czwartek, 19 maja 2016

Ogłoszenie parafialne!!!

Z radością pragnę obwieścić powstanie nowego opowiadania pt. "Minutes to midnight"


Prolog pojawi się najdalej do 22-05-2016. Póki co blog jest w budowie.

Tym sposobem oficjalnie zamykam rozdział opowieści Samary i Severusa.
Wszystkich śledzących moje poczynania zapraszam na nowego bloga. Na tym raczej się już nic nie wydarzy.
Jeżeli polubiliście poprzednie opowiadanie, to kolejne również powinno się Wam spodobać. Jak zwykle proszę wszystkich o ocenę treści rozdziałów.

Do zobaczenia pod drugiej stronie :)


niedziela, 15 maja 2016

The Prince Tale part 15

Zapraszam na ostatni rozdział The Prince Tale. Nim żegnamy Samarę i Severusa. Co było dalej dobrze wiecie z poprzedniego opowiadania. Szczerze to o wiele bardziej jestem dumna z tego opowiadania. Było pisane świadomie, od początku do końca wiedziałam co chcę przekazać. W Samara story szłam na żywioł i wyszło jak wyszło. 
Obecnie pracuję nad czymś nowym, również z tematu HP. Link do nowego bloga pojawi się kiedy będę wiedziała, że to co piszę nadaje się do upublicznienia. 
Jestem ciekawa opinii o całości The Prince Tale, więc zapraszam do komentowania. Krytyka mile widziana.


********************************************************************************


Oszukiwał sam siebie. Był zazdrosny i to jak jasna cholera. Nie znosił Black’a ze względu na to jak traktował go w szkole, ale też z jej powodu. Ta jej zawziętość i upór z jakim broniła go nawet przed Dumbledorem nie dawała mu spokoju. Teraz był jednak pewien, że tak właśnie traktowała przyjaciół, że oni wszyscy za siebie skoczyli by w ogień… Teraz to wiedział, jednak wtedy… wtedy kiedy przyłapał Black’a i Lupina we wrzeszczącej chacie… Trudno było mu opisać tą radość kiedy rozbroił go i przystawił mu różdżkę do karku. Mało brakowało, by się nie opanował, by dał się ponieść furii, która go rozsadzała.

Po pierwsze Lupin! Ten hipokryta, który śmiał twierdzić, że traktuje Samarę jak siostrę, nagle okazuje się współwinny. Po drugie Black! Ten, którego ona tak zacięcie broniła, ten z którym za szkolnych czasów tak świetnie się bawiła. Wdarł się do szkoły i zwabił młodego Pottera i jego przyjaciół w pułapkę. Wówczas przez głowę przeszła mu myśl: - „ ciekaw jestem co teraz byś powiedziała Samaro…” Po tym jeszcze bardziej się w nim zagotowało i o mały włos… Tak niewiele brakowało, aby zabił ich oboje. Teraz wiedział, jak wielki popełniłby błąd. Bo ona miała rację… zawsze ją miała… Nie był teraz pewien skąd miała pewność, że Syriusz jest niewinny. Nie sądził by wiedziała o zamianie strażników tajemnicy. Nie było jej już w kraju. To musiało oznaczać, że przyjaźń jej z Lupinem, Blackiem, Potterami i nawet z tym zdrajcą Pettigrew była wyjątkowa. Ufali sobie nawet, a może zwłaszcza po zdradzie jednego z nich.
On z ledwością ufał jej, i to tylko na jego własnych zasadach.  Przypomniały mu się jej słowa skierowane do młodego Pottera podczas jego dodatkowych lekcji obrony.

- Ja ufam profesorowi Snape’owi, powierzyłabym w jego ręce moje życie. Mimo, iż mamy wobec siebie osobiste urazy jestem w stanie mu ufać bez żadnych wątpliwości.

Chyba tylko ona to potrafi. Ufać komuś, kto kiedyś wyrządził jej wielką krzywdę. Pamiętał jak bardzo się wówczas zdziwił słysząc jej słowa. Jak bardzo miał ochotę wyśmiać jej naiwność. Jakiś czas później siedząc przy niej w skrzydle szpitalnym doszedł do wniosku, że to nie naiwność, lecz wielka odwaga.

Dosyć tego letargu! Poruszył prawą dłonią i pożałował tego w tej samej chwili. Ból jaki przeszył jego ramie był potworny. Z jego gardła wyrwało się ciche jęknięcie, a zaraz potem usłyszał słowa.


- Staraj się nie ruszać rękoma. Zajęło mi sporo czasu, aby ci je poskładać. – i już była przy nim. 

Patrzyła na niego tymi dużymi brązowymi oczami. Kolejny powód dla którego nikt nigdy nie uwierzy, że jest córką Albusa Dumbledore’a… Na twarzy nie było widać złości, z którą rozstawali się w czerwcu. Siedziała przy jego łóżku tak jakby nigdy nic się nie stało. Jakby ostatnia rozmowa nie miała miejsca. Czy to znaczy… Czy to znaczy, że jest… że traktuje go tak jak tamtych? Pomimo tego co zrobił? To nie możliwe – pomyślał – ale jeżeli ktoś mógłby mu wybaczyć wcześniejszą podłość, to mogła być to tylko ona. Nasunęło mu się pytanie, czy sam wybaczył sobie na tyle, by prosić o jej wybaczenie?







niedziela, 8 maja 2016

The Prince Tale part 14

Usłyszał trzaskający ogień w kominku i dźwięk nalewanego napoju do filiżanki. Uchylił oczy i natychmiast dotarło do niego, że nadal żyje. Jakim cudem? Nie pamiętał zbyt wiele. Jakieś urywki, migawki, ale nic co udzieliłoby mu odpowiedzi dlaczego leży w swoim łóżku, a nie na dnie mogiły. Spojrzał w bok i zobaczył ją. Siedziała w fotelu z zamkniętymi oczami, jedną ręką trzymając filiżankę z herbatą. A więc jednak… zapach białego bzu nie był omamem. Była tu, przy jego łóżku… Jest bardziej niż pewne, że to ona wyleczyła mu rany, nie znał nikogo lepszego... Natychmiast zaczął się zastanawiać co jej powie. Nie rozstali się w przyjaźni. Naskoczył na nią i jak zwykle wszystko potoczyło się nie tak jak sobie to zaplanował… Ponownie spojrzał na nią i zobaczył wyraźne zmęczenie na twarzy. Była blada i miała cienie pod oczami. Mimo wszystko była piękna. Nawet sposób w jaki trzymała filiżankę go fascynował. Prawie natychmiast przypomniał sobie słowa Lupina.

- Patrzyłeś na nią tylko dlatego, że fascynowało cię to, czego nie potrafiłeś zrozumieć.

Czy miał rację? Czy zwrócił na nią uwagę tylko dlatego, że była chodzącą zagadką? Czy była dla niego tylko wyzwaniem? Nie wiedział. Miał nadzieję, że nie. W innym przypadku byłby zwykłym bydlakiem, który ją wykorzystał. Ta myśl wstrząsnęła nim. Przymknął oczy i starał się sobie przypomnieć te wszystkie chwile z nią spędzone.

- Możesz mi powiedzieć jakim cudem, mimo iż jesteśmy w lochach to masz tu okna? – zaśmiał się i odłożył pióro.

- Wystarczy odpowiednie zaklęcie i mam okna, które ukazują dokładnie to, co dzieje się na zewnątrz. Może i moi uczniowie mówią o mnie nietoperz, ale wbrew pozorom lubię światło słoneczne…

- Uff…. Uspokoiłeś mnie. – zachichotała i podeszła do najbliższego okna. – To okropne, że musicie gościć Dementorów. Nie sądzę, aby miało to pomóc w ujęciu Syriusza.

- Dlaczego tak uważasz? – zapytał zaciekawiony.

- Skoro już raz im uciekł, to znaczy, że ma  sposób, aby przejść koło nich niezauważony.

- Ty coś wiesz. – zmrużył oczy, a ona odwróciła się w jego stronę zdziwiona.

- Ja? Niby skąd?

- Ciągle go bronisz, choć wszystkie dowody są przeciwko niemu. A teraz nagle mówisz, że Dementorzy go nie znajdą… - Samara westchnęła i odgarnęła z twarzy kosmyk włosów.

- Ty masz swoje zdanie na temat Syriusza, a ja swoje. – odpowiedziała wykrętnie i ponownie usiadła w fotelu równocześnie biorąc do ręki filiżankę z herbatą. – Poza tym gdybym coś wiedziała, z pewnością poinformowałabym o tym Dumbledore’a.

- Z pewnością. – poczuł się lekko urażony tonem jakiego użyła. Może właśnie dlatego nie zdążył ugryźć się w język i powiedział.

- Za szkolnych czasów doskonale dogadywaliście się… zwłaszcza z Blackiem. – zadrwił, a ona spojrzała na niego obojętnie. – Kto wie jakimi uczuciami kierujesz się w ocenie jego domniemanej niewinności. – zmieszał się, bo w kąciku jej ust dojrzał cień uśmiechu.

 - Severusie, nie każ mi proszę wdawać się z tobą w dyskusję na temat relacji łączących mnie z osobami, których ty całym sobą nie znosisz. A swoją zazdrość o mnie powściągnij… - wróciła ponownie do czytania książki zostawiając go całkowicie zszokowanego.

Cała ona – pomyślał…

Czy był zazdrosny? Nie wiedział, ale za każdym razem kiedy pomyślał o niej i o Black’u … że ona może czuć do niego coś więcej… a z nim się tylko bawi, że jest u niej tylko na zastępstwie… Dostawał furii. Miał ochotę powiedzieć jej żeby się wynosiła i więcej nie wracała, bo on nie jest zabawką, którą można po wszystkim odłożyć na półkę.

Nie powiedział jednak tego. Natychmiast przywołał na twarz maskę obojętności i wrócił do przerwanego zajęcia. Bądź co bądź – pomyślał – nie można mówić o zazdrości jeżeli nie ma uczucia… 


niedziela, 1 maja 2016

The Prince Tale part 13

Otworzył oczy i ujrzał to czego się nie spodziewał. Przecież odeszła, a Dumbledore nie chciał mu powiedzieć gdzie jest. Teraz stała nad nim i wpatrywała się w niego. Wróciła! Teraz będzie miał szansę wszystko wyjaśnić i błagać by nigdy więcej już nie odchodziła. Nie jesteś błędem! Słyszysz? Nie jesteś!

- Wróciłaś. – szepnął i chwilę po tym ponownie zapadła ciemność.

Było krótko przed północą, gdy wrócił zziębnięty, głodny a przede wszystkim wściekły. Nie ma jej. Nigdzie jej nie ma… Usiadł w fotelu ze szklanką ognistej. Skończyły mu się pomysły i nie miał już pojęcia gdzie może jej szukać. Wydawało mu się, że był już wszędzie, a ona jakby rozpłynęła się w powietrzu.  Nagle dotarło do niego jak niewiele o niej wiedział. Jak oboje z chorym wręcz uporem bronili dostępu do siebie. Czy ją w ogóle znał? Czy ona znała jego? Rozmawiali o rzeczach nieistotnych, nigdy o sobie. Nawet wówczas kiedy zapytał ją ostatniego wieczoru co ją dręczy, nie odpowiedziała mu. Mimo iż nie znał jej zbyt dobrze, to w jakiś sposób dźwięk jej imienia potrafił uciszyć szalejące w nim demony. A teraz? Zniknęła… Poczuł jak okruch lodu spada mu na dno płuc i dławi oddech. Przeraził go fakt, że tyle niewypowiedzianych słów przepadło na zawsze. A być może były one ważniejsze od tych wszystkich wypowiedzianych… nawet tych w gniewie. Przymknął oczy i zacisnął zęby. To już koniec… nie mam już siły, aby jej szukać… - pomyślał. Ciche pukanie do drzwi zmusiło go do otwarcia oczu. Kto u licha? – pomyślał i ruszył w kierunku drzwi.

- Dobry wieczór.

- To nie jest dobry moment… - otworzył szerzej drzwi i wpuścił dyrektora do środka.

Dumbledore omiótł spojrzeniem gabinet, a jego wzrok zatrzymał się na do połowy wypełnionej szklance ognistej.

- Widzę. – powiedział dobrodusznie. – Nie znalazłeś jej zatem? – zapytał.

- Nie. To koniec.

Albus podszedł do kominka i stał tam chwilę w ciszy. Snape obserwował go. Wydawał się być przygnębiony.

- Ogień… To fascynujący żywioł, nieprawdaż? – zapytał, ale Snape nie odpowiedział. – Łatwo go wskrzesić, ale trudno ujarzmić.

- Do czego zmierzasz? – zapytał już poirytowany. Nie specjalnie miał ochotę zagłębiać się w tajemnice żywiołów. Dumbledore odwrócił się w jego stronę.

- Ty i Samara macie wbrew pozorom bardzo dużo wspólnego. – zaczął – Oboje posiadacie pewne cechy charakteru, które komplikują najprostsze rzeczy.

- Skończyłeś już? – zapytał i niegrzecznie wskazał mu drzwi.

- Kochasz ja?

To było dobre pytanie. Nigdy się nad tym nie zastanawiał. Czasami wydawało mu się, że tak, ale chwile potem przychodziło racjonalne myślenie. Sam dokładnie nie wiedział jak nazwać łączącą ich relacje. Coś ich do siebie przyciągało i sprawiało, że rozumieli się bez słów. Nie wiedział czym to było, ale było cholernie mocne. Tak właściwie to jej nie znał… i nagle zdał sobie sprawę z paradoksu tej sytuacji. Nie było w jego życiu kobiety, której ufał tak bardzo.

- To nie twoja sprawa. – warknął – A ponieważ nie masz zamiaru powiedzieć mi gdzie jest, nie powinieneś w ogóle tu dziś przychodzić. – Usiadł ponownie w swoim fotelu zrezygnowany. – Przestań mnie dręczyć…

Albus przyglądał się mu przez chwilę i ruszył w kierunku drzwi. Na moment przystanął i powiedział.

- Wiesz, że nie mamy nieograniczonych szans by mieć to czego chcemy. Jestem już stary więc mogę ci powiedzieć z całą stanowczością, że nie ma nic gorszego niż utracić coś, co mogło zmienić twoje życie. – po tym wyszedł i już nigdy oboje nie wracali do tematu.

Nie odpuszczała tylko jedna osoba, po której by się tego nie spodziewał.

Następnego dnia w pokoju nauczycielskim było pusto i przyjął ten stan z radością. Rozsiadł się na kanapie przy kominku i zajął się sprawdzaniem prac trzeciorocznych. Jak zwykle mierny poziom… Gdy już szykował się do napisania soczystego komentarza na pracy Pottera do pokoju wszedł Lupin. Jęknął w duchu, lecz zignorował go. Po ostatniej pełni wyglądał kiepsko. Zalał sobie herbatę wrzątkiem i przysiadł się obok. Snape rzucił w jego stronę krótkie, ostrzegawcze spojrzenie.

- Odpuściłeś?- zapytał nic sobie nie robiąc z jego groźnych min.

- Słucham? – chyba się przesłyszał…

- Pytam czy już sobie odpuściłeś poszukiwanie Samary?

- Skąd ty… jak? – jąkał się bez sensu szukając odpowiedzi na pytanie jakim cudem Lupin wie o nim i o Samarze.

- Jestem dobrym obserwatorem… wbrew wszelkim pozorom. – zaczął – Jednak to nie jest odpowiedź na moje pytanie.

- Jeżeli sądzisz, że ci jej udzielę, to jesteś głupcem. – wstał i odszedł od niego.

- Ty się nawet nie starałeś jej zrozumieć, co?

- Ostrzegam cię… - warknął – Nie wtrącaj się w nie swoje sprawy! – prawie krzyknął.

Lupin zignorował go i ciągnął dalej.

- Jest fascynująca i wybitna. Uwierz mi, że nigdy nie spotkałem w swoim życiu kogoś takiego. Nie potrafiłeś dostrzec tego potencjału, który w niej drzemał. Już sam fakt, że potrafiła sprawić byś otworzył się przed nią, był wyczynem ponad ludzkie siły. To niesamowita dziewczyna, której ty nigdy nie zrozumiesz. Jesteś egoistą. Patrzyłeś na nią tylko dlatego, że fascynowało cię to, czego nie potrafiłeś zrozumieć.

- Powtórzę po raz kolejny… To nie twoja sprawa… nie wtrącaj nosa w coś, co cię nie dotyczy.

- Mylisz się. Traktuję ją jak młodszą siostrę. To staje się moją sprawą, kiedy widzę jak ktoś ją krzywdzi.

Tego było już za wiele. Wyszedł z pokoju nauczycielskiego z takim impetem, że omal nie przewrócił McGonagall w przejściu. Zdołał jeszcze usłyszeć jej głos.


- A temu co znowu?


niedziela, 24 kwietnia 2016

The Prince Tale part 12

Przez głowę przelatywały mu sceny ze swojego życia. Klatka za klatką, zupełnie jak źle zmontowany film. Oglądał to wszystko z pozycji widza i nie mógł uwierzyć, że tak właśnie wyglądało jego życie. Co się z nim stało? Nie był taki, a przynajmniej nie chciał być… Kiedyś, jeszcze jako chłopiec obiecał sobie, że nigdy nie będzie traktował osób, które kocha  tak jak jego ojciec traktował ich. Obiecał sobie być dobrym i opiekuńczym. Zamiast tego stał się cynicznym bydlakiem, który nie potrafił docenić tego co ma…

- Jeżeli myślałaś, że kierują mną głębsze uczucia, to jesteś zwyczajnie głupia Samaro! – sięgnął po szklankę z trunkiem i natychmiast wypił wszystko. Obserwował ją. Stała naprzeciwko niego, lecz nie patrzyła w jego stronę. Spodziewał się wybuchu gniewu, histerii, lub innych tego typu zachowań, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego skinęła lekko głową.

- Najwyraźniej jestem głupia. – powiedziała bez emocji. A nim coś targnęło. Dlaczego nie walczysz do jasnej cholery?!

- Ty ją nadal kochasz Snape? – zapytała patrząc mu w oczy, a on nie wytrzymał. Uderzył szklanką w blat stołu, a ta natychmiast się roztrzaskała.

- To nie twoja cholerna sprawa! – wykrzyczał jeszcze wiele słów, których był pewien będzie żałował.

- Jesteś błędem rozumiesz? – zapytał sycząc ze złości, a w jego głowie słyszał cichy głosik mówiący: „Opanuj się idioto, wcale tak nie myślisz… Spierdolisz wszystko!” Samara cofnęła się, a on walczył sam ze sobą. W końcu wyszła z salonu i udała się do łazienki. Zorientował się, że rozbite szkło rozcięło mu dłoń i krew skapuje na podłogę. Dobrze mi tak… Powinno się mnie izolować, nie potrafię się zaangażować. Ale ona również nie walczyła, poddała się… czyli był dla niej nic nie wart. Był zabawką, którą się bawiła. Tak… to na pewno dlatego… Mimo to poczuł zawód, że nie zobaczył jej łez, że nie próbowała go przekonać by zmienił zdanie. Nie… nie byłaby w stanie go prosić, wiedział to. Była zbyt dumna.

Drzwi łazienki się otworzyły i usłyszał jak przechodzi przez pokój w kierunku wyjścia. Zanim wyszła przystanęła i miał wrażenie, że go obserwuje. Zawsze potrafił wyczuć kiedy był obserwowany, tym razem nie było wyjątku. Może liczyła na to, że w ostatniej chwili zmieni zdanie i przeprosi… Nie potrafiłby. Ona również chyba to wiedziała, bo po chwili drzwi zamknęły się za nią z cichym kliknięciem. Mógł już swobodnie odetchnąć. Obrócił się i zobaczył leżącą na łóżku koszulę, którą tej nocy miała na sobie. Podszedł, podniósł ją i zbliżył do nosa. Biały bez… niezmienny. Wiedział, że od teraz jej zapach będzie go prześladował.

Tej nocy nie zmrużył już oka.

Następnej nocy nie było lepiej. Ze wszystkich sił starał sobie przypomnieć dlaczego kazał jej odejść? Co sprawiło, że podjął taką decyzję? Sam nie wierzył, że zdecydował się zakończyć wszystko na podstawie ich wcześniejszej rozmowy… To głupie! Jak mógł być takim idiotą? Dotarło do niego co zrobił. Zachował się jak ostatni bydlak. Powiedział jej tyle złego. To nieprawda, że była błędem. Wydawało mu się teraz, że była wszystkim.

Była druga nad ranem, gdy zerwał się gwałtownie z łóżka, ubrał i prawie biegiem udał się do gabinetu dyrektora. Nie spał, otworzył mu i chyba nawet nie zdziwił się, że widzi go o tej porze.

- Wejdź. – powiedział spokojnie.

- Muszę wiedzieć, gdzie ją mogę znaleźć.

- Przykro mi. – powiedział dyrektor siadając w fotelu. Zdjął okulary i przetarł zmęczone oczy. – Samara jest już daleko.

- Powiedz mi gdzie? Muszę ją odszukać, muszę wytłumaczyć!

- Wytłumaczyć? – zapytał patrząc na niego z ukosa – Wydaje mi się, że dosyć jasno poinformowałeś ją, że jest tylko kolejnym błędem w twoim życiu.

- Wiem co jej powiedziałem! – krzyknął – Właśnie dlatego chcę ją odszukać… Przez ostatnie dwanaście lat nie prosiłem cię o nic… Pomóż mi… - podszedł do niego i wyłapał jego świdrujące spojrzenie. Albus ponownie westchnął.

- Chciałbym, bo widzę, że naprawdę żałujesz swoich słów, ale nie mogę. Obiecałem jej to.
Spojrzał na Albusa niedowierzając. Czyli co? To już? Koniec? Nic się nie da zrobić? Usiadł zrezygnowany na krześle i wyrzucał sobie w myślach od idiotów.
Albus w tym czasie podszedł do niego i położył dłoń na ramieniu.


- Nie mogę ci powiedzieć, gdzie jest, ale szukaj jej. Szukaj, bo być może odnajdziesz więcej niż spodziewasz się znaleźć. 




piątek, 15 kwietnia 2016

The Prince Tale part 11

Leżał na czymś miękkim i coś miękkiego go okrywało. Było mu ciepło i przyjemnie. Miał zamknięte oczy, a przynajmniej tak mu się wydawało. Nadal jednak nie był w stanie się poruszyć, a może po prostu nie próbował? Może śnił i właśnie się obudził? A może nadal śni? Gdzieś w oddali usłyszał szelest szat i ponownie poczuł zapach białego bzu. Tak… to na pewno sen…

Szedł ciemnymi korytarzami szkoły, starał się by jego kroki nie były słyszalne. To mogłoby ostrzec wałęsających się uczniów, a wówczas być może udałoby im się uniknąć szlabanu za nocne wędrówki. Przystanął nagle przy kamiennym posągu, ponieważ usłyszał głosy. Nie byli to uczniowie. Najciszej jak tylko mógł podszedł bliżej, by przyjrzeć się dokładniej. Na końcu korytarza stała ona oparta o ścianę, a obok niej stał Dumbledore. Schował się za kolejnym posągiem jakiegoś rycerza i nasłuchiwał.

- Martwię się o ciebie. – powiedział z wyraźną troską Albus

- Nie masz powodu.

- Jak długo to już trwa? – zapytał.

- Kilka tygodni.

- Bądź ostrożna. – powiedział po chwili milczenia.

- Co masz na myśli? – uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

- Mam na myśli to, byś nie działała pochopnie. Severus wiele przeżył… - urwał.

- Myślisz, że o tym nie wiem? Myślisz, że patrząc mu w oczy nie widzę ukrytych tam cieni jego przeszłości?– Odeszła od niego na parę kroków. – Mylisz się… doskonale wiem w co się pakuję.

- Jeżeli naprawdę ci na nim zależy, musisz być cierpliwa. Pamiętaj związek z nim to błądzenie w mroku.

- Zapomniałeś już chyba, że ja ten mrok znam lepiej niż ktokolwiek. – spojrzała mu wymownie w oczy – Ja doskonale widzę w tym mroku, bo zostałam z niego stworzona. Jestem jego częścią.

-Samaro... Nie jesteś mrokiem, jesteś światłem, które go rozprasza. Proszę cię tylko byś działała rozważnie.

- To w końcu martwisz się o mnie, czy o niego? – zapytała, a on westchnął.

- O was oboje. – podszedł do niej i położył swoje dłonie na jej ramionach. – Ty dźwigasz ogromne brzemię, on bagaż przeżyć. W razie pomyłki… - urwał i zawahał się – Z tego co mówisz wynika, że jest między wami coś magicznego, nie ma co zaprzeczać. I przez tę magię trudno będzie wam zapomnieć.

- Tato… - widział jak podchodzi do okna i opiera się o parapet.

- Dawno tak do mnie nie mówiłaś. – przyznał.

- Bo dawno nie zachowywałeś się jak ojciec.  – spojrzała na niego – Nie martw się o mnie… podjęłam dobrą decyzję.

- Tak, tak, nie wątpię w to. Tylko wiesz co mnie martwi najbardziej?

- Co takiego?


- Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą cię ranić.



środa, 6 kwietnia 2016

The Prince Tale part 10

To chyba już… to ten moment. Poczuł jak jakaś siła podrywa go i miał wrażenie, że unosi się w powietrzu. To całkiem miłe uczucie… - pomyślał - … jak na umieranie. Poczuł chłód i zdziwił się. Chyba nie powinien nic odczuwać, prawda? Ale skąd niby miał wiedzieć? Nigdy jeszcze przecież nie umierał. Poczuł jak czyjaś dłoń chwyta go delikatnie za jego i w sekundę po tym poczuł znajome szarpnięcie w okolicach pępka. Aportacja? Tak właśnie przebiega przejście na drugą stronę? Nie mógł pozbyć się wrażenia, że trzymał już tą dłoń w swoich. Ta dłoń błądziła po jego ciele, kiedyś… wiele lat temu, a może nawet i całych stuleci.

Kiedy się obudził w pierwszej chwili nie wiedział gdzie jest. Dopiero po paru sekundach uświadomił sobie wszystkie zdarzenia minionych godzin. Spojrzał na miejsce, w którym powinna leżeć ona. Nie było jej. Drzwi sypialni były uchylone i dostrzegł światło sączące się z gabinetu. Wstał i założył spodnie spoglądając na blizny pozostawione mu przez śmierciożerców. Miała rację… pamiątka do końca życia. Ruszył cicho w kierunku swojego gabinetu otworzył delikatnie drzwi, stała tam… twarzą zwrócona do kominka w którym wesoło trzaskał ogień. Ubrana jedynie w jego białą koszulę zapierała mu dech w piersiach. Po raz kolejny zdał sobie sprawę z tego jaka jest piękna i jak nieprawdopodobne jest to, że jeszcze tak niedawno pozwalała mu na taką intymność. Mogła mieć każdego, dziwiło go więc, że wybrała jego. Doskonale wiedział jak wygląda. Nie potrzebował codziennie patrzeć w lustro by sobie o tym przypominać. Ona jednak… ona była inna. Stała tam na boso wpatrując się w płomienie, a on nagle się przestraszył… przestraszył się, że zdała sobie sprawę z tego co się stało, że żałuje i szuka teraz odpowiedniej wymówki. Zrobił krok w tył próbując się wycofać.

- Powinieneś odpoczywać. – powiedziała nadal wpatrując się w płomienie.

- Czuje się lepiej.

- Dało się zauważyć. – zażartowała i spojrzała na niego przez ramię.

- Dlaczego nie śpisz? – zapytał podchodząc do niej.

- Można powiedzieć, że ładuję baterie. – nie do końca rozumiał, ale nie miał zamiaru zagłębiać się w temat. Spojrzała na jego tors pokryty świeżymi bliznami. – Nie udało mi się ich uniknąć, przepraszam. – powiedziała jednocześnie gładząc je palcami. Poczuł przyjemny dreszcz pod wpływem jej dotyku.

- To nic. - Ich spojrzenia spotkały się i mógłby przysiąc, że na jedną chwilę czas się zatrzymał. Nie wiedział więc jakim cudem zdołał ją zapytać.

- Żałujesz? – Zmrużyła oczy. Zrobiła krok w jego stronę, wspięła się na palcach i złożyła na jego ustach pocałunek. Krótki i ulotny zupełnie jak muśnięcie motylich skrzydeł. Cofnęła się i powiedziała.


- Nie żałuję. – mógłby przysiąc, że usłyszała jak kamień spadł mu z serca. – Poza tym, mam nadzieję tu przyjść jutro. Nie doczytałam w końcu książki, którą zaczęłam czytać dwa dni temu. – posłała mu promienny uśmiech, a on pokiwał głową czując jak jej dłoń wsuwa się w jego. Zacisnął delikatnie palce wokół niej i trwali tak złączeni dłuższą chwilę wpatrując się w płomienie.