął okulary i przetarł oczy ze zmęczenia. Niespodziewanie do rozmowy wtrąciła się Hermiona.

- Jest magiem, prawda? – zapytała. Dumbledore i Snape spojrzeli na nią zdziwieni.

- Kim? – zapytał Ron.


- Magiem. Już od jakiegoś czasu to podejrzewałam i to właśnie tych informacji szukałam w bibliotece. Niestety niczego nie zdołałam odszukać, aby potwierdzić moje przypuszczenia – przerwała i spojrzała na dyrektora pytającym wzrokiem – Jest magiem prawda? – zapytała ponownie podekscytowana. Dumbledore lekko uśmiechnął się i pokiwał twierdząco głową. Zszokowany Snape zapytał.

- I przez tyle lat nie uważałeś za stosowne mi o tym wspomnieć?


- Nie do mnie należało wytłumaczenie ci tego Severusie. – odpowiedział spokojnie – Panno Granger, ogromna wiedza jaką posiadasz jest zdumiewająca. – uśmiechnął się w jej stronę, a ona zarumieniła się delikatnie. – Jak do tego doszłaś, jeżeli mogę zapytać?

- Nie potrzebowała różdżki do czarowania. Wiem oczywiście, że niektórzy czarodzieje są w stanie używać prostych zaklęć bez niej, ale ona jej w ogóle nie potrzebowała, nawet do bardzo skomplikowanych czarów. No i dziś rzuciła na nas zaklęcie tarczy, która wytrzymuje nawet śmiercionośne klątwy, a z tego co pamiętam normalny czarodziej nie jest w stanie wystawić takiej tarczy. Szukałam w bibliotece informacji o magach, ale niczego nie udało mi się odszukać.

- Zdziwiłbym się gdybyś znalazła, przed rozpoczęciem roku szkolnego usunąłem wszystkie książki o tej tematyce z  biblioteki. Nie potrzebny był jej rozgłos, nie sądziłem jednak, że ktoś będzie w stanie dojść do tego bez książek. Ostatni mag urodził się tak dawno temu, że wszyscy uważają to za uroczą legendę, a nie za fakt.

- Kim jest mag? - zapytał Ron, Hermiona wywróciła oczami.

- Mag drogi chłopcze jest to osoba, która posiada zdumiewające umiejętności magiczne. Cztery żywioły wybierają sobie tą osobę jako strażnika. Mag ma za zadanie strzec równowagi między żywiołami. Nie może się angażować w inne konflikty. Nie może używać swojego daru do innych celów niż do tych jej powierzonych. Mag musi być neutralny. Jest po za czarodziejskim prawem. – przerwał i spojrzał na Snape’a – To właśnie dlatego nie wolno było jej angażować się w wojnę z Voldemortem. – Snape zmarszczył czoło, jednak nic nie powiedział.

- Co się stanie jeżeli włączy się do walki? – zapytał Harry.

Dumbledore spojrzał na niego chwilę się mu przyglądając, po chwili odpowiedział.

- Zostanie uśmiercona przez magię której strzeże. – powiedział powoli. Harry czuł, że ziemia się pod nim zapada, w głowie zaczęło mu wirować i nie był pewien czy zaraz nie straci świadomości. Snape obszedł dyrektora i stanął za uczniami pytając.

- Więc dlaczego nadal żyje?

- Sam również chciałbym znać odpowiedź na to pytanie Severusie. – pokiwał głową. – Magia której służy jest dla mnie wielką niewiadomą. Dowiemy się tego, mam nadzieję, kiedy się obudzi, choć mam swoją teorię na ten temat. – dyrektor wstał z miejsca i podszedł do feniksa, zwracając się do nich bardziej niż zwykle poważnym tonem.

- O tym, co miało miejsce nie wolno wam z nikim rozmawiać. Nie wolno wam nikogo poinformować o tym, że Samara jest magiem. Przysporzy jej to ogromnych problemów. – przerwał na chwilę i zwrócił się do Snape’a – Kiedy ponownie cię wezwie musisz zorientować się czy Voldemort zdał sobie sprawę z tego kim jest Samara. – Snape przytaknął nieznacznie.

- Co jeżeli już wie? – zapytał Mistrz eliksirów

- Wolę nie myśleć o konsekwencjach jakie to ze sobą niesie.


niedziela, 13 września 2015

Przeznaczenie.

- Samara. – Voldemort zwrócił się do niej cicho, lecz na tyle wyraźnie, aby wszyscy go słyszeli - Tyle lat.

- Zbyt mało, aby zapomnieć. – natychmiast mu odpowiedziała oschłym tonem. Pomimo zmęczenia walką wyprostowała się dumnie i ścisnęła mocniej różdżkę.

- Próbujesz pomóc Potterowi jednak dla niego los napisał zupełnie inny scenariusz. Jego historia się dziś zakończy.

- Ta historia nie została napisana do końca Tom. – gdy usłyszał swoje imię syknął ze złości, lecz nie przerwał jej – Nie znamy jeszcze zakończenia, wszystko jest możliwe.

- Taka naiwna, – na twarzy pojawił się grymas, który miał imitować uśmiech – ale nie można spodziewać się niczego innego skoro wychował cię ten stary głupiec. – śmierciożercy zarechotali paskudnie za jego plecami. – Miłość jest najpotężniejszą magią! – wykrzyknął odwracając się w stronę swoich sług, a oni ponownie wybuchnęli śmiechem. – Bzdura! – krzyknął w złości ponownie patrząc w jej brązowe oczy. – Pokaże ci dziś co zrobię z tą waszą miłością! Zdeptam Pottera jak robaka, i zmuszę cię do patrzenia na to, a na końcu zajmę się tobą.

- Wychodzisz z błędnego założenia Tom, jeżeli myślisz, że uda ci się mnie tak po prostu zabić. – Samara spojrzała w oczy Harrego, który był blady jak nigdy dotąd. Ron i Hermiona przytrzymywali go w obawie, że wyrwie się i przekroczy barierę. Mrugnęła do niego okiem, wyciągnęła różdżkę przed siebie i ją odrzuciła. Voldemort zmrużył swoje oczy i zrobił krok do przodu.

- Zamierzasz walczyć ze mną bez użycia magii? – zasyczał wściekle.

- Nie potrzebuję różdżki, aby cię pokonać. – mówiła spokojnie, nie patrzyła na niego, powoli  zaczęła podwijać rękawy swojej szaty.

- Dosyć tego przedstawienia! Walcz jak na czarodzieja przystało! – krzyknął.


Samara wiedziała, że z wszystkiego na świecie Voldemort nie znosi lekceważenia go. Czarny Pan wyciągnął różdżkę przed siebie i machnął w jej stronę rzucając klątwę. Las wypełniło czerwone światło, lecz Samara stała na swoim miejscu. Gdy klątwa była blisko wyciągnęła przed siebie rękę, tak jakby chciała ją zatrzymać. Zaklęcie rozdwoiło się na dwie części i minęło ją z obu stron. Voldemort cofnął się zaskoczony o kilka kroków do tyłu. Ponowie rzucił zaklęcie – Inkarserus – Samara i tym razem bez większych problemów odbiła je. Na twarzy Voldemorta dostrzec można było wściekłość.
Krzyknął do niej – Walcz! – i machnął różdżką wyczarowując wielką ścianę ognia która pędziła w jej stronę. Samara wyciągnęła przed siebie obie dłonie i zmrużyła oczy. Pędząca ściana ognia zastygła w połowie drogi i utworzyła wirujący lej. Samara machnęła ręką i ogniste tornado ruszyło w stronę Voldemorta, który krzyknął wściekle. Jego własne zaklęcie zwróciło się przeciwko niemu. Natychmiast wyczarował ogromną falę wody która ugasiła wirujące promienie. Tym razem pierwsza zaatakowała Samara. Pochyliła się i dotknęła wskazującym palcem prawej dłoni ziemi, która natychmiast zaczęła pękać. Voldemort musiał odskoczyć, aby nie zostać pochłonięty przez pękającą rozpadlinę. Oboje przerzucali się najrozmaitszymi klątwami. Ich walka toczyła się w zawrotnym tempie i po Samarze było już widać skrajne zmęczenie. Voldemort zauważył to i przyspieszył, rzucał klątwę za klątwą. Samara już się tylko broniła. Czarny Pan wysłał w jej stronę równocześnie dwie klątwy, jedno z nich ugodziło Samarę i odrzuciło ją do tyłu o kilka metrów. Voldemort zaryczał tryumfalnie i powoli ruszył w jej stronę.

- Sądziłaś, że możesz mierzyć się ze mną głupia! Nie istnieje magia potężniejsza od mojej i za chwilę się o tym przekonasz. – podszedł do niej złapał za gardło i podniósł do góry pokazując jak zdobycz.

Słudzy Czarnego Pana ryknęli z zadowolenia i wystrzeliwali w niebo snopy iskier. Voldemort odrzucił ją w miejsce gdzie stali Harry, Ron i Hermiona. Uderzyła całym ciałem o ziemię, a Czarny Pan rzucił w jej stronę klątwę – Crucio! – Samara wygięła się w łuk i krzyknęła z bólu wijąc się na ziemi. Harry próbował wyrwać się swoim przyjaciołom, lecz ci trzymali go zbyt mocno nie pozwalając mu na jakikolwiek ruch. – Crucio! – ponownie uderzyła ją klątwa, jeszcze silniejsza od poprzedniej.

- Tak, mój drogi Harry. – zwrócił się do niego cicho – Przyjrzyj się uważnie, bo właśnie umiera za ciebie kolejna osoba. Wyjdź z tej bańki i staw mi czoła. Nie okrywaj się większą hańbą! – okrążał barierę powoli przyglądając się mu. – Crucio! Crucio! – krzyki Samary ponownie rozniosły się po lesie. – Czy naprawdę chcesz nadal się temu bezczynnie przyglądać? – zapytał.

Samara drgnęła i podniosła głowę patrząc wściekle na niego ledwie łapiąc oddech.

 – Jeżeli uważasz, że ze mną już skończyłeś to jesteś zwykłym głupcem Tom. – wsparła się na rękach i uklękła próbując złapać równowagę. Voldemort zaśmiał się tak jak jeszcze nigdy.

– Ty? Imitacjo czarodzieja? Miałem nadzieje, że stać cię na więcej. – podszedł do niej i pochylił się nad nią. Wyszczerzył zęby i powiedział – Tyle słyszałem o twojej potężnej magii Samaro, gdzie ona się podziała? – Voldemort wyprostował się i zwrócił do swoich sług – Spójrzcie wszyscy! Tak wygląda potęga miłości! – Śmierciożercy wybuchnęli szyderczym śmiechem.

- To jeszcze nie koniec. – wyszeptała ledwie słyszalnie i podźwignęła się wykorzystując resztę sił. Voldemort odwrócił się w jej kierunku i wyszczerzył w paskudnym grymasie.


- Pokaż więc na co cię stać! – zarechotał.


Samara uniosła swoje dłonie wyżej, powoli zaciskała pięści z których wydobyło się światło. Voldemort przestał się uśmiechać i zaczął uważniej się jej przyglądać. W momencie, gdy zacisnęła do końca swoje pięści z jej dłoni wybuchnął płomień, który powoli zaczął obejmować całe jej ciało. Śmierciożercy krzyknęli z przerażenia. Voldemort cofnął się o kilka kroków nie spuszczając jej z oczu.

Płomienie objęły już całkowicie Samarę, która z ogniem tworzyła jedność. Spojrzała na wszystkich i zwróciła się w stronę Czarnego Pana, a jej głos nie brzmiał tak jak zwykle. Wydawał się daleki i przygłuszony jakby z innego świata.

- Powinniście w tej chwili zacząć uciekać. – skierowała się w ich stronę krocząc powoli. Kilku śmierciożerców przeraziło się i aportowało z lasu. Voldemort krzyknął w ich stronę – Tchórze! - Rozgorzała panika. Im bliżej była Samara tym więcej sług Czarnego Pana uciekało z polany. W pewnej chwili Samara przystanęła i rozłożyła ramiona. Gdy przymknęła oczy z jej ciała uwolniły się ogromne płomienie, które w błyskawicznym tempie skierowały się w stronę wrogów.
Voldemort wiedząc już, że niczego nie wskóra krzyknął wściekle i aportował się z zakazanego lasu z resztką swoich najwierniejszych sług. Gdy wszystko ustało, Samara odwróciła się w stronę Harrego, a chwilę potem runęła z całym impetem na ziemię. Harry, Ron i Hermiona krzyknęli.