poniedziałek, 21 marca 2016

The Prince Tale part 8


Każdy oddech sprawiał mu nadludzki wysiłek. Dostrzegł, że zaczyna świtać. Czyli spędził tu już całą noc. Zapach białego bzu coraz intensywniej nęcił go. Zaczynam wariować – pomyślał. Chwilę po tym przy swoim uchu usłyszał syk.

- Zginiesz jeszcze dziś. – Czarny Pan w końcu znudził się nim i będzie mógł umrzeć. Powitał tą myśl niemal z euforią. Gdyby był w stanie zaśmiałby się. Ponownie zaczął tracić przytomność, lecz coś huknęło i przywróciło mu zmysły. Tak pomyślał, lecz po chwili zwątpił, a wręcz uwierzył w swoją niepoczytalność.

 - Będziesz musiał przełożyć swoje plany Tom! – usłyszał jej głos. Pewny siebie i lodowaty. Był jednak pewien, że jest to kolejny objaw obłędu w który wpędziły go tortury. Obłęd ten jednak wydał mu się zbawienny. Może niczego już nie poczuje. Może odejdzie za kilka chwil myśląc o niej. Taka śmierć nie wydawała się mu zła. To była dobra śmierć, śmierć w jej towarzystwie…

- Długo zamierzasz tu sterczeć? – sprowadził ją na ziemie, widząc jej zdziwienie wymalowane na twarzy. Czy naprawdę wszyscy myślą, że ja cały czas jestem zapięty po samą szyję? Czy nawet w czasie wolnym nie mogę sobie pozwolić na luźniejszą koszulę? Weszła do gabinetu niepewna. Zdziwił się, zawsze emanowała z niej wręcz patologiczna pewność siebie. Przystanął przy regale z książkami i oparł się o niego nie spuszczając z jej oczu. Szła powolnym krokiem w kierunku jego biurka. Obserwował ją z boku i widział w jej oczach pożądanie… pragnęła tej książki. Od dawna wiedział, że jest molem książkowym. Zaczytywała się praktycznie we wszystkim, a Dumbledore twierdził, że przeczytała już wszystkie tutejsze wydawnictwa, nawet te z działu ksiąg zakazanych. Teraz przeszukuje prywatne księgozbiory w poszukiwaniu tych książek, których jeszcze nie zdążyła przeczytać. Widział jak wyciąga rękę w kierunku czekającego na nią tomu, lecz po chwili cofa dłoń i z wahaniem odwraca się w jego stronę.

- Byłem ciekaw kiedy sobie o mnie przypomnisz. – zakpił z rozkoszą. W końcu to on będzie górą.

- Czy mogę? – zapytała, a on tylko wzruszył ramionami i ruszył w kierunku biurka. Usiadł na swoim miejscu i zajął się sprawdzaniem prac, pozornie nie zwracając na nią uwagi.

Wzięła do ręki książkę i przez dłuższą chwilę przyglądała się jej z podziwem. Dawno nie widział takiej pasji w oczach.

- Ciekawa jestem, Severusie w jaki sposób wszedłeś w posiadanie tej książki? – zapytała, a on westchnął. Skąd wiedział, że to pytanie padnie?

- Czy to takie ważne? – spojrzał na nią i wiedział, że nie da za wygraną. Jej oczy świdrowały go w taki sam sposób jaki miał w zwyczaju robić to Dumbledore. Ten sam nieznoszący sprzeciwu wyraz twarzy. To zadziwiające jak pomimo tego iż nie są ze sobą spokrewnieni, są do siebie podobni.

- Bycie poplecznikiem Czarnego Pana widocznie miało swoje dobre strony. – zakpił i zobaczył jak robi się jej głupio. O właśnie, o to mu chodziło… Pokazać jej, utrzeć jej ten zarozumiały nos.

- Przepraszam. Pójdę już, nie będę ci przeszkadzać. – wycofała się, a on zaśmiał się w duchu i machnął różdżką. Nie wierzył, że jest taka naiwna. Chyba naprawdę uwierzyła w to, że będzie mogła zabrać książkę do siebie! Ona jest warta więcej niż ktokolwiek byłby w stanie zapłacić. Mógłby ją sprzedać gdyby chciał i już w spokoju doczekać starości opływając w luksusy. Ale nie chciał…

Odwróciła się zdziwiona zamkniętymi drzwiami, a on z satysfakcją wypisaną na twarzy zapytał.

- Chyba nie sądziłaś, że pozwolę ci wyjść z tą książką? Na całym świecie są jej tylko trzy egzemplarze. – Z radością stwierdził, że jej mina w całości, a nawet z nawiązką zrekompensowała mu dotychczasowe docinki z jej strony.

- Jak to? To gdzie mam ją przeczytać? Tutaj? – zapytała piskliwie.

- Owszem. – wskazał jej dłonią fotel naprzeciwko niego. Wstał i podszedł do stolika na którym stał dzbanek i dwie filiżanki.

- Masz ochotę na herbatę?- zapytał rozbawiony. Musiał przyznać, że bawił się wyśmienicie. Jej zakłopotanie rozśmieszało go na tyle, że musiał bardzo panować nad sobą, aby nie roześmiać się jej prosto w twarz.

- Wiesz, że nie zdołam przeczytać jej w jeden wieczór?

- Jestem tego świadomy. – nalał herbaty do filiżanek i postawił przed nią jedną z nich. Obserwowała go uważnie i już miał ochotę zapewnić ją, że nie dolał tam żadnej trucizny, ale powstrzymał się ponownie wracając do przerwanej pracy. Czuł na sobie jej wzrok. Nie bez satysfakcji stwierdził, że bardzo się mu to podoba. Chwilę po tym otworzyła książkę na pierwszej stronie i zatopiła się w lekturze. Teraz to on obserwował ją, niczego nie świadomą. Miała ładne usta, kształtne… pełne… malinowe. Skrzywił się na tę myśli jednak spoglądał nadal. Kości policzkowe ładnie podkreślały jej niebanalną urodę. Widział już wiele kobiet i żadna nie zrobiła na nim takiego wrażenia. Oczywiście nawet na najgorszych torturach nie przyznałby się do tego. Było w niej jednak coś takiego, co nie pozwalało oderwać od niej swoich myśli. Hipnotyzowała i przyciągała, przez chwilę zaczął się zastanawiać, czy nie stosuje jakiś czarów, ale nie… już dawno był odporny na tego typu magie. Musiało w niej coś być… tylko co?

poniedziałek, 14 marca 2016

The Prince Tale part 7


Co było w niej takiego, że nawet w obliczu śmierci nie jest w stanie przestać o niej myśleć? Zawsze uważał, że to Lily będzie tą  osobą, o której będzie myślał w takiej sytuacji. Co więc w niej było? Czy to ta jej pewność siebie, czy te ukradkowe spojrzenia, które kierowała w jego stronę kiedy myślała, że nie patrzy. A on patrzył… zawsze patrzył tylko na nią. Nawet kiedy bardzo nie chciał, kiedy wydawała mu się irytująca i zarozumiała. Patrzył jak podczas czytania książki bawi się kosmykiem włosów, całkowicie nie świadoma tego co robi. Czasami łapał się na tym, że z zamkniętymi oczami wyłapywał jej zapach. Były chwile, że zanim wszedł do gabinetu dyrektora wiedział, że ona już tam jest. Hipnotyzujący zapach białego bzu roztaczał się wokół niej.

Leżąc na kamiennej podłodze i brodząc we własnej krwi wyczuł jej zapach. To już agonia – pomyślał.


- Lupin? Chyba oszalałeś?! – wstał zdenerwowany.

- Mówię całkiem poważnie. Już się zgodził. Co o tym sądzisz Minerwo?

- Cóż… - zawahała się -  jeżeli jesteś pewien swojej decyzji, to ją poprę.

- Czy wyście oszaleli? Sprowadzać do szkoły wilkołaka? Czy wiecie co się będzie tu działo, gdy prawda wyjdzie na jaw? Co grozi uczniom z jego strony? Jesteście tego świadomi?

- Jestem świadomy konsekwencji. Severusie, przecież jest sposób na opanowanie jego zapędów i ty dobrze o tym wiesz. – powiedział dyrektor z naciskiem.

- I co? I może jeszcze ja  będę musiał mu ten wywar przygotowywać?

- Tak. - Snape prychnął wściekle.

- Cudownie. – zakpił - A co ty o tym sądzisz? Skoro już tu siedzisz to się wypowiedz. – warknął w jej stronę, a ona leniwie podniosła na niego swój wzrok. Trochę trwało zanim się odezwała.

- Nie jestem tu od ingerowania, ani od oceniania podejmowanych przez was decyzji. Jednak skoro tak bardzo upierasz się, aby poznać moje zdanie na ten temat, to jako osoba, która zna Remusa Lupina mogę z całą stanowczością powiedzieć, że będzie on dobrym nauczycielem. Trzeba tylko dać mu szansę… - umilkła, lecz po chwili dodała patrząc mu prosto w oczy – Nie będę ci przypominać, że ty również kiedyś ją otrzymałeś. – Cofnął się o krok i w złości zacisnął pięści. Miał ochotę wyjść z gabinetu i trzasnąć drzwiami. Zamiast tego wyprostował się dumnie.

- Decyzja zapadła. – powiedział dyrektor przerywając niezręczną ciszę. – Jest druga sprawa. Syriusz Black.

- No tylko mi nie mów, że zwerbujesz tego mordercę jako nauczyciela? Chociaż czemu nie – zakpił – mógłby uczyć… Kto wie może nawet będzie trenował szkolne drużyny quidditch’a.

- Severusie… - zaczął Albus – Black uciekł dzisiejszej nocy z Azkabanu. Jutro ta informacja będzie podana do publicznej wiadomości. Harry jest w niebezpieczeństwie.

- Jakim cudem udało mu się zbiec? – zapytała zszokowana McGonagall.

- Nie wiem. – powiedział bezradnie dyrektor i przetarł zmęczone oczy. – Do czasu powrotu do Hogwartu Harry nie będzie bezpieczny. Samaro – zwrócił się do niej – po raz kolejny zmuszony jestem prosić cię o przysługę. – Wszystkie twarze w gabinecie zwróciły się w jej kierunku.

- Wiesz, że zrobię co w mojej mocy. Choć znasz moje zdanie na temat Syriusza… - powiedziała patrząc mu w oczy – nie wierzę, by był w stanie zdradzić Jamesa i Lily. – Snape zaśmiał się.

- Może mi jeszcze powiesz, że to nie on zabił Pettigrew i kilku innych mugoli?

- Nie będę z tobą rozmawiała na ten temat. – rzuciła mu wściekłe spojrzenie – Nie jesteś w tej kwestii obiektywny. Pozwolę sobie tylko zauważyć, że znałam ich wszystkich troszeczkę lepiej niż ty! – wstała z miejsca i minęła go już bez słowa stając przed kominkiem. Zapach jej perfum pod wpływem ruchów wypełnił gabinet i przez chwilę Snape miał problem ze skupieniem myśli.

- Żegnam wszystkich. – złapała garść proszku fiu i już jej nie było.

niedziela, 6 marca 2016

The Prince Tale part 6

Nie mógł sobie darować tego w jaki sposób przebiegło ich ostatnie spotkanie. Tuż przed tym jak opuściła Hogwart. Nie w taki sposób chciał się z nią pożegnać. Miał nadzieję, że wyjaśnią sobie wszystko… że ona powie… ale nie powiedziała i wszystko potoczyło się nie tak… nie tak jak powinno. Krew z nosa zalała mu twarz i pociemniało mu w oczach.

- Moja odpowiedź nadal brzmi nie. – powiedziała spokojnie. Zatrzymał się w przedsionku pomiędzy wejściem, a gabinetem dyrektora. Usłyszał jak Dumbledore wzdycha bezradnie.

- Dlaczego? Nadajesz się na to stanowisko jak nikt inny. – dobrze wiedział o jakim stanowisku mówił dyrektor i poczuł ukłucie zazdrości, lecz chwile po tym zamarł, gdyż ona zapytała.

- A Severus? Dlaczego nie rozważysz jego prośby? Dobrze wiem, że od lat stara się o to.

- Znasz powody dla, których nie powołam go na nauczyciela obrony. – urwał na chwilę – A Harry? Byłabyś blisko niego, gdybyś się zgodziła.

- Nie muszę być tu nauczycielem, aby być blisko niego. – usłyszał jej kroki i szelest szat – Nie wykorzystuj mojego bólu związanego z niemożliwością kontaktowania się z nim.  – ostatnie słowa powiedziała z wyczuwalną złością. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli.

Usłyszał jak Dumbledore usiadł i dosunął swój fotel do biurka.

- Przepraszam. Czasem się zapominam. – urwał, by dodać zmęczonym głosem - Lockhart w św. Mungu i brak perspektyw na nowego nauczyciela…

- Swoją drogą, nie mogę uwierzyć, że go zatrudniłeś? Chyba nie uwierzyłeś w te jego wątpliwe dokonania? Z daleka czuć było od niego zwykłym oszustem.

- Samaro, nie miałem wyboru. To stanowisko od dawna cieszy się złą sławą. Brak chętnych zmusił mnie do podjęcia tej decyzji i nie, nie byłem taki naiwny by uwierzyć w jego dokonania.

- Powinieneś rozważyć propozycję Severusa i ściągnąć do szkoły Horacego Slughorna na jego miejsce. – urwała, lecz chwile po tym ponownie powiedziała – Dobrze już dobrze nie wywracaj oczami, bo ci tak zostanie. Nie naciskam. Pójdę już, jest dosyć późno. Pozwolisz skorzystać z kominka, bo wyjście z twojego gabinetu chwilowo jest okupowane.

Snape zamarł. Jakim cudem wiedziała, że tu jest? Nie było czasu się nad tym zastanowić, musi wyjść z tego z twarzą. Pchnął więc drzwi i  wszedł z wysoko uniesioną głową. Ona stała już w kominku w garści trzymając proszek fiu.


- Podsłuchiwanie jest w złym guście, Severusie. – mrugnęła do niego okiem i zniknęła w szmaragdowych płomieniach.


niedziela, 28 lutego 2016

The Prince Tale part 5


Dlaczego do jasnej cholery nadal żyje? Co go tu jeszcze trzyma? – zastanawiał się wypluwając skrzepy zaschniętej krwi z ust. To chwilowo ułatwiło mu oddychanie. Ach tak… ona… - westchnął w duchu – to ona trzyma mnie przy życiu.

- Chciałeś mnie widzieć? – zapytał stając tuż przed biurkiem dyrektora.

- Tak. – westchnął wstając z fotela i podchodząc do niego. – Lucjusz Malfoy przekupił radę szkoły i obawiam się, że w ciągu kilku dni zostanę zwolniony ze stanowiska dyrektora Hogwartu. – Oparł się o biurko i spojrzał w stronę feniksa, który wyglądał już nie najlepiej.

- Chcesz powiedzieć… - zaczął.

- Tak, szkoła będzie w niebezpieczeństwie, a zwłaszcza Harry i oboje musicie zrobić wszystko, aby nie dopuścić do nieszczęśliwych zdarzeń.

- Oboje? – zapytał zdziwiony i rozejrzał się po gabinecie. Nie widział jej gdy wszedł. Nie mógł. Siedziała w fotelu w rogu komnaty spowitej półmrokiem. Wstała i wyłoniła się z otaczających ją ciemności. Zmrużył oczy, bo w pierwszej chwili jej nie poznał. Widział ją po raz ostatni gdy miała dwanaście lat. To jasne, że się zmieniła. Nie przypominała już dziecka. Wręcz przeciwnie… Była od niego sporo niższa, jednak nie należała do osób o skromnym wzroście. Długie brązowe włosy delikatnie skręcone na samych końcach spływały po jej ramionach. Ciemnozielona szata opływała jej ciało z diabelską dokładnością ukazując kształty. Uświadomił sobie nagle, że po raz pierwszy od śmierci Lily patrzy na inną kobietę i widzi coś więcej niż „zużywacz do tlenu”.  Zmieszał się i ona musiała to zauważyć, ponieważ zmrużyła oczy i uśmiechnęła się z satysfakcją.

- Mniemam, że nie muszę was sobie przedstawiać? – zapytał dyrektor obserwując ich uważnie.

- Nie trzeba. – odpowiedziała ona, nadal patrząc na niego oceniająco.

Niech ona przestanie! – myślał. Podeszła do niego kocim krokiem i wyciągnęła dłoń.

- Witaj. Dawno się nie widzieliśmy. – Spojrzał jej w oczy… w jej brązowe jak czekolada oczy. Przy świetle świec mieniły się różnymi odcieniami, od złota do czerni. Ciemny makijaż wokół nich tylko uwydatnił ich piękno. Merlinie… o czym ja myślę… - pomyślał i odwzajemnił uścisk dłoni.

- Dawno. – odetchnął, gdy usłyszał swój pełen obojętności głos.

Po tym dość oschłym przywitaniu odwrócił się ponownie do Albusa.

- Czego ode mnie oczekujesz?

- Oczekuję, że po moim odejściu, zrobisz wszystko by nie dopuścić do śmierci któregokolwiek z uczniów. Ataki nasilają się i tylko cudem uniknęliśmy do tej pory tragedii. Masz być moimi oczami i uszami, Severusie. – spojrzał na niego znad swoich okularów i świdrował go spojrzeniem. – Resztą zajmie się Samara.

Ponownie pozwolił sobie by na nią spojrzeć. Stała o dwa kroki za nim z założonymi za siebie rękoma i przyglądała się feniksowi, który już naprawdę wyglądał fatalnie i tylko kilka dni dzieliło go od odrodzenia. Zdziwił się gdy zorientował się, że w jej oczach widać troskę i niepokój o ptaka. To głupie – pomyślał – to feniks! Odrodzi się i znowu będzie urzekający! Nie ma o co się martwić! Z resztą co ja tam wiem… - odwrócił wzrok.

- To wszystko?


- Tak – pokiwał głową – to wszystko. – Snape skinął i skierował w stronę drzwi uraczając też ją niemrawym skinieniem głowy.



niedziela, 21 lutego 2016

The Prince Tale part 4.

Z pewnego rodzaju radością uświadomił sobie, że przestał odczuwać zadawane mu tortury. To dobry znak – pomyślał – To znaczy, że zbliża się koniec. Organizm się poddaje. Może uda mu się umrzeć zanim Czarny Pan wyda ostateczny wyrok. To byłoby dobre – pomyślał zarozumiale – po raz ostatni zrobić mu na złość i odejść szybciej… bez jego pozwolenia…

- Leniwy i arogancki, zupełnie jak jego ojciec!

- Uważam, że przesadzasz. Pozostali nauczyciele mają go za wrażliwego i utalentowanego chłopca. Ja osobiście uważam, że jest ujmujący. – powiedział Dumbledore przeglądając od niechcenia proroka codziennego. Snape prychnął i zrobił kwaśną minę.

- Harry ma więcej z matki. Spójrz na niego pod tym kątem, Severusie. Przecież wiesz jaka była jego matka. – spojrzał na niego prowokująco.

- Przestań. – syknął i wycofał się do drzwi. Nie chciał prosić o udzielenie mu pozwolenia na opuszczenie gabinetu. Zanim jednak zdążył wyjść usłyszał.

- Miej oko na Quirrella. – Zatrzasnął za sobą drzwi nie oglądając się już za siebie.


Jego całe życie kręciło się  wokół poddaństwa. Od zawsze zależał od kogoś. Nigdy nie decydował sam o sobie. Najpierw Czarny Pan ze swoim autorytaryzmem i bezwzględnością. Na początku imponował mu. Przez bardzo krótki moment w swoim życiu chciał być jak on. Chciał doprowadzić do zgładzenia szlam i mugoli. Chciał by tylko czarodzieje czystej krwi mieli prawo o decydowaniu o losach świata. Sam wyparł się swojego mugolskiego ojca już dawno temu. Był zawzięty… przez ten krótki moment chciał zabijać szlamy. Teraz już wiedział, że było to tylko poczucie krzywdy po tym jak dowiedział się, że Lily wyszła za mąż za tego Pottera. Za to ścierwo, które zatruwało mu życie w Hogwarcie. Chciał by oboje cierpieli. To był tylko jeden moment, krótka chwila… Wkrótce przyszło otrzeźwienie i zwrócił się w stronę Dumbledore’a. Służba u niego, tylko pozornie wydawała się łatwiejsza. Nie musiał zabijać, nie miał rąk ubroczonych krwią, jednak wiedział, że przyjmując wieczystą przysięgę nakłada na siebie jarzmo kajdan. Był marionetką, rzucaną do różnych zadań. Z miesiąca na miesiąc coraz trudniejszych. Gdyby nie to, że co dzień widywał jej oczy, już dawno skończyłby ze sobą.





niedziela, 14 lutego 2016

The Prince Tale part 3

Dziś trochę wcześniej niż zwykle.
Kolejny rozdział wyrwany wprost z kanonu, obiecuję, że to przedostatni. Tak jak pisałam wcześniej użycie kanonu jest tu niezbędne do spójnego scalenia historii. Jakieś pytania jak dotąd? 


Chciałbym umrzeć, chciałbym już umrzeć. – myślał. Tylko perspektywa rychłej śmierci dodawała mu otuchy i powstrzymywała go przed błaganiem. To się kiedyś skończy i powitasz śmierć jak dawno niewidzianego przyjaciela. – ta myśl niespodziewanie wlała mu do serca sporą dawkę siły. Ta siła sprawiła, że nie krzyknął z bólu gdy Czarny Pan zmiażdżył mu dłoń stopą.

- Jej synek żyje. Ma jej oczy, dokładnie takie same. Na pewno pamiętasz kształt i kolor oczu Lily Evans, co?

- Przestań! Ona umarła… odeszła.

- Masz wyrzuty sumienia, Severusie?

- Chciałbym… chciałbym umrzeć.


Zobowiązał się do ochrony chłopca. Jej syna. Syna tego znienawidzonego Pottera. Już sama myśl o tym doprowadzała go do wściekłości. Miał jednak nadzieje, że nie będzie musiał nic robić. Czarny Pan zniknął i choć Dumbledore uparcie twierdził, że nadejdzie dzień, że kiedyś powróci i chłopiec będzie w śmiertelnym niebezpieczeństwie, starał się nie dopuścić tych myśli do siebie. Nie wie czy będzie w stanie wykrzesać z siebie tyle sił, aby patrzeć na niego i nie widzieć przed sobą aroganckiego James’a. Miał nadzieję, że jego oczy faktycznie są takie same jak oczy Lily. Może choć to zrekompensuje mu cierpienie. Może uda mu się zobaczyć w nich odbicie jej samej. Może te oczy sprawią, że ucichną wyrzuty sumienia. Może te oczy sprawią, że nie będzie chciał już umrzeć.


niedziela, 7 lutego 2016

The Prince Tale part 2.

Kolejne dwa rozdziały będa króciutkie. Wykorzystałam w nich sceny z kanonu, w których prawie nic nie zmieniła. Jest to celowe.
========================================================================
Marzył już tylko o śmierci. Zadawany mu ból tylko się wzmagał i prowadził do obłędu. Na jego ciele nie ma już miejsca nie doświadczonego torturami. Nie… Nie poprosi o śmierć. Nie poniży się aż tak…

- Nie zabijaj mnie!

- Nie miałem takiego zamiaru.

Szum wiatru zagłuszył trzask, z jakim aportował się Dumbledore.

- A więc, Severusie, co Lord Voldemort chce mi przekazać?

- Nie… nic… ja sam tu przyszedłem! Ja chciałem ostrzec… nie, chciałem prosić….

- O co mógłby prosić mnie śmierciożerca?

To pytanie było dla niego jak solidnie wymierzony policzek. Ale dobrze, zasłużył sobie. Był nikim, był zerem, był nic nie wartym śmieciojadem. Brzydził się sam siebie, ale musiał spróbować, dla niej…

- Więc ukryj ich gdzieś. Ukryj ją… Ich wszystkich. W jakimś bezpiecznym miejscu. Błagam.

- A co mi dasz w zamian, Severusie?

- W zamian? Wszystko.


Odda wszystko by przeżyła. Nie obchodzi go, że będzie z nim, z Potterem. Nie obchodzi go, że mają syna. Obchodzi go jedynie to, by ona przeżyła, bo świadomość tego, że oddychają tym samym powietrzem dodawała mu otuchy i nie pozwalała zatracić się w obłędzie do jakiego się doprowadził. Wieczysta przysięga złożona Dumbledore’owi była niczym w porównaniu do świadomości, że być może ocalił jej życie. Jednocześnie starał się odrzucić daleko za siebie myśl, że to on sam sprowadził na nią niebezpieczeństwo.