środa, 21 stycznia 2015

Wspaniałomyślnie

Kiedy Harry, Ron i Hermiona po kolacji chcieli udać się do pokoju wspólnego przy wejściu do wielkiej sali zatrzymała ich profesor McGonagall.

- Moi drodzy, dyrektor pragnie się z wami widzieć.  Musicie pójść ze mną. – mówiąc to spojrzała każdemu w oczy odwróciła się i ruszyła przed siebie.

Przyjaciele zrobili zdziwione miny, ale posłusznie ruszyli za swoją opiekunką domu.
Zatrzymali się przed kamienną chimerą strzegącą wejścia do gabinetu dyrektora. Opiekunka wypowiedziała hasło „mordoklejki” i posąg ustąpił miejsca ukazując kamienne schody.
Wszyscy czworo wspięli się po schodach do dobrze znanego im gabinetu. Okazało się, że na miejscu zastali nie tylko dyrektora szkoły, lecz także profesora Snape’a i nauczycielkę obrony przed czarną magią.
Harremu wydawało się, że w gabinecie panuje napięta atmosfera, zupełnie jakby ich przybycie zakłóciło rozmowę, którą wcześniej odbywali. Jako pierwszy odezwał się Albus.

- Jesteście, to bardzo dobrze. Siadajcie moi drodzy. – Tu wskazał trzy wolne krzesła, które znajdowały się naprzeciwko biurka. Snape i Samara stali w dwóch różnych końcach gabinetu. Snape przy oknie a Samara stała obok feniksa, delikatnie głaszcząc go po głowie.

– Poprosiłem was o przybycie, ponieważ jest kilka istotnych spraw do omówienia. Ostatnie wydarzenia skłoniły mnie do podjęcia pewnych decyzji. – dyrektor zrobił dłuższą pauzę spoglądając to na Snape’a to na Samarę.

- Panno Granger i panie Weasley, chciałbym was prosić abyście reaktywowali Gwardię Dumbeldora i nadal starali się podszkolić innych uczniów w kwestii obrony przed czarną magią. Oboje jesteście utalentowani w tej dziedzinie więc nie powinniście mieć większych problemów. Jednak gdybyście potrzebowali pomocy jestem pewien, że wasza nauczycielka – tu wskazał ręką – udzieli wam pomocnych rad. – Samara spojrzała na nich i lekko skinęła głową na znak, że nie ma nic przeciwko.

- A ja profesorze? – zapytał Harry lekko dotknięty tym, że został wykluczony, przecież to on uczył wszystkich w poprzednim roku.

- A ty mój drogi chłopcze powrócisz do nauki oklumencji. – Harry nerwowo wciągnął powietrze i spojrzał na swojego znienawidzonego nauczyciela, który w tej chwili przyglądał mu się z góry, a jego usta wykrzywił nieprzyjemny grymas.  – profesor Snape – ciągnął dalej dyrektor – wspaniałomyślnie zgodził się ponownie podjąć się nauczania ciebie. – Snape na te słowa prychnął i odwrócił głowę.

-Ale profesorze! -  zaprotestował Harry, - uważam, że nie jest to dobry pomysł, po za tym myślę, że dostatecznie opanowałem tą umiejętność.

- Nie bądź śmieszny Potter! – tu wtrącił się Snape – Nie jesteś wstanie obronić swojego umysłu przed atakiem wyimaginowanego przez pannę Lovegood gnębiwtryska!  Jesteś słaby zupełnie jak twój niewdzięczny ojciec!

- Niech Pan przestanie obrażać mojego ojca! – Harry wstał i stanął naprzeciwko swojego nauczyciela eliksirów w bojowej pozie. Hermiona i Ron skurczyli się w sobie wiedząc co teraz nastąpi. Nieoczekiwanie do rozmowy wtrąciła się Samara.

- To ty nie bądź śmieszny Snape. – mówiła lekko znudzonym tonem nie odrywając nawet wzroku od Fawkes’a. – Czepiasz się Harrego tylko dlatego, że jego ojciec upokarzał cię za szkolnych czasów. Musisz zrozumieć w końcu, że Harry to nie James. Charakterem jest on bardziej podobny do swojej matki niż do ojca. Jeżeli do tej pory tego nie zauważyłeś to sam jesteś ograniczony, albo bardzo ślepy, co w sumie nie robi większej różnicy. – powiedziawszy to spojrzała na niego z lekkim zaciekawieniem czekając na ripostę. Harry zdziwił się bardzo, nie sądził, że nauczyciela znała jego matkę.

Snape lekko zbity z tropu już otwierał usta, aby odpowiedzieć, jednak przerwał mu dyrektor który stanowczo wtrącił się do rozmowy.

- Przestańcie proszę, nie czas na nic nie wnoszące kłótnie. To już postanowione Harry, w każdy czwartek po kolacji, począwszy od przyszłego miesiąca będziesz zjawiał się przed gabinetem profesora Snape’a. Nie możemy sobie pozwolić na to, aby Voldemort włamał się do twojego umysłu i czerpał z niego cenne informacje. – gdy Harry ponownie chciał zaprotestować, dyrektor już stanowczo podniósł rękę i powiedział.

– Bez dyskusji Harry. To będzie twoje zadanie i uwierz mi, że wiele zależy od tego czy opanujesz oklumencje. Nie pozwolę ci uczestniczyć w zebraniach zakonu jeżeli nie opanujesz tej umiejętności. – cała trójka spojrzała ze zdziwieniem na dyrektora, czyżby mieli zostać przyjęci do grona zakonu?

Słysząc to Harry opadł zrezygnowany na fotel i kiwnął głową na znak, że się zgadza.

- Pocieszę cię jednak, w lekcjach oklumencji pomagać wam będzie Samara. - na te słowa sama zainteresowana spojrzała zdziwiona na Albusa, ten zapobiegawczo dodał – I to również nie podlega dyskusji. Co dwie głowy to nie jedna, a doskonale pamiętam moja droga, że wykazywałaś w tej dziedzinie niebywałe zdolności.

- Zaraz, zaraz, skoro to Samara wykazuje niebywałe zdolności, to w takim razie po co ci ja? – Snape już bardzo zdenerwowany podszedł do biurka dyrektora i oparł się dłońmi o blat czekając na odpowiedź.
- Byłem pewien, że o to zapytasz Severusie. Tak jak już wspominałem oklumencja Harrego to dla nas priorytet. Oboje jesteście niebywale uzdolnieni, a ponieważ ty jesteś uprzedzony do Harrego może to przeszkodzić w uzyskaniu zadowalających efektów. Samara będzie twoją przeciwwagą. Jak już wspominałem decyzja zapadła.

- W takim razie po co nas tu zebrałeś? Mogłeś wystosować oficjalne pismo. Wyszło by na to samo. – Snape kąśliwie zakończył dyskusje wracając na swoje miejsce. Dyrektor westchnął tylko i ponownie usiadł w fotelu. Harry w duchu stwierdził, że dyrektor wygląda na bardzo zmęczonego.
- Nadeszły ponure czasy. Dobroć polega na szanowaniu i kochaniu ludzi bardziej niż na to zasługują, pamiętajcie o tym. – dyrektor dał znać, że spotkanie skończone. 

Harry, Ron i Hermiona pośpiesznie wstali i udali się do wyjścia. Zaraz za nimi stanął Snape który na odchodnym rzucił w stronę Dumbledora:

-„Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni.” – po tych słowach wyminął uczniów i opuścił pospiesznie pomieszczenie.

-Trafnie powiedziane Snape. – dodała Samara jakby do siebie.


wtorek, 20 stycznia 2015

Stary głupiec


Jestem z kolejnym rozdziałem. Mam nadzieję, że jak do tej pory się podoba. Pamiętajcie o komentarzach. Karmią one moją wenę :)

*********************************


- Cholerny stary głupiec! – zaklął wchodząc do własnych kwater. – Co on sobie właściwie myśli?! Nie zamierzam kłaść się jej do nóg prosząc o wybaczenie! – mówiąc to usiadł w fotelu różdżką przywołując szklankę napełnioną ognistą whisky. – I jeszcze ten cholerny Potter z cholernymi lekcjami oklumencji! On jest tak ograniczony, że prędzej nauczę tej zdolności trola niż jego... – upił solidny łyk trunku i oparł się o oparcie fotela. W głowie zaczęło mu krążyć wiele myśli.


Dumbledore jak  przystało na niego nie powiadomił go, o zamiarze sprowadzenia do zamku Samary jako nauczycielki obrony. Dowiedział się kiedy ogłosił to wszystkim uczniom podczas powitalnej uczty. Nie sądził, że sprowadził ją tu tylko ze względu na dobro szkoły. Doskonale wiedział, że Albusem kierują zawsze „wyższe cele” i za wszelką cenę będzie on chciał uszczęśliwić wszystkich wokoło. Na samą myśl o tym Severusem coś wstrząsnęło. Upił kolejny łyk napoju i poczuł delikatne rozluźnienie.


To prawda, że szukał jej tylko przez tydzień po tym jak zniknęła. Chciał wyjaśnić, może nawet przeprosić, ale po jakimś czasie stwierdził, że nie będzie robił z siebie przedstawienia. Jeżeli nie chciała go więcej widzieć to trudno. Nawet ją rozumiał. Zaprzestał poszukiwań. Ponownie zajął się pracą na rzecz zakonu. Dumbledore wysyłał go na coraz to niebezpieczniejsze misje i z czasem przyzwyczaił się do braku jej obecności.


Severus i Samara poznali się w szkole. Samara choć o wiele młodsza od niego była na tym samym roku, oczywiście za sprawą wstawiennictwa dyrektora w ministerstwie. Samara należała do Gryffindoru i przyjaźniła się jak to można sobie wyobrazić z Lily Evans. Były właściwie nierozłączne. Samara choć młodsza doskonale dogadywała się ze starszymi uczniami ze swojego roku. Wykazywała nieprzeciętne zdolności magiczne i znacznie wybiegającą po za zakres programu nauczania wiedzę. Właśnie dlatego Dumbledore jako jej opiekun postanowił zwrócić się do ministra magii z prośbą o wydanie pozwolenia, by Samara rozpoczęła edukację w Hogwarcie jako pięciolatka.


Podczas lat szkolnych właściwie nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. A po tym jak już oficjalnie przystał do śmierciożerców przestali się nawet widywać. Lily nie mogąc wymóc na Severusie wycofania się z podjętej decyzji odcięła się od niego.

Z jakiegoś powodu Samara nigdy nie wstąpiła do Zakonu Feniksa. Nie brała udziału w misjach i nie wypowiadała się nigdy na temat związany z walką z Sami-Wiecie-Kim. Była jednak obecna na spotkaniach. W pewnym momencie Samara jednak opuściła Anglię. Dumbledore wyjaśnił im, że udała się, aby doskonalić techniki magii.


Wróciła niespodziewanie zjawiając się w momencie kiedy Potter rozpoczynał edukację w Hogwarcie.  Od tamtej pory była zawsze w pobliżu pojawiając się na każdym spotkaniu zakonu jednak nadal odmawiała by wstąpić oficjalnie w to zgromadzenie.


Moment jej powrotu był punktem zwrotnym w życiu Severusa. I właśnie dlatego Mistrz Eliksirów nie może się teraz uporać z własnymi myślami. Po tej feralnej nocy nic nie będzie już takie samo. Teraz zmuszony do współpracy będzie musiał odszukać stabilny grunt pod nogami, aby dobrze odgrywać swoją rolę.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Obrona przed Czarną Magią

   Trójka przyjaciół zajęła miejsca w klasie przeznaczonej do lekcji obrony przed czarną magią. Wszyscy chcieli już przekonać się kim jest nowa nauczycielka i jak będą wyglądały ich lekcje. Każdy nowy nauczyciel był swego rodzaju atrakcją dla uczniów.

   Harry, Ron i Hermiona wraz z innymi kolegami dyskutowali w najlepsze o poprzednich nauczycielach tego przedmiotu i wszyscy jednogłośnie stwierdzili, że Lupin był jedynym który ich czegokolwiek nauczył.

   Podczas ogólnego gwaru żaden uczeń nie zorientował się, że ich nauczycielka pojawiła się znikąd i zajęła miejsce w fotelu za biurkiem. Włosy miała spięte w ciasny kok, makijaż ciemny uwydatniający duże brązowe oczy. Była ubrana w długą ciemnoszarą szatę lekko ciągnącą się trenem.

- Przepraszam, że muszę przerwać te jakże interesujące dyskusje na temat poprzednich nauczycieli, jednak zgromadziliśmy się tu nie w celach dyskusyjnych, ale aby nauczyć was jak nie zginąć podczas walki. – powiedziała bez zbędnych emocji Samara. Na te słowa wszyscy drgnęli, ponieważ nikt nie sądził, że nauczycielka znajduje się w klasie.

- Jak ona się tu dostała? Drzwi klasy są zamknięte.  – szepną Ron do Harrego, a ten tylko wzruszył ramionami.

- Skoro wszyscy jesteśmy zgodni, co do tego w jakim celu się tu znajdujemy, chciałam się wam przedstawić. – Skinęła głową w stronę tablicy na której zaczęły pojawiać się ciasno napisane litery:
Samara, Rovena, Helga, Godryka Dumbledore.

Harry nie mógł oderwać od niej oczu. Pomyślał, że ma w sobie coś z wili. Hipnotyzowała spojrzeniem. Nie mówiła głośno, ale wszyscy doskonale ją słyszeli. Po sali poruszała się z zadziwiającą lekkością i gracją. Nie używała różdżki, co trochę zdziwiło Harrego.

- Od dziś będziemy zajmować zagadnieniami z obrony przed czarną magią. Moim zadaniem będzie sprawić, że szczytem waszych możliwości nie będzie banalne: Expelliarmus. Trudno mi zrozumieć zatem dlaczego na waszych stolikach zamiast różdżek leżą książki. Macie zamiar w przeciwnika rzucać bezużytecznymi tomami? – dodała kpiąco odwracając się w ich stronę z pytającą miną.

Hermiona nieśmiało podniosła rękę, a kiedy dostała pozwolenie, aby mówiła wstała i powiedziała.

-Pani profesor, w zeszłym roku mieliśmy całkowity zakaz używania różdżek na tej lekcji, a obronę przed czarną magią poznawaliśmy w sposób całkowicie teoretyczny. – Hermiona ponownie zajęła swoje miejsce.

- Cóż czeka nas zatem ogrom materiału do nadrobienia. Doszły mnie jednak słuchy, że część z was poradziła sobie z tą niecodzienną przeszkodą i organizowała lekcje obrony za plecami ówczesnej nauczycielki. Wykorzystam ten fakt i te osoby będą pomagały mi w prowadzeniu niektórych lekcji. – spojrzała wymownie na Harrego, Rona i Hermionę. Ron wyprostował się i dumnie rozejrzał się po klasie. Napotkał szydercze spojrzenia ślizgonów z którymi na nieszczęście musieli uczęszczać na większość lekcji. Harry z zaciekawieniem przyglądał się swojej nowej nauczycielce i z radością przyznał, że to będzie interesujący rok. Hermiona lekko zarumieniona okazanym uznaniem wbiła wzrok w swoje stopy.

- Do dzieła więc, to nie pora na marnowanie waszego czasu. Proszę schować książki a wyjąć różdżki.

Po sali rozeszły się brawa i jeszcze chyba żaden uczeń nie wykonał tak chętnie polecenia nauczyciela.

W tym samym czasie dyrektor Hogwartu przebywał w swoim gabinecie. Stał oparty o parapet swojego okna wyglądając na panoramę wokół zamku. Z rozmyślań wyrwało go gwałtowne wejście Mistrza Eliksirów do jego gabinetu.

- Witaj Severusie, co cię do mnie sprowadza. – zapytał dyrektor, dobrze znający już odpowiedź. 

- Doskonale wiesz co mnie sprowadza, nie udawaj głupca, bo nim nie jesteś. – dodał szorstkim tonem.

Dyrektor odwrócił się w jego stronę.

-  Dobrze wiesz Severusie, że nie miałem innej możliwości. Gdybym nie zdołał znaleźć nauczyciela, Ministerstwo narzuciło by kogoś od siebie. Na kolejną pomyłkę w stylu Dolores nie mogliśmy sobie pozwolić. Ją też było ciężko skłonić do przyjęcia etatu. Nie jest tu z własnej woli, lecz na moją osobistą prośbę. - powiedział.

- No tak, zapomniałem już jak dobrze potrafisz manipulować ludźmi do własnych celów. Nadal jednak nie rozumiem, dlaczego? Szukałem jej przecież wtedy kiedy zniknęła, a Ty nie chciałeś powiedzieć mi nic o jej miejscu pobytu, a tu nagle sam sprowadzasz ją do zamku?

- Szukałeś jej przez tydzień Severusie, nie wmawiaj mi, że zależało ci na jej losie. – dodał patrząc mu głęboko w oczy.

Snape walnął pięścią w biurko dyrektora wstając z oburzenia, obrócił się gwałtownie w jego stronę i rzekł .

– Co ty właściwie możesz o mnie wiedzieć, co?! – wrzasnął, - Nie wiesz o mnie nic! Jestem tylko twoją marionetką w grze z Czarnym Panem! Nie obchodzi cię moje zdanie, ja mam tylko wykonywać twoje polecenia!

- Wiem więcej na twój temat niż ci się może wydawać Severusie. Spróbuj z nią porozmawiać, może sama powie ci dlaczego wówczas zniknęła. Ja zobowiązany jestem przysięgą milczenia.

- Jakie to wygodne! – oburzył się i zaczął zbierać do wyjścia.

- Severusie, zaczekaj – zawołał za nim dyrektor – Dziś wieczorem po kolacji proszę przyjdź do mojego gabinetu. Trzeba omówić dalsze lekcje oklumencji Harrego.  – na te słowa Severus prychnął i wyszedł z gabinetu trzaskając drzwiami.






Bezsenność

    Harry nie mógł spać tej nocy. Przekręcał się z boku na bok rozmyślając o wydarzeniach minionych miesięcy. Śmierć jego ojca chrzestnego wstrząsnęła nim dogłębnie. Stracił jedynego członka swojej rodziny. Owszem miał przyjaciół, ale niestety to z Syriuszem czuł głęboką wieź, dzięki czemu czuł, że poznawał swoich rodziców. Bez przerwy wyrzucał sobie, że to on jest winny jego śmierci. Nie mógł poradzić sobie z wyrzutami sumienia, więc gdy tylko zaczęło świtać wstał, ubrał się i udał się na śniadanie do wielkiej sali nie czekając na Rona. Kiedy dotarł zorientował się, że jest pierwszym z uczniów. Przy stole siedzieli już jednak Snape i nowa nauczycielka obrony. Siedzieli na dwóch różnych końcach stołu ignorując się nawzajem. Harry zdał sobie sprawę, że jest obserwowany przez oboje, więc zajął swoje zwykłe miejsce i nałożył sobie jajecznicy. W miarę upływających minut zaczęło przybywać uczniów i nauczycieli. Harry przyglądał się dwojgu swoich nauczycieli i zdał sobie sprawę, że od godziny nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Nawet na siebie nie spojrzeli. To dość dziwne. I choć wiedział, że Snape nie należy do miłych typów, którzy wdają się w przyjemną rozmowę to często widział jak rozmawia z innymi nauczycielami.  Z rozmyślań wyrwało go klepnięcie w ramie. To byli Ron, Hermiona i Giny.


– Hej stary, dlaczego nie zaczekałeś na mnie? Stało się coś? – Ron zapytał wpatrując się w przyjaciela.

- Nie mogłem spać, a nie chciałem cię obudzić. Chrapałeś w najlepsze. – uśmiechnął się na widok twarzy Rona, który zrobił minę w stylu „Jak to chrapię?”. Harry skinął w stronę stołu nauczycielskiego i dodał półgłosem.
- Coś mi się wydaje, że ta dwójka za sobą nie przepada…

- Dlaczego tak uważasz? – zapytała Hermiona spoglądając w stronę nauczycieli.

- Siedzę tu z nimi od godziny, a oni nawet na siebie nie spojrzeli.

- To nic nie znaczy. Ron! Na miłość boską nie opychaj się tak! – pisnęła, gdy zobaczyła ile jajecznicy jej przyjaciel ma obecnie w ustach.

Giny i Harry spojrzeli na siebie i roześmiali się na widok Rona, próbującego uporać się z nadmiarem jedzenia w ustach.

- Harry, ponieważ nie zaczekałeś na nas ominęło Cię rozdanie planu lekcji.

- No dobra, to co mamy jako pierwsze? Eliksiry czy inny fascynujący przedmiot? – dodał zrezygnowany. Nigdy nie mieli szczęścia do poniedziałkowego planu lekcji.

- Każdy przedmiot jest fascynujący Harry, Ron przestań suszyć tak swoje zęby, wszyscy widzieli, że jadłeś jajecznice… A odpowiadając na twoje pytanie, to najpierw mamy historię magii, później zielarstwo, eliksiry i obronę przed czarną magią.


Jak należało się spodziewać Harry i Ron jęknęli z rozpaczy. Obaj niezmiernie nudzili się na historii magii i na zielarstwie. Na eliksirach należało spodziewać się niespodziewanego, a obrona, no cóż tego przedmiotu cała trójka nie mogła się doczekać. Byli ciekawi nowej nauczycielki.

- Zbierajmy się, za 10 minut rozpoczynają się lekcje. – rzuciła Giny widząc, że przy stole nie ma już żadnego nauczyciela.

Zarzuciła torbę przez ramie i pobiegła z dziewczynami swojej grupy, wcześniej jednak uśmiechnęła się promiennie do Harrego. Ten trochę się zmieszał jednak odwzajemnił uśmiech. Hermiona spojrzała na niego wymownie unosząc brwi ku górze. Harry wzruszył ramionami.

– Tak, zbierajmy się już czas. - powiedział.

Historia magii i zielarstwo minęło im zaskakująco szybko.  Na eliksirach standardowo Snape musiał im wypomnieć jakimi to skretyniałymi istotami są i, że żaden z nich nie ma najmniejszej szansy na zdanie egzaminów końcowych. Harry jak zwykle oberwał najwięcej jako, że nazywa się Harry Potter, ten Harry Potter… Chłopiec-Który-Przeżył…


Dwie godziny później udali się na przerwę obiadową po której miała nastąpić lekcja obrony.





Powitanie

     Po uczcie uczniowie jak zwykle udali się do swoich dormitoriów. Kiedy wielka sala opustoszała i zostało tylko kilkoro nauczycieli Samara wstała wzięła swój płaszcz i podeszła do dyrektora.

- Jeszcze raz przepraszam za spóźnienie, musiałam poczekać aż będzie spokojniej.

- Wszystko rozumiem moja droga, nie przejmuj się. Dotarłaś w samą porę. Nie było problemów? – dodał z troską spoglądając na nią.

- Nie większych niż zwykle.

- Samaro kochana jak dobrze widzieć cię ponownie. – profesor Flitwick podszedł do niej i uścisnął jej dłoń. - Byłaś moją najzdolniejszą uczennicą.

- Witam profesorze mnie również jest miło pana widzieć. – uśmiechnęła się uprzejmie i rozejrzała.

Od stołu wstawał właśnie Snape, Dumbledore zwrócił się w jego stronę.

- Severusie nie przywitasz się? Nie widzieliście się prawie trzy lata. - zapytał.

Snape podniósł wzrok spojrzał na swojego dyrektora, później na Samarę i ukłonił się lekko.

- Witam w Hogwarcie pani profesor. – spojrzał jej głęboko w oczy, ponownie się skłonił i odszedł.

Gdy opuścił salę przemówił dyrektor.


– Cóż nie takiego powitania oczekiwałem, ale lepsze to niż nic.

- Jeżeli oczekiwałeś, że rzucimy się sobie w ramiona to się trochę przeliczyłeś. – uśmiechnęła się smutno i dodała – Pozwolicie, że pójdę już do swoich kwater. Miałam ciężki dzień, a jutro od samego rana rozpoczynam lekcje. – skłoniła się nieco, zabrała swój długi płaszcz i oddaliła się w stronę swoich pokoi.

Tak jak się spodziewała jej bagaże były już na miejscu. Skrzatka o wdzięcznym imieniu Mgiełka kończyła właśnie rozpakowywanie jej rzeczy. Grzecznie jej podziękowała i usiadła w fotelu swojego gabinetu. Był przytulny. Albus się postarał – pomyślała.

- Mgiełko, czy mogłabyś mi zrobić herbaty. Musi być gorzka.

- Tak proszę pani, Mgiełka już przynosi gorzką herbatę. – skrzatka natychmiast zniknęła.

Samara odetchnęła i rozsiadła się wygodniej. Miała obszerne biurko, a przy ścianach stały regały zapełnione  książkami. Wstała i podeszła do jednego z nich. Wzięła pierwszy lepszy tom i spojrzała na pierwszą stronę. Zaśmiała się w duchu, ponieważ były to jej prywatne książki. Dambeldorowi naprawdę musiało zależeć, aby czuła się jak u siebie. Zanotowała sobie w głowie, aby mu za to podziękować.

Przeszła do swojego salonu, tu również panował przyjemny ład. Kolory ścian były promienne i ciepłe. W salonie stała wygodna kanapa i dwa fotele, a w ich centrum niewielki stolik. Naprzeciwko kanapy znajdował się sporej wielkości kominek. Usłyszała pyknięcie aportacji i ujrzała skrzatkę niosącą tacę z filiżanką parującej herbaty. Mgiełka odłożyła tacę na stolik skłoniła się i czekała na dalsze polecenia swojej pani. Ta jednak kazała jej odejść i wypocząć, ponieważ dziś już jej nie potrzebowała.

Usiadła wygodnie na kanapie biorąc filiżankę do ręki. Zrobiło się jej chłodno, a lato tego roku nie było zbyt ciepłe, spojrzała w kominek i zmrużyła oczy. W chwilę po tym w kominku trzaskał już wesoło ogień, a do Samary docierało przyjemne ciepło.

- Salem, jesteś tu? – zawołała swojego czarnego kota. W odpowiedzi usłyszała tylko miauknięcie gdzieś zza jej pleców.
– To chodź do mnie i mrucz tak jak tylko ty potrafisz pieszczochu. -  kot natychmiast wskoczył na kanapę i ułożył się jej na kolanach.

– Piękne przywitanie nie ma co… Czy wspominałam ci już, że to był kiepski pomysł, aby tu wrócić? Pewnie, że ci wspominałam… O niczym innym nie mówię od dwóch tygodni prawda? Ciekawe co w domu? Tęsknisz do domu Salem? Ja bardzo. Chyba sobie jednak poradzą bez nas. - upiła łyk herbaty rozkoszując się jej aromatycznym smakiem rozchodzącym się po jej ciele.
– Harry Potter… to będzie interesujący rok Salem.


Na rozmyślaniach minął jej cały wieczór. Około północy zdecydowała się jednak wziąć prysznic i pójść spać. Nie jest tu przecież na wakacjach.



Look

Wena mnie nie opuszcza, więc kiedy tylko mogę to piszę. Tym sposobem wstawiam kolejne rozdziały.
Poniżej też mój własny obraz jak powinna wyglądać Samara.
Od razu informuję, że jestem zafascynowana teledyskiem "paraschute" Cheryl Cole więc stąd mój obraz.









niedziela, 18 stycznia 2015

Nowa nauczycielka

      Po ciągnącej się ceremonii przydziału nastał moment w którym swoje coroczne przemówienie powinien wygłosić dyrektor.
Harry jednak zauważył, że dyrektor jakby celowo zwlekał z wygłoszeniem mowy, co jakiś czas ukradkowo rzucając nerwowe spojrzenia w stronę głównego wejścia. Hermiona dźgnęła go łokciem w bok.


– Brakuje jednego nauczyciela, są wszyscy oprócz tego od obrony przed czarną magią. - powiedziała, a Harry dopiero teraz zorientował się, że faktycznie jedno miejsce przy stole nauczycielskim jest wolne.

Harry ponownie zerknął na dyrektora. Przez ułamek sekundy dostrzegł zrezygnowanie na jego twarzy. Wiedział, że nie może odwlekać wieczerzy. Wstał więc i podszedł do swojej mównicy.

- Moi kochani! Witajcie ponownie w progach Hogwartu! Mam nadzieję, że wakacje mieliście udane.
Jak co roku, pragnę przypomnieć kilka istotnych spraw. Mianowicie, pierwszoroczni niech wiedzą, że wstęp do lasu jest surowo wzbroniony...  – Po tym nastąpiła cała lista zakazów, które Harry miał pewność, że większości z nich wymyślił Pan Filch. Z pewną radością w sercu stwierdził, że razem z Ronem i Hermioną złamał każdy z tych zakazów.
Z zamyślenia wyrwały go słowa profesora.


- Chciałbym wam również przedstawić nowego nauczyciela obrony przed czarną magią, ale niestety spóźnia się. Jednak pragnę poinformować, że nowym nauczycielem tego przedmiotu będzie Pani Samara Dumbledore.

Na sali natychmiast podniósł się gwar. Nie tylko uczniowie szeptali. Harry zauważył, że niektórzy nauczyciele również wymienili zdziwione spojrzenia. Był ciekawy czy nowa nauczycielka jest spokrewniona z dyrektorem, czy jest to zwyczajna zbieżność nazwisk.

- Myślicie, że to jego córka? – zapytał zszokowany Harry uświadamiając sobie jak mało wie o tym człowieku. - Myślałem, że nie ma dzieci.

- Bo nie ma, czytałam jego biografię – odpowiedziała natychmiast Hermiona. – Tak przynajmniej było tam napisane.

Harry zobaczył, że chciała dodać coś jeszcze, ale drzwi wielkiej sali otworzyły się z hukiem, a przez nie przeszła zakapturzona postać. Harry nie widział jej twarzy. Była dobrze schowana pod obszernym kapturem długiego czarnego płaszcza, który ciągnął się po podłodze sali. Na dworze musiało padać ponieważ na posadzce pozostawiała po sobie mokrą smugę.
Postać poruszała się szybko i z niebywałą gracją. Jej ruchy były płynne, a poły jej płaszcza falowały w rytm jej kroków i Harry zorientował się, że patrzy na tą osobę z otwartymi ustami, podobnie zresztą jak cała reszta uczniów.

Harry rozejrzał się po sali, jego uwagę przykuł Mistrz eliksirów, który w ogóle nie patrzył w kierunku idącej osoby, ignorował ją przybierając znudzony wyraz twarzy. Harry nie zdążył się jednak nad tym długo zastanowić ponieważ postać dotarła już do stołu nauczycieli i z rozmachem pozbyła się płaszcza. Stanęła przy dyrektorze i szepnęła mu coś na ucho.
Uradowany Dumbledore zwrócił się do wszystkich obecnych

– Tak więc drodzy moi, mam zaszczyt przedstawić wam waszą nową nauczycielkę obrony przed czarną magią.

Po sali rozeszły się brawa, które trwały dłuższą chwilę. Nauczycielka lekko skłoniła się w stronę Sali i w stronę nauczycieli. Zajęła miejsce między Minerwa McGonagall a panią Sprout.

– No trzeba jej przyznać, wejście smoka miała niezłe. - powiedział Ron, gdy ucichły brawa.

- Tak, zrobiła duże wrażenie – dodała Hermiona lekko się uśmiechając do swoich przyjaciół. – Ciekawe czy ich nazwisko to zwykły zbieg okoliczności czy naprawdę są spokrewnieni? – zapytała ni to do siebie ni to do nich. 

Harry wzruszył ramionami i ponownie spojrzał na nową nauczycielkę. Ta również przyglądała mu się z zaciekawieniem i mógłby przysiąc, że mrugnęła do niego okiem. Harry przyjrzał się jej dokładniej podczas uczty. Miała długie brązowe włosy, lekko skręcone na końcach. Duże ciemne oczy, podkreślone makijażem. Była raczej szczupła i średniego wzrostu. Miała wyrazistą urodę i od razu rzucała się w oczy. Była bardzo ładna według Harrego i tak bardzo niepodobna do Albusa, że był pewien iż nie mogą być spokrewnieni. Z zamyśleń wyrwał go głos Dumbledora, który życzył wszystkim smacznego. Dyrektor klasnął w swoje dłonie i na stole natychmiast pojawiły się przeróżne specjały.

Przez salę przemknął zbiorowy : „Achhhhh” i już wszyscy zajadali się pysznościami.